RSS
 

Dom lubczykiem pachnący…

29 cze

Zapachniało, zapyrkało w garze i mam – cudownie złocisty rosół z lubczykiem. I kto by pomyślał, że można się nim zachwycać jak Proust swoją magdalenką? Magdalenek nie lubię, bo słodkie, ale za to rosół…
Ale zacznijmy od początku.

W sąsiedztwie mego domu mam kobietę domową, jak mawia o sobie Małgorzata Kalicińska. Widać, Małgosia jest kobietą domową u siebie, a Ania jest kobietą domową u nas, czyli na prowincji. Świat potrzebuje takich kobiet najwyraźniej, skoro pojawiają się od czasu do czasu, jak biedronka czy bławatek. I tak Ania krząta się ciągle po swoim królestwie, zabiegana, zapatrzona w nie jak w obraz i wymyśla różne przetwory i potrawy, którymi zaskoczyć może swego męża, rodzinę oraz sąsiadów. Mam to szczęście, że jestem jej sąsiadką, regularnie czymś więc zaskakiwaną. No i razu pewnego Ania, podrzuciwszy na kolanach swego wnusia Kapkę, który właśnie przebywał u niej, i nakarmiwszy go fasolką szparagową z bułeczką tartą, którą to przyrządziłam moim gościom, rzekła:
- A Kapce ostatnio ugotowałam taki pyszny rosół i zjadł dwa talerze. Ależ on ma apetyt na wsi!
No i powiedziała to sobie ot tak, od niechcenia, a mnie włączyły się już jakieś lampki zmysłów, które nakazały mi w najbliższej przyszłości ugotować rosół. I uraczyć nim moich bliskich, żeby na starość było co wspominać, że rosół im taki robiłam dobry, że hej!
Po zakupie mięs niezbędnych i wrzuceniu ich do gara z wodą, nie wrzącą, aby powoli nabierał ten wywar smaku, poszłam za miedzę do Ani, by nazrywać od niej zielonego, bez którego nie ma dobrego rosołu. Jedno ważne zielone rośnie już u mnie, z tyłu domu, a jest to magiczne ziele, którego miłosne właściwości są moim zdaniem mocno przereklamowane, natomiast jego cała magia polega na dodaniu potrawie smaku niepowtarzalnego, głębokiego i takiego właśnie… zielonego. Resztę zielonego, czyli pietruszkę i młody selerek wygrzebałam na anczynych grządkach, marząc o tym, że kiedyś sama takie grządki będę miała. Jak się obrobię.
Cebulkę przypieklam na ogniu, zbrązowiała i napachniła dom cały, aż strach. Swoją drogą, dlaczego odświeżacze powietrza mają tylko kwiatowe, morskie lub inne niejadalne zapachy. A gdyby tak zapach… wiejskiego rosołku? Albo pieczonego kurczaka! Albo niedzielnego ciasta. Albo…
No dość. Teraz o rosole. Uwarzyłam go z tymi warzywami, z masą marchwi młodej i soczystej i na koniec tego mojego lubczyku dodałam, żeby dodać smaku. Dom cały napełnił się zielono – ogrodowym zapachem. Aż rodzina moja, łącznie ze zwierzętami, nos ciekawie do domu wściubiała, żeby powąchać, co tak pachnie. Zrobił się ten rosół klarowny i bardzo złocisty, poprzeplatany zielonymi gałązkami. Do tego, z lenistwa nie własny, a kupny, makaron cieniutki i wyśmienity, i bach, to wszystko na talerz i mimo 22.00 na zegarze, na stół! No i dobrze, że zjadłam, po teraz świeżo po tym rosole pisać mogę spokojnie, a w domu wciąż jeszcze unosi się gęsty zapach tego wzmacniającego jedzonka.
Pik… To sms. Od Irenki. Właśnie skończyła czytać nową książkę Katarzyny Grocholi. Kryształowy Anioł. Podobno przeżyła tę książę bardzo, a ja jutro oddaję się lekturze. Napisałam jej, że na wzmocnienie i troski rosół najlepszy. Panaceum na smutki. No to niech wpadnie, co tam! Pogawędzimy przy tym rosole, powspominamy dawne czasy, kiedy to nasze mamy co niedziela na obiad rosół gotowały i jeszcze makaron własny robiły i krajały drobniutko, a potem sechł na prześcieradłach. Jak się w garze gotował, to aż bulgotał, pełen samowitości w sobie. Dłonie mojej Mamy świetnie sobie z nim radziły, a potem my radziliśmy sobie z tym, by rosół znikł.
 

Nie ma już mojej Mamy, ale wspomnienie Jej rosołu zostało. Muszę robić teraz swój, by memu synowi zapadał w pamięć, by mu się dzieciństwo kojarzyło z domowymi zapachami i smakami, a nie z kebabem z budki. Lepiej żyć prosto, w zgodzie z naturą, z przemijaniem, pokochać to, co bliskie, dotykalne. Lepiej żyć naturalnie, niż plastikowo. Już wiem, o co chodziło Stachurze, gdy mówił, że wszystko jest poezją. Bo jest… Nawet rosół. Życzę Wam na dzisiejszy wieczór i resztę wieczorów tego, by życie Wasze miało zielony smak. Lubczykowy.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Sebek

    22 marca 2010 o 10:04

    Mimo, iż kocham gotować – szczególnie dla kogoś – to niestety zupy nie są moją mocną stroną, zrobię wszystko, nawet duszonego jelenia nowozelandzkiego – ale na przykład pomidorówki i rosołu, bym się nie podjął, chociaż ogólnie to bym tai domowy pojadł.

     
  2. trąbeczka

    29 lipca 2010 o 19:58

    Tak mówią, że w kuchni najcieplejsza atmosfera. Tak jak tutaj :) I pachnie.. ziołami i naturą. Zostaję :)

     
  3. ~Jola

    12 maja 2014 o 14:19

    Oj ale mam „smaka” na rosół z lubczykiem!!

     
  4. ~Urszula

    11 czerwca 2015 o 14:55

    Ja tez uwielbiam gotować moim domownikom rosół, taki pachnący i ostry w smaku. Dodaję do niego papryczkę chili.
    Pozdrawiam serdecznie i poszukuje przepisu na karkówkę w bejcy z coca colą i …gapa ze mnie, ale nie umiem znaleźć :(