RSS
 

Człowiek bogini Chloris

15 lis

Lubię wracać do Węgorzewa. Mam to szczęście, że co wtorki prowadzę tam zajęcia i mam okazję często podróżować na tę ziemię, ciężką od legend. Wczoraj podczas zajęć rozmawiałyśmy o o Węgorzewie, Pozezdrzu, Kutach…

A stamtąd już prosta droga do pewnego luterańskiego duchownego…

Tytoń, ogórek, miechunka, lawenda oraz upiorne duchy – to wszystko interesowało pruskiego botanika Jerzego Andrzej Helwinga, luterańskiego duchownego z Mazur. Mieszkał w Węgorzewie, znał i polski i niemiecki. Interesowała go nie tylko botanika, ale i zoologia, a jak uważa profesor Stanisław Czachorowski z UWM, naukowiec ten był na miarę Linneusza.

Był Helwing van Helsingiem swoich czasów. W epoce, gdy przyrodnicy i naukowe pisma tłumaczyli m.in. jakim cudem pewnej wieśniaczce mleko „cudownie” przeistoczyło się w wino (okazało się, że do gotującego się dzbana wpadła kora i zabarwiła mleko) albo czy w wilczych sercach żyją żmije (niektórzy świadkowie dawali sobie rękę uciąć, że tak). – pisze w swojej książce „Bardzo polska historia wszystkiego” Adam Węgłowski. Z dużą rezerwą podchodził do wiary w wilkołaki i siły nieczyste, próbując dziwne zjawiska wyjaśniać naukowo. Jednak mimo to napisał pewien artykuł z 1722 roku o znamiennym tytule „O polskim upiercu lub o samo zżerających się trupach i powstałej stąd obawie przed zarazą i pomorem bydła”. Napisał w nim o odmianie wampirów, inaczej zwanych upiercami, martwcami czy też wąpierzami. Wierzono bowiem wówczas, że w te nieczyste istoty przeistaczali się m.in. ci, którzy zmarli gwałtowną śmiercią, zatem na przykład samobójcy oraz za życia zostali przeklęci. Pisał o nich Helwing: Upierzem albo uspierzem nazywa się taki rodzaj martwych ludzkich ciał, które same się w grobie pożerają. Jak tylko jakieś zaczyna się pożerać, to powoduje to powstanie zarazy i ona nie kończy się, dopóki zwłokom nie odtrąci się głowy od tułowia. (….)Oczywiście w żadnym razie nie można zaprzeczyć, że czasami wykopywano zwłoki nadżarte, zakrwawione i trzymające w ustach całun, o których mogła rozejść się taka pogłoska, ale w żadnym wypadku nie wynikało to z ponadnaturalnych czy czarnoksięskich przyczyn, lecz dlatego, że te godne pożałowania osoby wskutek nieostrożnego lub zuchwałego pośpiechu zostawały pogrzebane żywcem…

Podobno w jego rodzinnych stronach, we wsi Harsz miało dojść ok. 1710 roku do dramatycznej sytuacji. Ludność tamtejsza rozkopywała groby, by przekonać się, że pożerające się zwłoki naprawdę istnieją, co byłoby dowodem na obecność wampirów. Trupy pozbawiano więc głów. A to z kolei miało zapobiec szalejącej wówczas na Mazurach i Warmii epidemii dżumy – z którą wlczył sam Helwing. Dowodów jednak na istnienie upierców nie znaleziono. A „morowe powietrze” dalej zbierało śmiertelne żniwa…

Jako naukowiec sporządzał do dezynfekcji specjalne mikstury. Robił ją z korzenia dzięgla leśnego (Angelica sylvestris) oraz piołunu (Artemisia absinthium). Sporządzał spirytusowe wyciągi, którymi smarował dłonie i ciało, a ubrania okadzał palonym jałowcem. Pracował społecznie na rzecz chorych, za co dostawał od mieszkańców okolicznych miejscowości, między innymi we wsi Ogonek i Stręgiel zboże.

