RSS
 

Trzynasta Pełnia…. Błękitny Księżyc….

14 sie

Kto czytał moją „Kiedyś przy Błękitnym Księżycu”, ten pewnie pamięta, że jest coś takiego jak trzynasta pełnia. To rzadkie w kosmosie zjawisko, tak zwany BŁĘKITNY KSIĘŻYC (ang. once in a blue moon) i zdarzy się już wkrótce, bo 31 sierpnia.
To czas z dawien dawna magiczny. Ludzie sądzili, że pod tą pełnią spełniają się najmniej realne i najbardziej wyśnione marzenia. Wiara ta przetrwała do dziś. Trzynasty Księżyc 2012 roku rozpocznie się w piątek 31 sierpnia o 15:59. 


Moja bohaterka powieści „Kiedyś przy Błękitnym Księżycu”, Basia, ten czas spędziła tak:

Trzynasta pełnia. Postanowiłam spędzić ten czas uroczyście.
– Nie zapomnij tylko wysiać bazylii! Na pewno przyniesie ci dobrobyt!
– krzyknął Mateusz, przechylając się przez spróchniały płot.
Dziwiła mnie jego wiara w proste symbole tego świata.
Na wszelki wypadek przygotowałam nasiona i doniczkę na parapecie.
Niech tam! Poddam się tej jego zielonej magii. I tak żyję
tu całkiem na opak.
O szarej godzinie przebrałam się w wygodny strój, włosy zamotałam
niedbale i spięłam spinkami jak turban. Rozpaliłam za domem
ognisko. Przyniosłam kilka ziemniaków, zawinęłam je w folię
i wrzuciłam do ognia. Z kuchennej szafki wyciągnęłam piwo. Miałam
swoje ulubione, niepasteryzowane, mazurskie.
Przy ogniu chciałam ogrzać swoje myśli.
Usiadłam na pniaku brzozowym. Nabrałam w płuca powietrza.
Poczułam zapach przypieczonych ziemniaków, dojrzałej jesieni
i ludzkich ognisk gdzieś w polach. Wilgoć od jeziora ciągnęła zmurszałą
wonią glonów. Byłam wolna i szczęśliwa. Tamto życie było jakąś
farsą. Dopiero wiem, co znaczy dobre życie, takie z ziemi i pór roku.
Piłam piwo małymi łykami, jadłam pieczone ziemniaki, rozdrabniając
palcami żółty miąższ. Na języku czułam szorstkość skrobi i kryształki
soli – proste smaki, od których odwykliśmy. W moim obecnym
życiu wracały do mnie, jakby na nowo odkrywane. Gotowana kapusta,
barszcz, smażona cebula, która już nie kojarzyła mi się tak smutno
z dzieciństwem i tamtą patelnią na potłuszczonej gazecie. Jaglana kasza
na śniadanie niosła ze sobą bezpieczeństwo ciepła i sytości w żołądku.
Od strony wsi usłyszałam warkot silnika. Auta jeździły o tej
porze roku raczej rzadko, bo sezon turystyczny już się kończył.
Wieś ożywiała się w weekendy, kiedy powracali grzybiarze. To był
jednak ostatni gwar przed nadchodzącą nieuchronnie zimą.
Auto zbliżało się do mojego domu. Zamilkło i po chwili silnik
znów zawarczał dieslowskim klekotem.
Zza zakrętu wyłoniło się dobrze znane mi auto. Widziałam je
już dziś, na parkingu przy leśniczówce Pranie. To był on.
Zatem… Nie będę dziś sama pod Błękitnym Księżycem…
(…)
Podobno nie można wejść drugi raz do tej samej rzeki. Woda
wciąż się zmienia, jak zmienia się świat. Ludzkie komórki odnawiają
się. Każdego dnia dwa procent ludzkich komórek krwi odtwarza
się. W ciągu minuty dochodzi do około trzystu milionów podziałów.
Kiedy po wielu miesiącach milczącego bezdotyku znów siebie
dotykamy, nasze ciała nie są już te same, co wtedy…
Coś jednak jest niezmienne. Łapczywość dłoni, szelest oddechu,
zapach, wilgoć – wciąż są Charonami emocji.
Nasza miłość znów była „pierwszorazowa”. Moje ciało nie spotkało
się bowiem z dobrze znanym mi już ciałem. Jakby czas, który nas rozdzielił,
wymazał garść tamtych wspomnień. To był nasz kolejny pierwszy
dotyk. Pierwsza natarczywość bioder i pierwszy skurcz mięśni.
Budziłam się w nocy, patrząc na ostry profil mego kochanka. Spał
zwinięty jak embrion, wyciągając leniwie dłonie w moim kierunku.
Mruczał moje imię. A ja wahałam się między snem a jawą, patrząc
na blednącą tarczę księżyca. Dotykałam magii tamtej chwili, chcąc
zatrzymać ją w ramie mojej pamięci.
Własne imię wypowiadane przez śpiącego mężczyznę to najpewniejsze
wyznanie miłości…
– Co będzie teraz z nami? – zapytał przy śniadaniu, rozdziobując
jajecznicę ze szczypiorem z ogródka.
– A czego TY byś chciał?
– Najbardziej na świecie chciałbym być z tobą.
Co miałam mu powiedzieć? Że w życiu tak naprawdę wszystko
jest możliwe, bo najważniejsze jest przekonanie: tak, tego właśnie
chcę? Że życie jest tylko jedno i głupio byłoby je zakończyć w poczuciu
tysiąca zmarnowanych szans?
Każdy musi dojrzeć w swoim tempie do zmian. Pomidor za
wcześniej zerwany nie da słodyczy smaku.

Nie zapomnijcie o trzynastej pełni… Spędźcie ją tak, jak chcecie. Niech się spełnią Wasze marzenia… NIECH…

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Ola

    18 sierpnia 2012 o 09:59

    Piękny, pełen magii tekst, Pani Kasiu. Cieszę się, bo jeszcze zdążę kupic „Kiedyś przy błękitnym księżycu”, a także…zasiac bazylię:)

     
  2. Monika Biblis

    31 sierpnia 2012 o 07:08

    Dziękuję… :)