Na okładce mojej książki z tulipanem są dwie rekomendacje - w poprzednim tomie była tylko jedna, Małgorzaty Kalicińskiej. Tym razem ciepłe słowo naisał mi Paweł Pochwała, redaktor Kawy czy herbaty, reżyser TVP, a druga krótka recenzja jest autorstwa Prowincjonalnej Nauczycielki, której to na razie osobiście nie znam, ale... poznam niebawem, bo 19 lutego mam spotkanie w Braniewie, a to miasto Autorki recenzji. Więc - będzie okazja do spotkania!
Cieszę się i odsyłam na stronę Nauczycielki:
BLOG Prowincjonalne Nauczycielstwo
Idę sobie moim miastem, ulicą Królewiecką, słońce zaświeca mi w oczy, jest ciepło, wręcz bardzo, bo zero stopni, i myślę radośnie, bo suczka Maszka zdrowa (była u weterynarza), a tu... wystawa w księgarni, że aż dech zaparło! I muszę się tym z Wami podzielić, bo... tulipany w lutym! Cieszę się, że tak ładnie... I w Mrągowie...

Tagi: tulipan
skomentuj (1)
Przepiękny obraz. Tętniący żywiołem. Lubię takie obrazy, w których słychać dźwięki. Tu - szumi woda, głośnym "pluskotem" obmywająca kamienie i słychać trzask gałęzi. I następuje oto cudowne połączenie sztuk. Malarstwa i Muzyki. Czasem tak właśnie łączą się Smaki. Coś jest tak słodkie, że aż gorzkie (na przykład sacharyna - kto ją jeszcze pamięta? - albo współczesny słodzik).
Sygnatura Artysty w rogu. Nie trzeba przedstawiać. Mistrz!
Obraz przypomniany dzięki mojej Czytelniczce Inessie. Dziękuję Ci...
Tagi: witkacy
skomentuj (0)
Piękny film obejrzałam. Wiem, że może jestem nieco opóźniona, bo ci z wielkich miast już pewnie ten film widzieli, ale cóż, nigdy nie ukrywałam, że życie na prowincji płynie wolniej i dopiero teraz do mnie ten film dotarł... Najpierw, zanim go obejrzałam, pocztałam w neci na jego temat. Otóż film ten w reżyserii Borysa Lankosza (debiut!) zdobył
Złote Lwy dla najlepszego polskiego filmu na 34. Festiwalu Polskich
Filmów Fabularnych w Gdyni.
Głównymi bohaterkami są trzy kobiety: 30-letnia
Sabina oraz jej matka i babcia. W życiu Sabiny brakuje mężczyzny.
Dostrzegająca to matka usiłuje znaleźć kandydata na męża dla córki.
Pewnego dnia Sabina poznaje tajemniczego Bronisława, mężczyznę o
urodzie filmowego amanta. Spotkanie to wywoła serię zaskakujących
zdarzeń w życiu wszystkich trzech kobiet.
Kończy się... zaskakująco, a człowiek ma wrażenie, że jest świadkiem rzecywistości, układającej się w dwóch warstwach. I cóż... wolałam warstwę biało-czarną. To był dobry film. Po prostu. Mało takich oglądam, bo i na bakier stoję nieco z filmami, kinem, telewizją. Nie nęci mnie mogający ekran. Wolne chwile wolę spędzać inaczej. Ale... Oglądanie Rewersu nie było stratą czasu...
Tagi: rewers
skomentuj (0)
Zima cudna... Oj, nie pamiętam takiej. Gdy ściska mróz i wszystko zastyga pod naporem mrozu, ostre igły wchodzą w człowieka z każdym oddechem. Wiem, że są tacy, którzy nie lubią zimy, ale ja... Kocham..I dziś z moimi suczkami, Luską i Maszką, pokazałyśmy światu, co potrafimy. Pohasałyśmy sobie na naszych łąkach, pooddychałyśmy tym mroźnym styczniem. Maszka kluczyła jak na psiej karuzelce, Luska biegała w sposób nieco bardziej zrównoważony, a ich ślady fosforyzowały w głębokościach zasp, w blasku rosnącego księżyca. A mój kot ryszawy, choć niektórzy by chcieli, by był ryżawy, ale taki nie jest, bo to mój kot i ja zdecydowałam ostatecznie, jaki on jest, a więc - mój kot ryszawy leżał sobie leniwie na równie ryszawej kanapie i spał. NIe wie, ile stracił z tych zimowych harców! No cóż, na drugi raz obudzimy go bezlitośnie, niech idzie z nami na ten biały, mroźny fosfor. Może nam cała zimowa łąka od niego "zryszawieje"?
Hahah, dobrej nocy. Ryszawych snów. Bo rude jest piękne....
PS. A ryszawy? No cóż, gwara... Sięganie do niej - żaden wstyd. Tak się mówiło o rudym w Mystkówcu Starym, pięknej wsi mego dzieciństwa. Stamtąd pochodziła moja nieżyjąca już Mama. Wiele jeszcze innych słów zapamiętałam z tamtego czasu, które to słowa używam codziennie. I jest to dla mnie źródło mojej radości. To moje ważne dziedzictwo i wspomnienie tych, którzy odeszli na zawsze. Z kolorytem tamtej wsi, z jej swojskością, naturą i umiłowaniem prostego życia. Takiego... ryszawego. Zwłaszcza jesienią... Na pewno nie raz jeszcze ożywię ten mystkowski świat w tym, co napiszę...
Jest też taki opis stroju ludowego: Żywotek i spodek dycki musiały ku sobie pasować kolorami. Na spodek trzeja było piyńć, szejść metrów materiału s bawełny i lnu. Tyn materiał mioł kolor czorny, czyrwióny, abo ryszawy. Tam kaj przichodziuł fortuch wszywali łacniejszy materiał , bo go nie było widać. Taki materiał sie pruło ze starych sukni i nazywało sie to ladaco...

Tagi: ryszawy
skomentuj (0)