Człowiek niezwykły i światły, z przyrodniczą intuicją. Napisany przez niego pierwszy tom zielnika „ Herbarium Vivum Plantarum sponte in Prussia nascentium, Herculeo labore comparatum M. Georgii Andreae Helwingii Pastoris Angerburgensium. et Reg. Societ. Scient. Brand. Membrii” nazywany jest hołdem wobec pruskiej przyrody, nad którą czuwała bogini Chloris. Według zasad tamtego myślenia, związanego zresztą ściśle z Biblią, rośliny i zwierzęta zostały stworzone dla człowieka. Ich badanie było naturalnym celem i powinnością. W drugim tomie „Florae Napaeisque Sacrum! Civis, amice, advena, qui herbarii amoenitate cupis oblectarier, modestiam et continentiam comites habeas florae custodes, quod rogat, monet, expetit M. Georgius Andreas Helwing, pastor Angeburgensis, operis huius faber” autor już wzbogaca pruską florę o nowe gatunki i widzi niebezpieczeństwo – wprowadzanie nowych gatunków zubaża to, co rosło na tej ziemi od setek lat.

Nie jest więc wykluczone, że nasz uczony stał się inspiracją dla irlandzkiego pisarza Brama Stokera, autora „Drakuli” dla jego bohatera Abrahama Van Helsinga, nieustraszonego pogromcy wampirów. Losy są przecież podobne.

– Lecz tyle ich łączy! Podobne nazwiska, podobne wykształcenie, podobnie niezłomne zasady. A także erudycja, głęboka wiara, pobyt w Holandii, znajomość niemieckiego… I oczywiście kilka upiornych epizodów w życiorysie – podsumowuje autor „Bardzo polskiej historii wszystkiego”. Interesującej, nie tylko z powodu mazurskiego Van Helsinga.

Jedno jest jednak pewne. Dzięki naszemu botanikowi wiemy dziś wiele o przyrodzie Prus, a poznawanie tej wiedzy jest doprawdy frapujące.

 

 

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Warsztat z Robertem i Sylwester ze mną :)

15 lis

Warsztaty z Robert Kaczkowski
MARCINKOWO 18 listopada

„POMIĘDZY TECHNIKĄ ASHTANGI JOGI A TAŃCEM NA MACIE”

Zapraszamy na kolejne warsztaty poświęcone poznaniu klasycznej, dynamicznej odmianie jogi. Spotkanie jest drugą częścią warsztatów, które obyły się we wrześniu w Baba Jodze. Ale jeżeli nie brałeś udziału w pierwszych zajęciach, a chcesz poznać technikę Ashtangi jogi, to jest to najlepszy moment dla Ciebie.
Na spotkaniu będziemy uczyć się prawidłowego ustawienia ciała w asanach, właściwego oddechu i innych technik towarzyszących Ashtandze jodze. Przypomnimy i utrwalimy pozycje występujące w pierwszej serii (yoga chikitsa) oraz przygotujemy się do wykonania wybranych asan z drugiej serii Ashtanga jogi (nadi shodhana).
Przekonamy się, że układ asan w serii (vinyasa flow) pozwala na wzmocnienie i uelastycznienie ciała. Pozwala zbudować siłę i wytrzymałość. Natomiast asany wchodzące w skład drugiej serii pozwalają na stonowanie i wyciszenie układu nerwowego.

Plan warsztatów:
9.00 – 11.00 – pierwsza seria prowadzona wraz z objaśnieniem modyfikacji asan oraz zagadnień Tristany (synchronizacja oddechu z ruchem, znaczenie punktów uważności, do czego służą bandhy).
11.00 – 11.30 – przerwa
11.30 – 13.00 – Techniki wykonania asan siedzących i sekwencji końcowej pierwszej serii. Ćwiczenia wzmacniające i otwierające braki, ramiona i biodra.
13.00 – 13.15 – przerwa
13.15 – 14.30 – Nauka technik wykonania wybranych asan z drugiej serii z modyfikacjami dla każdego.
14.30– 15.00 – przerwa
15.00 – 16.30 – wykonanie sekwencji II serii w wersji dostosowanej do możliwości uczestników warsztatów. Na koniec poczęstunek.

