RSS
 

Zielono na talerzu

05 lip

Oj, zielono mi się robi na talerzu! W ogrodzie zaczyna szaleć kłębowisko warzyw i ziół, jest więc co jeść i czym popijać :). Codziennie rano w roboczym stroju schodzę do moich zielonych dzieci, czyli na zagonki, i sprawdzam, co przez noc urosło. Och, przez jedną noc może urosnąć naprawdę masa zielonego. Na przykład chmiel chiński dopiero co wprowadzałam na wierzbowy konar, a teraz pnie się już na prawie jego końcu. I dojdzie do domu niebawem, by zazielenić gałązką ścianę. Cukinie i kabaczki przez noc wypuściły koronki młodych listków, tymianek – rozrósł się nieco, po oderwaniu gałązek do sałat i oliwy. Mięta i melisa też sobie poradziły po postrzyżynach. Zrobiony z listków syrop do kawy lub herbaty drzemie w słoiczkach, a już nowe liście wyrastają i znów trzeba kupić cukier i „napędzić” syropu.
Masę radości sprawia mi rukola, sałata, którą szczególnie cenię za jej mocny, ciężkawy smak. Moja ulubiona! Nasiałam jej w międzyrzędziach, w sąsiedztwie wielkiej dyni i kabaczków, rośnie wraz z koprem, żeby wyrywać do sałat razem, nie wybierać, bo rukola z koprem to specjał! Codziennie rano, zaraz po powitaniu ogrodu, wyjadam tę rukolę jeszcze na zagonach, rozkoszując się jej smakiem, potem zbieram listki na śniadanie. Docieram do ogórecznika – który można używać podobnie jak szpinak (szpinak mi się nie udał, bo przyszła powódź ze stawu i zalała, ale spróbuję wysiać jeszcze raz), na świeżo do sałat, albo smażony do potraw – zbieram kilka listków, a potem dodaję garść dorodnej natki pietruszki i… można myśleć o śniadaniwym omlecie! Tnę to wszystko razem nożyczkami, bo najszybciej, wrzucam dwa jajka i łyżkę mąki gryczanej lub razowej, odrobinkę sody (dla pulchności) i soli, mieszam i wylewam na patelnię. Dodaję na wierzch plasterki sera, który zatapiam w cieście. Gdy się już dół usmaży, przerzucam łopatką, jeszcze tylko chwila i zielony omlet gotowy! Można go zrobić dosłownie ze wszystkiego. Ogórecznik i rukola to nie jedyne zieloności. Doskonały ze szpinakiem, a kiedyś spróbowałam nawet z sałatą i mniszkiem i… też dobry! Do popicia kolejna rewelacja prosto z ogródka: koktail truskawkowy z jogurtu (kefiru lub maślanki, co kto woli), z dodatkiem listków mięty i arbuza. Nie da się powiedzieć, jaki to ma smak! Tylko arbuz nie pochodzi z zagonków – reszta jest całkiem moja!
I na poranną kawę na tarasie najlepsza z włoskiej kafeterki (innej kawy nie uznaję) z dodatkiem czubeczków młodej mięty (wrzucam razem z kawą, zaparza się ta kawowo – miętowa esencja już razem) i „gwiazdki” kolendry. Do tego brązowy cukier i mleko. Uwielbiam skondensowane. Zawsze łyżeczkę wypijam samego.
Śniadanie marzeń. Jedzone na tarasie, w słońcu i z jaskółkami – nie ma chyba nic lepszego, niż takie poranne doładowanie duszy i ciała. A teraz… do pisania. Żeby myśl nie uciekła!

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. ika

    5 lipca 2010 o 11:11

    Śniadanie iście królewskie :) już je widzę oczami mojej wyobraźni, szkoda tylko, że nie poparte zdjęciami, a przydałoby się te wszystkie zieloności uwidzieć ;)

     
  2. Sebek

    5 lipca 2010 o 13:46

    Myślę, że śniadanie idealne, ale by było jeszcze cudowniej przydałaby się ukochana osoba robiąca masaż :)

     
  3. Alicja

    6 lipca 2010 o 09:24

    Miałam okazję jeść takie zielone śniadanie, prosto z ogródka Kasi, na kasinym tarasie, popijając kawę z miętą…żaby koncertowały kumkaniem.. cudnie!!
    Już się zapisuję na kolejne „zieloności” na tarasie!!