RSS
 

Grzybowe lato

04 sie

Zbieranie grzybów to taka „joga lasu”. Lubię to zajęcie i tylko ze względu na nie wyglądam jesieni. W tym roku chyba przez to, że lato jesienne, grzyby pojawiły się w lasach już całkiem na serio. Nie przekonałam się jeszcze o tym osobiście, jak ich namiętny zbieracz, jednak moi nowi znajomi z Wrocławia już o tym wiedzą.
Przyjechali do mojej wsi jako fani Cezarego Makiewicza. Zamieszkali w niewielkim domku dla turystów u Gosi i Jarka, o zakręt od mojego domu. Jakoś tak się stało, że zapoznaliśmy się ze sobą dość szybko. Poprosili, bym podpisała im książki i tak się nasza znajomość zaczęła. Tomek i Darek grają pięknie na gitarach, są muzykami. Nasze spotkania przebiegały więc przy akompaniamencie świerszcza, dwóch instrumentów i dwóch pięknych głosów. Dośpiewywaliśmy wraz z Magdą, Weronką, Agnieszką, Pawłem i Radkiem swoje wersje piosenek i wychodziły nam z tego popowskie spotkania z poezją śpiewaną, country, rockiem i co tam jeszcze nam do głwy przyszło.
Przypomniały się dawne czasy, tamte biwaki i ogniska, podcas któych człowiek nie wiedział, czy to skra poleciała do nieba, czy gwiazda zgasła…
Moi wrocławianie wyprawili się na grzyby do lasu koło Młynika. Uzbierali ich cały koszyk. Musieli jednak wracać do Wrocławia, więc ów koszyk powędrował do mnie. Ucieszyłam się – to pierwsze w tym roku świeże grzyby, jakie mogę z niekłamaną radością przyrządzić! Wyczyściłam je i umyłam.
Udusiłam z cebulką i dużą ilością nacią pietruszki. Dodałam wiejskiej śmietany, tej od pani Eli z Bagienic. Przygotowałam plastry karkówki w ziołowej zalewie. Usmażyłam. Polałam grzybowym sosem. Do tego smażone na oliwie, posolone i popieprzone (fajne słowo) plastry młodego patisona. I sałatka z ogórków i szczypioru.
Och, jaka pycha była! Jedząc, wspomniałam moich nowych znajomych, których z tego miejsca serdecznie uściskuję! Myślę, że za rok spotkamy się. No bo jak inaczej???

Książka na dziś... Może fragment „Prowincji pełnej słońca” napisany przed chwilą? Taki jeszcze surowy, nie oszlifowany. Myśl się liczy, Ciepłe wspomnienie:

Kiedyś ludzie spotykali się na wspólnym słuchaniu płyt. Dziś podłączają się swoimi laptopami do przenośnych urządzeń i w tej laboratoryjnej czystości cyfrowych dźwięków dochodzi między nimi do transfuzji ulubionej muzyki. Czy te współczesne spotkania są tak samo ważne, jak tamto siedzenie na dywanie i słuchanie trzeszczących płyt analogowych, zacinających się na starym gramofonie? Czy owa wymiana dźwięków w cyfrowych formatach zbliża tak samo, jak wspólne czyszczenie palcem igły adaptera? Igła wydawała wtedy dziwny odgłos, coś w rodzaju potęgowanego głośnikiem skrzypienia. Lekko kłuła w palec, ale to było raczej przyjemne.
Dziś słuchamy wspólnej muzyki na laptopach, regulujemy parametry urządzeń w panelach sterowania, podłączamy coraz lepsze głośniki. Nie czyścimy już igieł, nie zmieniamy obrotów. Każdy trzask w piosence denerwuje.
- Jaka słaba jakość dźwięku!
A kiedyś przystawialiśmy mikrofony naszych grundigów do głośników radiowych i nagrywaliśmy przeboje Marka Niedźwieckiego. Czasem na to nagrywanie załapały się nasze kroki, oddechy, skrzypnięcia krzeseł. Odsłuchiwaliśmy to potem setki razy, te nasze sekundy życia utrwalone na taśmie razem z ukradzionymi z radiowego głośnika przebojami.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags:

Dodaj komentarz

 

 
  1. harnas77

    5 sierpnia 2011 o 12:04

    hmmm, zatkało mnie :)))
    ale to fajnie tak poczytać o swojej „ekipie” i powspominać niedawne, piękne przeżycia wakacyjne :…)
    dzięki, Kasiu :*
    -Wrocławiaki