Warsztaty poprowadzi Robert Kaczkowski – dyplomowany instruktor Hatha Jogi oraz nauczyciel Ashtanga Vinyasa Yoga. Posiadający m. in. certyfikat European Academy of Ashtanga Yoga oraz certyfikat RYT 200 -YOGA TEACHER TRAINING.

Zapisy u mnie. Mailem.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Piękny warsztat w Białej…

15 lis

Dziękuję za garść pięknych emocji na warsztacie w Białej Podlaskiej. Praktyka połączona z autorskim spotkaniem i warsztatem własnych kosmetyków.

Zobaczymy się jeszcze na pewno. Praktykujcie jogę codziennie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zapraszam

10 paź

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Cisza w Aptece POD ORŁEM

21 wrz

To jedno z niewielu miejsc w Mrągowie, w którym mieści się do dziś to, co mieściło się tu dawniej, przed wojną, gdy Mrągowo było jeszcze Sensburgiem. Apteka Pod Orłem. Od zawsze w mych dziecięcych wspomnieniach. Na przeciwko budynek banku – kolejne miejsce „od zawsze”. Tam był pierwszy w Sensburgu bank.

Dziś jednak pozwolę popłynąć aptekarskim wspomnieniom z mojego miasta….

 

Lubiłam zawsze tam zachodzić. Pachniało lekarstwami i kamforą. Kamienna biało – czarna posadzka przypominała mi szachownicę, na której przesuwały się ludzie stopy niczym pionki. W aptece wciąż była kolejka. W zasadzie nawet dwie, bo pierwsza do okienka, w której prosiło się o leki i podawało receptę. Pani wydawała kwitek, ile trzeba zapłacić i odchodziło się do drugiego okienka, by stać w drugiej kolejce. Tam płaciło się za leki i wracało do pierwszego okienka. Robienie zakupów w mrągowskiej aptece kojarzyło mi się z pachnącym rytuałem. Niewiele z niego rozumiałam, ale czułam, że to dobre miejsce.

Historia apteki w Sensburgu sięga czasów starosty Augusta Lyśniewskiego. Mrągowo stało się powiatem w 1818 roku. Starosta był człowiekiem wytrwałym silnym i niejedno przeżył. Był świadkiem wielu epidemii i chorób, nic więc dziwnego, że postanowił do miasta sprowadzić aptekarza.

Przygotowano budynek pod przyszłą aptekę. To wciąż ten sam budynek, co dziś. W 1819 roku zamieszkał w nim aptekarz o nazwisku Graape. Wnętrze apteki urządzał sam. Meble zamówił u miejscowego stolarza, zaś sprzęt i leki sprowadził z Królewca. Wiele rzeczy udało się ocalić z pierwszych lat działalności apteki. Kilka lat temu w zbiorach Ryszarda Bitowta, mrągowskiego kronikarza udało się nam wypatrzeć pięknie rzeźbioną buteleczkę na farmaceutyki w pierwszych lat działalności.

Apteka funkcjonowała bardzo dobrze i obsługiwała mieszkańców całego powiatu. Przyjęła się szybko w lokalnej społeczności, a aptekarz Graape stał się znaną osobistością. Jego szczęście trwało jednak krótko, bo po kilkunastu miesiącach nagle zmarł. Aptekę zamknięto do czasu, kiedy pojawił się następca Aschmann. Wykupił aptekę od rodziny zmarłego i rozpoczął swoją medyczną działalność. Kroniki opowiadają, że organizował nawet tematyczne pogadanki, by podnieść zdrowotną świadomość. Byt to rok 1821.

