RSS
 

Zajadanie

21 lut

Powróciłam z trasy promocyjnej: Warszawa, Elbląg, Braniewo. W stolicy – spotkanie w Bibliotece na Koszykowej. Wielka sala, pełna ludzi, cudne panie z biblioteki oraz panowie dyrektorzy. A przede wszystkim – goście, czyli bibliotekarze z całego województwa mazowieckiego. To dopiero kawałek świata poznałam! Całą drogę o tym myślałam, gdy wracałam zaśnieżonymi drogami na moją prowincję. Na drugi dzień w okolicach Elbląga zrobiło się śniegu jakby mniej, a koło Braniewa – wyraźnie zaczął topnieć. I przedzierając się przez takie pogody, mgły i oskubane z liści drzewa poznawałam całkiem nowe dla mnie zakątki naszego kraju. Spotkanie w Elblągu – kameralne, czym pani Ola z biblioteki przejęła się bardzo i musiałam pocieszyć ją, że nie ma spotkań przypadkowych i tak właśnie w tym mieście miało być. Nie ilość, a jakość. Ta – była najwyższej jakości i po prostu… rozczulająca!
Na drugi dzień Braniewo – powitała mnie pełna sala w tutejszej bibliotece, i telewizja była, i sympatyczne szefowe Biblioteki oraz Klubu Książki, i osoba prowadząca – Autorka dobrych słów na okładce, „Prowincjonalna Nauczycielka”, czyli Monika.
Przyjęcie ciepłe, serdeczne, jedna z Czytelniczek ofiarowała mi nawet kartki okolicznościowe, robione własnoręcznie, i teraz tylko myślę, kto ma krótce urodziny, to będę miała piękny dar do okolicznościowej koperty!
A potem były opowieści o życiu i jego niespodziankach, zwłaszcza dawanych wtedy, gdy robi się już cicho i bez marzeń…

Na zdjęciu – moje Czytelniczki drogie z Braniewa…

I powrót – krętą Warmią, po trzech dniach na tej ziemi spędzonych. Jadąc, myśałam o tym, że ta ziemia ma też swoją magiczną historię, i można ją odmierzać kapliczkami na rozstajach dróg.
Pięęęęknie.

Moj Czytelniczka ze Szczytna ofiarowała mi w urodzinowym prezencie tomik poezji Marty Fox. Znam Panią Martę osobiście, bo razem podpisywałyśmy książki we Wrocławiu. O tej samej godzinie. Na stoiskach prawie sąsiednich. I na dzisiejszy wieczór zaplanowałam sobie właśnie lekturę Jej wierszy. Do tej pory znałam tylko jej prozę.
I tak wzmocniona obiadem i popołudniową herbatą senchą zasiadam do książki. W mojej pracowni. Z kotem Dyziem. Spokojnych godzin wieczoru lutowego. Wkrótce wiosna!

PS. Obiad niedzielny udał się jak nie wiem co! Sałata lodowa z prażonym słonecznikiem, smażoną cukinią, kaparami i pomidorami- świeżymi, na drugi raz będą suszone, b lepsze w tym zestawieniu!
Natka pietruszki. Oliwa z oliwek. Całość wymieszać. Można dodać przypraw, choć kapary ze słoiczków mają swój mocny smak. Boskie! Do tego naleśniki rozmiaru
sajgonek, z kapustą i grzybami, oraz marchewka duszona po mazursku. Kto
czytał książkę, ten wie… I sok jabłkowy zmiksowany w takiej maszynie
do robienia zupy krem, z natką pietruszki. Trzeba wrzucić cały pęczek. Soku litr, najlepiej antonówkowy. I wszystko pycha straszna. Wegetariańska!

Ten sok z pietruszki wygląda tak. Smakuje jak nic na świecie. Do tej pory! Tylko sok jabłkowy i pęczek pietruszki. W całości, z łodyżkami.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. julanda

    22 lutego 2010 o 18:15

    Na Koszykowej? Kasia, ja pracuję na Koszykowej po drugiej stronie Placu – zebrałaś tym razem punkty karne! ;)

     
  2. Sebek

    23 marca 2010 o 13:43

    I znowu gratuluję udanych spotkań! Co do tego, co Pani opisała do jedzenia to wpadłem w depresję, bo bym sobie chętnie pojadł, a tu nic :)