RSS
 

Odczarowywanie prowincji

18 cze


Witam w Dzienniku Prowincjonalnym. Powstał po to, by odczarować mazurską prowincję. Inspiracją dla dziennika byłat moja powieść „Prowincja pełna marzeń”, która od 1 lipca ukaże się w księgarniach i empikach oraz w sprzedaży wysyłkowej (Merlin, Allegro). Niedawno, bo 16 czerwca w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu odbyła się pierwsza promocja mojej książki. Po raz pierwszy publicznei mówiłam o niej i… dziękuję wszystkim, którzy mnie wysłuchali. W planach kolejne spotkania promocyjne – w moim rodzinnym Mrągowie już 11 lipca, w sobotę o godzinie 16.00. Spotkanie odbędzie się w Bibliotece Miejskiej. O kolejnych będę pisać na bieżąco.


 Czy można odczarować
prowincję? Tak, żeby stała się miejscem magicznym, pełnym marzeń i nadziei, a
nie tylko gniazdem ludzi o małomiasteczkowych poglądach, ciekawskich i
skupionych na życiu bardziej innych, niż swoim? Żeby tym z dużych miast nie
kojarzyła się z tandetą, zaściankiem czy nudą, a z miejscem, w którym tętni
normalne życie, czasem może trochę wolniej, spokojniej, bez korków na ulicach i
laptopów na kawiarnianych stolikach. Żeby uwierzyli, że na prowincji może być
fajnie.


Może by jakoś odczarować to słowo, żeby pokojarzyło się
cieplej, sympatyczniej. Żeby z dumą można było powiedzieć: u nas na prowincji…
W oswajaniu tej mojej prowincji ma pomóc Dziennik Prowincjonalny, który, może
pod wpływem szczególnej więzi, jaka połączyła mnie z bohaterami mojej pierwszej
powieści pt. „Prowincja pełna marzeń”, a może pod wpływem czasu, który gna i
wybiera coraz szybsze formy komunikacji, zaczęłam pisać dziś, gdy księżyc do
16.21 częstował swoją siłą twórczą wszelkie owoce czerwcowe, a po godzinie tej
zaczął wzmacniać korzenie. Magia Mazur… Jest dotykalna i wszechobecna, pod
warunkiem, że zobaczy się ją w prostocie świata, który nas otacza.


 


Wcale niełatwo jednak na tych Mazurach. Deszcz pada już od
kilku tygodni, wiem, bo ostatniego dnia pogody, jeszcze w maju, zawezwałam do
mojego Popowa koparkę z koparkowym, by mi wspólnymi siłami wyrównali ziemię za
domem. Ziemia ta ma być przyszłym miejscem upraw warzywnych, co w obecnej
sytuacji może stać się nieprędko, bo deszcze od miesiąca nie odpuszczają i
warzywnika nijak wykonać nie można. Szkoda, 
czerwiec w pełni, czas wzrostu, a u mnie na wsi nie było nawet
siewu!  Moje auto z napędem na cztery koła
(trzeba było takie kupić, bo przez błota do domu trudno inaczej dojechać) ma na
stałym wyposażeniu, obok jakiejś tam klimatyzacji, przede wszystkim niebieskie
gumaczki, dzięki którym śmiało i suchą stopą przemierzam odległość z domu do
auta. No i dobrze. Zachciało mi się wsi, jak świeżego pachnącego łąką mleka i
nie mogło być inaczej. Musiała ta wieś się stać. Bo przecież trzeba mieć w
swoim życiu miejsce, w którym będzie robiło się rzeczy naprawdę potrzebne.
Miejsce, które najpierw będzie marzeniem, utkanym z ulotnych myśli i nadziei, a
potem, dzięki niewytłumaczalnym, a jakże potrzebnym splotom okoliczności,
przemieni się w dotykalną rzeczywistość.


 


Zapraszam Was do wędrówki po prowincjonalnych dróżkach i
groblach…

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Sebek

    22 marca 2010 o 11:16

    Pomyliła mi się kolejność notek czytanych, no, ale to przez to, że są z góry na dół a nie odwrotnie, jeśli chodzi o najnowszą, nie szkodzi. Przez książki dotyczące wsi zacząłem bardzo doceniać moje małe miasteczko, i mimo, że zapewne wyprowadzę się do Bydgoszczy w związku z przyszłą pracą, to będę tu spędzał weekendy, szczególnie te letnie, bo 2 jeziora, rzeka i lasy to coś pięknego.