W tamtych czasach, kiedy brakowało lekarzy, to często aptekarz stawiał diagnozę.  Bywało, że nie trafioną. Robił sam leki i wydawał w gotowych opakowaniach. Czasem brakowało i papieru, i buteleczek i apteka odkupowała pojemniki od pacjentów. Być może taki właśnie był los niewielkiej buteleczki, znalezionej u pana Ryszarda?

Lekarstwa w stanie sypkim pakowane były do „tutek” z papieru gazetowego. Stopniowo sytuacja z opakowaniami zmieniała się na lepsze. Apteka działała na bazie tego, co powstawało w okolicy.  Płótna na bandaże tkane były na terenie powiatu mrągowskiego, miejscowe smolarni dostarczały dziegciu, gorzelnie – spirytusu, olejarnie – olej lniany, zielarze – ziół.

W 1822 roku wybuchł w Sensburgu wielki pożar, który strawił sporą część miasta (miasto było bowiem nękane pożarami). Apteka Pod Orłem wówczas ocalała, gdyż była murowana i miała dach kryty dachówką. I właśnie wtedy wydane zostały przepisy, odnośnie budowania. Nowe domy miały być również murowane i kryte dachówką – jak nasza apteka. Odbudowa spalonego miasta ciągnęła się latami.

Po tym zdarzeniu nastało kolejne, równie dramatyczne, na które nie mogła pomóc nawet najlepsza apteka. W czasie powstania listopadowego 1830 – 1831 roku żołnierze rosyjscy przenieśli na nasze tereny azjatyckie zarazki cholery. Mieszkańcy Sensburga zaczęli na nią chorować. Zajmowali się nimi dwaj lekarze, dr Hoffmann i dr Mangold oraz przeszkoleni pielęgniarze. Apteka pod Orłem miała mnóstwo pracy, jednak były to często starania daremne. Medycy nie byli bowiem w stanie uleczyć chorych, a co najwyżej stworzyć im godniejsze warunki umierania i próbować powstrzymać epidemię starając się ograniczać kontakty chorych ze zdrowymi. Wybuchał panika. Zachorowało 337 osób, a mieszkańcy uciekali z miasta i wykopywali sobie ziemianki z lasach koło Gązwy i Piecek. Bywało, że choroba dopadała ich tam właśnie i umierali, a ślady małych cmentarzyków w okolicy są widoczne do dziś.

W kwietniu 1832 roku ocaleli mieszkańcy wrócili do miasta. Korzystali wciąż z porad lekarzy, którzy wówczas zamieszkali nad apteką. Miasto stopniowo rozwijało się, choć wciąż pojawiały się liczne zachorowania, jak na przykład epidemia tyfusu, której ofiarą padł pierwszy burmistrz Bogumił Drobnicki w 1847 roku.

Apteka Pod Orłem miała więc bardzo trudne początki. Ocalała, mimo wojen, głodu i epidemii i do dziś działa w tym samym miejscu. Warto o tym pomyśleć, wchodząc po starych kamiennych schodach.

Dziś brakuje mi czarno – białej posadzki, która została zamieniona na bardziej nowoczesną nawierzchnię. Nie ma już w aptece tamtych tłumów z czasu kryzysu, gdy na przykład „rzucili watę”, albo gdy w mieście panowała grypa i trzeba było wystać swoje po leki, ale wciąż klimat tworzą stare meble i sprzęt farmaceutyczny, pięknie eksponowany we wnętrzu.

