RSS
 

Musze lenistwo

04 lip

Czy na wsi zawsze jest tyle much – zapytał mnie całkiem rozsądnie mój 15-letn syn. Weszłam akurat do pokoju, w którym syn mój się znajodwał i zobaczyłam… kilkanaście zapasionych, leniwych i bzyczących czarnych kul, od których moje dziecko oganiało się bezradnie. I dotarło nagle do mnie, że cały dom jest w muchach i lataczach różnego kalibru i rodzaju, o komarach nie wspominając… Rozleniowione to całe towarzystwo, niemrawe, może przez pogodę, która dziś ani taka, ani siaka. Zupełnie tak samo zachowują się dziś moje czarne labradorczęta, które wkrótce skończą trzeci tydzień. Też czarne i napierające na co dzień bez ustanku, dziś jakoś leniwsze, jako te muchy, a Lusi, matka ich, opędza się od tego łakomego drobiazgu jak nie wiem co, bo tylko by leżały i pojadały! I miski pilnuje, bo niemądra, myśli, że jej te maleństwa zjedzą wszystko. A kto by tam jadł jakieś suche paskudztwa, jak z mamusi płynie super mleczko, którego ani gryźć nie trzeba, ani prawie trawić, co widać po różnych drobiazgch, zostawianych przez te czarnizny! Moje maleństwa w muszej senności najchętniej przy niej by się ułożyły, ale ona woli leżeć u moich stóp, posapując miarowo. Oj, mamuśka z Lusi słaba, albo w polach, albo w innym pokoju, na trzy minuty daje tylko swojej mlecznej rozkoszy popróbować. A potem, hop, do góry, i te małe, co nie zdążyły się najeść, tylko się w nią wczepiają, ale bez powodzenia. Odpadają po chwili.. Czasem taki mały osesek jeszcze się nawet przypiąć na dobe nie zdąży, a ty mleczarnia robi do widzenia i dalej w pola!
Oj, śmiechu mamy teraz nimi i radości, a co to będzie, jak już na dom cały wyjdą? Opędzać się od nich będziemy. Jak od much!

PS. Powieść moja „Powincja pena marzeń” nominacje do konkursu literackiego dostała i można na nią głosować. Kto chce, niech kliknie. Logować się nie trzeba, wystarczy podać swój mail: KLIKNIJ, BY ZAGŁOSOWAĆ

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Sebek

    22 marca 2010 o 11:55

    Tak, owady są w małych miastach straszne, szczególnie komary, gdy mieszka się pomiędzy dwoma jeziorami :) Czasami tęsknię za Szkocją, gdzie przez pół roku widziałem tylko jednego komara :)