I zapach tu panuje podobny do tamtego, choć przecież minęło tyle lat. Lubię tu czasem zajść, nawet po zwykłą polopirynę. I pomyśleć…

 

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

JOGA NA JESIENNEJ LUBELSZCZYŹNIE

21 wrz

JOGA TOTALNA Z PISARKĄ KATARZYNĄ Katarzyna Enerlich NA JESIENNEJ LUBELSZCZYŹNIE

SOBOTA, 28 PAŹDZIERNIKA
BIAŁA PODLASKA, KLUB FITNESS FORMA,

ul. Łomaska 20a, mail: jola.paczoska@klubforma.pl

ROZPOCZNIJ SWOJĄ PRZYGODĘ Z JOGĄ ALBO POZNAJ JEJ INNY WYMIAR

Joga to nie tylko praca z ciałem, ale i praca dla ciała. To współbrzmienie z Naturą, proste życie z ziemi i pór roku, to dbałość o siebie. To ogród, zioła, naturalne kosmetyki i zdrowe jedzenie. Czerpię jak najwięcej z Natury – jest w niej bowiem wielka siła i wszystko, co nam potrzebne. To pochłonęło mnie całą i zmieniło diametralne moje życie. Joga jest dla mnie niczym biały śpiew dla muzyka – pierwotna, naturalna i TOTALNA. Joga to Całość.

Warsztat podzielony na dwie sesje jogi, również DLA POCZĄTKUJĄCYCH. Ułatwione wersje asan sprawią, że każdy poradzi sobie z tym wyzwaniem. Pierwsza to joga terapeutyczna, zachęcająca do codziennej praktyki domowej, która ma swój początek zaraz po przebudzeniu i sprawiająca, że wyzwania dnia staną się mniej uciążliwe. Druga to joga funkcjonalna i fit – joga, połączona z ruchem i koordynacją. To wzmocnienie całego ciała: mięśni kręgosłupa, brzucha, kończyn, stabilizacja miednicy, pobudzenie mniej wykształconych grupy mięśni, praca nad elastycznością i gibkością i przede wszystkim przywrócenie wiary we własne możliwości.

Joga, której nauczam, to bezpieczne i precyzyjnie opracowane pozycje wg metody jogi akademickiej: wzmacniające i rozciągające ciało, regenerujące, poprawiające koncentrację, relaksujące, pomocne zwłaszcza przy problemach z kręgosłupem. Siedzący tryb życia, prowadzenie auta i codzienny brak ruchu nie pomagają w utrzymaniu dobrej formy. Szczegółowo opracowane pozycje zaproponowane podczas warsztatów leczą różne dolegliwości, prowadząc ćwiczącego ku pełnemu zdrowiu. Na zajęciach pokażę również, w jaki sposób, za pomocą prostych przedmiotów, znajdujących się w każdym domu, możesz codziennie ułatwić sobie życie, na przykład podczas pracy przed komputerem i siedzenia za kierownicą.

WARSZTAT KOSMETYCZNO – ZIELARSKI – nauka robienia ziołowych przedmieszek do kremów i wykonywanie prostych i zdrowych kosmetyków naturalnych, połączona z wykładem na temat zasad tworzenia kremów. To okazja do zdobycia nowej umiejętności. Joga nie kończy się na macie. Joga to również dbałość o swoje ciało i świadoma pielęgnacja. Warsztat ma być pierwszym krokiem w budowaniu tej świadomości.

GODZINY:

10.00-12.30 – SESJE ASAN Z RELAKSACJĄ

12.45 – 14.30 – WARSZTAT KOSMETYCZNY I SPOTKANIE AUTORSKIE. BĘDZIE MOŻLIWOŚĆ NABYCIA KSIĄŻEK Z AUTOGRAFEM AUTORKI

Godziny ze względów organizacyjnych, poza początkiem i końcem zajęć, mogą ulec niewielkiej modyfikacji.

KOSZT WARSZTATU 100 zł. Materiały do kosmetyków wliczone w cenę. Każdy zabiera trzy zrobione kosmetyki ze sobą – nie są to próbki, a pełnowymiarowe opakowania.

ZAPISY I ZAPYTANIA KIERUJCIE NA MAILA, PODANEGO WYŻEJ.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lato za nami

14 wrz

… Zatem będę tu częściej. Lato to taka pora roku, że ogród, wyjazdy, spotkania, podróże… Teraz czas nieco uspokaja się, jeszcze ostatnie zbiory ziół (dziś zbieram jarzębinę na serię kosmetyków z nią) i można powoli kupować opał i myśleć o jesieni. Lubię ten czas, kiedy gasną ogniska na polach i kiedy czas przystaje w miejscu.

Dziś opowieść o ziołach właśnie i o pewnym człowieku STĄD.

Człowiek bogini Chloris

Tytoń, ogórek, miechunka, lawenda oraz upiorne duchy – to wszystko interesowało pruskiego botanika Jerzego Andrzej Helwinga, luterańskiego duchownego z Mazur. Mieszkał w Węgorzewie, znał i polski i niemiecki. Interesowała go nie tylko botanika, ale i zoologia, a jak uważa profesor Stanisław Czachorowski z UWM, naukowiec ten był na miarę Linneusza. Był Helwing van Helsingiem swoich czasów. W epoce, gdy przyrodnicy i naukowe pisma tłumaczyli m.in. jakim cudem pewnej wieśniaczce mleko „cudownie” przeistoczyło się w wino (okazało się, że do gotującego się dzbana wpadła kora i zabarwiła mleko) albo czy w wilczych sercach żyją żmije (niektórzy świadkowie dawali sobie rękę uciąć, że tak). – pisze w swojej książce „Bardzo polska historia wszystkiego” Adam Węgłowski. Z dużą rezerwą podchodził do wiary w wilkołaki i siły nieczyste, próbując dziwne zjawiska wyjaśniać naukowo. Jednak mimo to napisał pewien artykuł z 1722 roku o znamiennym tytule „O polskim upiercu lub o samo zżerających się trupach i powstałej stąd obawie przed zarazą i pomorem bydła”. Napisał w nim o odmianie wampirów, inaczej zwanych upiercami, martwcami czy też wąpierzami. Wierzono bowiem wówczas, że w te nieczyste istoty przeistaczali się m.in. ci, którzy zmarli gwałtowną śmiercią, zatem na przykład samobójcy oraz za życia zostali przeklęci. Pisał o nich Helwing: Upierzem albo uspierzem nazywa się taki rodzaj martwych ludzkich ciał, które same się w grobie pożerają. Jak tylko jakieś zaczyna się pożerać, to powoduje to powstanie zarazy i ona nie kończy się, dopóki zwłokom nie odtrąci się głowy od tułowia. (….)Oczywiście w żadnym razie nie można zaprzeczyć, że czasami wykopywano zwłoki nadżarte, zakrwawione i trzymające w ustach całun, o których mogła rozejść się taka pogłoska, ale w żadnym wypadku nie wynikało to z ponadnaturalnych czy czarnoksięskich przyczyn, lecz dlatego, że te godne pożałowania osoby wskutek nieostrożnego lub zuchwałego pośpiechu zostawały pogrzebane żywcem…

Podobno w jego rodzinnych stronach, we wsi Harsz miało dojść ok. 1710 roku do dramatycznej sytuacji. Ludność tamtejsza rozkopywała groby, by przekonać się, że pożerające się zwłoki naprawdę istnieją, co byłoby dowodem na obecność wampirów. Trupy pozbawiano więc głów. A to z kolei miało zapobiec szalejącej wówczas na Mazurach i Warmii epidemii dżumy – z którą wlczył sam Helwing. Dowodów jednak na istnienie upierców nie znaleziono. A „morowe powietrze” dalej zbierało śmiertelne żniwa…

Jako naukowiec sporządzał do dezynfekcji specjalne mikstury. Robił ją z korzenia dzięgla leśnego (Angelica sylvestris) oraz piołunu (Artemisia absinthium). Sporządzał spirytusowe wyciągi, którymi smarował dłonie i ciało, a ubrania okadzał palonym jałowcem. Pracował społecznie na rzecz chorych, za co dostawał od mieszkańców okolicznych miejscowości, między innymi we wsi Ogonek i Stręgiel zboże.

Człowiek niezwykły i światły, z przyrodniczą intuicją. Napisany przez niego pierwszy tom zielnika „ Herbarium Vivum Plantarum sponte in Prussia nascentium, Herculeo labore comparatum M. Georgii Andreae Helwingii Pastoris Angerburgensium. et Reg. Societ. Scient. Brand. Membrii” nazywany jest hołdem wobec pruskiej przyrody, nad którą czuwała bogini Chloris. Według zasad tamtego myślenia, związanego zresztą ściśle z Biblią, rośliny i zwierzęta zostały stworzone dla człowieka. Ich badanie było naturalnym celem i powinnością. W drugim tomie „Florae Napaeisque Sacrum! Civis, amice, advena, qui herbarii amoenitate cupis oblectarier, modestiam et continentiam comites habeas florae custodes, quod rogat, monet, expetit M. Georgius Andreas Helwing, pastor Angeburgensis, operis huius faber” autor już wzbogaca pruską florę o nowe gatunki i widzi niebezpieczeństwo – wprowadzanie nowych gatunków zubaża to, co rosło na tej ziemi od setek lat.

Nie jest więc wykluczone, że nasz uczony stał się inspiracją dla irlandzkiego pisarza Brama Stokera, autora „Drakuli” dla jego bohatera Abrahama Van Helsinga, nieustraszonego pogromcy wampirów. Losy są przecież podobne.

– Lecz tyle ich łączy! Podobne nazwiska, podobne wykształcenie, podobnie niezłomne zasady. A także erudycja, głęboka wiara, pobyt w Holandii, znajomość niemieckiego… I oczywiście kilka upiornych epizodów w życiorysie – podsumowuje autor „Bardzo polskiej historii wszystkiego”. Interesującej, nie tylko z powodu mazurskiego Van Helsinga.

Jedno jest jednak pewne. Dzięki naszemu botanikowi wiemy dziś wiele o przyrodzie Prus, a poznawanie tej wiedzy jest doprawdy frapujące.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ZAJĘCIA OD WRZEŚNIA

14 wrz

Tak mówi Mark Lauren. A ja przy okazji zapraszam na efektywne zajęcia z jogi funkcjonalnej, również dla początkujących. Naprawisz swój kręgosłup, uelastycznisz i wysmuklisz się, schudniesz i umięśnisz. To Ci na pewno wyjdzie na dobre.
Moje zajęcia:
Poniedziałek
16.45 Reszel, budynek Gimnazjum
19.40 Mrągowo, Hotel Mercure, BAKASANA Ryszard Lewanowicz,

Wtorek
17.00 Węgorzewo, Ośrodek Szkolno – Wychowawczy

Środa
17.30 Biskupiec, sala w Szpitalu

ORAZ
19.40 Mrągowo Mrągowo, Hotel Mercure, zajęcia prowadzi Ryszard Lewanowicz.
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Trochę prywaty…

01 wrz

… ale to mój blog :)

Ktoś z mojej rodziny sprzedaje zadbane i pewne auto. Może ktoś akurat szuka?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kolejny warsztat w Babie Jodze

01 wrz

Warsztaty z Robert Kaczkowski
WRZESIEŃ W BABIE JODZE k. Mrągowa.
Niedziela, 30 września, godzina 10.00.

„MEDYTACJA W RUCHU – czym jest praktyka jogi dynamicznej”
Na zajęciach poznasz jaki efekt przynosi połączenie praktyki asan z oddechem i jednoczesnym skupieniem uwagi na punktach drishti. Jak zaskakujące mogą być efekty płynnej praktyki jogi i czym jest charakterystyczne wyłączenie myśli by ciało pozostało w pełnej harmonii .

Warsztaty dadzą uczestnikom potężny zastrzyk energii, dobre samopoczucie oraz poprawią sprawność fizyczną. Nauczymy się jak panować nad swoimi emocjami i ciałem. Wykonamy szereg ćwiczeń (asan) płynnie połączonych ze sobą, w których najbardziej istotnym elementem jest oddech.
Praktyka asan w nurcie jogi dynamicznej (Ashtanga Vinyasa joga) to specyficzny rodzaj wysiłku fizycznego. Ułożenie ciała w kolejnych pozycjach zwiększa siłę oraz elastyczność mięśni i ścięgien. Z uwagi na ogromną rolę oddechu korzystnie wpływa na dotlenienie organizmu i pracę serca. Co więcej, joga ma także pozytywny wpływ na psychikę ćwiczącego. Ułatwia radzenie sobie ze stresem, osiągniecie wewnętrznego spokoju, a uaktywniając w pozycjach równoważnych obie półkule mózgowe, przeciwdziała starzeniu się mózgu.

Plan warsztatów:
9.30 – 10.00 – czas na poznanie się i trochę teorii na początek. Krótki rys historyczny, czy Ashtanga Joga jest metodą całościową opartą na uważnej i jednoczesnej praktyce trzech elementów: oddechu, asan i drishti (Tristhana).
10.00 – 10.30 – poznasz, czym jest oddech ujjayi i bandhy i ich znaczenie w praktyce. Praktyczna nauka i zastosowanie podczas praktyki – ćwiczenia praktyczne
10.00 – 10.40 – krótka przerwa
10.40 – 12.00 – nauka podstawowej sekwencji asan powitania słońca A i B oraz pozycji stojących w wersji dostosowanej dla każdego.
12.00 – 12.15 – krótka przerwa
12.15 – 14.00 – nauka wybranych asan yogi chikitsa – uzupełnieniem będą ćwiczenia otwierające i wzmacniające nasze ciało.
14.00 – 15.30 przerwa na poczęstunek
15.30 – 17.00 – płynne wykonanie sekwencji zwanej „primary series” w wersji dostosowanej do poziomu uczestników warsztatów.
17.00 – 17.30 – podsumowanie warsztatów i wskazówki dla uczestników jak kontynuować indywidualną praktykę w domu….

Prowadzący:
Robert Kaczkowski – Jest wielkim pasjonatem ruchu funkcjonalnego, aktywizującego wszystkie funkcje życiowe organizmu, a także tych aktywności, które w sposób świadomy angażują nie tylko nasze ciało ale i umysł by pozostawać w harmonii z samym sobą. Wcześniej taką formą aktywności było karate, lecz poszukiwania właściwej formy doprowadziły do jogi, która stała się jego pasją życiową. Drogą rozwoju fizycznego i duchowego, którą podąża nieprzerwanie od sześciu lat.
Pierwsze doświadczenia to joga w oparciu o przekaz Sivanandy, ale prawdziwa miłość to -joga według przekazu Shri K. Pattabhi Joisa – Ashtanga Vinyasa Joga.
Przez cały okres praktyki uczestniczył regularnie w wielu szkoleniach, warsztatach i seminariach, nie tylko z zakresu jogi ale też Ajurvedy czy anatomii, podnosząc tym samym zakres wiedzy i umiejętności. Kształcił się pod okiem wybitnych nauczycieli takich jak: Manju Jois, Basi Lipskiej, Beaty Darowskej, Mateusza Dekera.
Jest dyplomowanym instruktorem Hatha Jogi oraz certyfikowanym nauczycielem w nurcie Ashtanga Vinyasa Yoga. Posiada certyfikat European Academy of Ashtanga Yoga oraz certyfikat RYT 200 -YOGA TEACHER TRAINING.
Regularnie prowadzi zajęcia grupowe i indywidualne w Olsztynie i Ostródzie. Na swojej jogicznej drodze miał przyjemność uczyć się od takich osób jak Patrycja Gawlińska, Basia Lipska Larsen, Beata Darowska, Ewa Jaros, Sami Malkia, Mateusz Deker, Michał Kudzia czy Manju Jois itp.

Zapisy na fb lub mailem kasia-e@go2.pl
Zajęcia odbędą się w Babie Jodze koło Mrągowa.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii