RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2013

Drzewo

30 lip

Drzewo. Łącznik ze wszechświatem. Tak czuję, gdy spaceruję lasem. Mają w sobie moc ziemi, gdyż to w nią wrastają korzeniami. Koroną wchodzą w niebo.

Drzewo jest dla mnie symbolem siły i wiary we własne dokonania. Wspomnę taką historię. Moja koleżanka Ania L. odczuwała ostatnio szczególny rodzaj przygnębienia swoją pracą. Chodziła zła i zestresowana, bez entuzjazmu podchodziła do zawodowych obowiązków. Nie wiedziała, co ma dalej robić; stan ten pogłębiał się i Ania z wielkimi oporami przekraczała próg biura. Ta sytuacja zmieniła się nagle i niespodziewanie, w sposób najprostszy z możliwych. Ania po prostu uświadomiła sobie, że wcale nie musi tkwić w marazmie, bo w każdej chwili przecież może zmienić pracę. Bo jest przecież wolna i niezależna. Na jednej pracy życie się przecież nie kończy. Nawet jeśli musiałaby zmienić kwalifikacje albo zarabiać sto złotych mniej, to i tak jakoś sobie poradzi, bo wierzy w swoje szczęście. Konstatacja ta sprawiła, że Ania następnego dnia poszła do pracy z radością, lecz bez lęku. Inaczej odnosiła się do szefa i kolegów z pracy. Ci drudzy zauważyli zmianę. Ania podniosła wysoko głowę i nauczyła się mówić o swoich oczekiwaniach; nie chcąc jedynie, jak było do tej pory, wypełniać oczekiwań innych. To dało jej pewność siebie. Bo przecież w każdej chwili może zmienić swoje życie. Ty też, jak Ania, możesz to zrobić w każdej dosłownie chwili. Tylko zrób krok naprzód, bo przecież najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Kasparow kiedyś po raz pierwszy rozstawił figury na szachownicy, a mój nauczyciel jogi po raz pierwszy wykonał prostą asanę – drzewo.

Drzewo. Pozycja ta wzmacnia mięśnie nóg, kostki oraz kolana. Wstępnie rozciąga i otwiera biodra. Usuwa sztywność w barkach i łopatkach. Daje poczucie psychicznej równowagi. Sprzyja pobudzeniu ośrodkowego układu nerwowego i wzmacnia go. Daje poczucie emocjonalnej stabilności. Wykonuję je codziennie rano, po Powitaniu Słońca…

Tak właśnie zaczynamy. Od rzeczy najprostszych. Albo od inspiracji kimś innym, bo to nic złego. Po to ludzie są w naszym życiu, byśmy mogli się łączyć, spotykać, wpierać. Ania uświadomiła sobie własną niezależność i teraz wie, że może naprawdę wiele. Bo ma szczęście. A może pozwala szczęściu zagnieżdżać się w jej życiu?

Ty też sobie pozwól sobie na zmiany. Uświadom sobie prostą prawdę – dasz radę. Nie prowadź już wojen ze sobą i resztą świata, nie zazdrość tym którzy do czegoś doszli. Dojdź sam do czegoś, co jest numerem jeden na liście zmian, dopiero potem sięgnij po kolejne etapy, by się nie zniechęcić. Inspiruj innych oraz pomagaj tym, którym trudniej wejść na ścieżkę życiowej prostoty.

Spacer po lesie. Drzewa koją i wzmacniają. Wystarczy stanąć w ich pobliżu. Czerpią moc z ziemi. Znalazłam brzozę. Podobno zabiera wszelkie bóle, działa rozluźniająco i rozkurczowo, obniża ciśnienie krwi. Brzoza także neutralizuje niekorzystne promieniowanie cieków wodnych. Czyli to taki kot wśród drzew…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Ofiara miłości

30 lip

Tydzień temu wspomniałam losy zamęczonej na śmierć Barbary Schwann, posądzonej o dzieciobójstwo. Czternastolatka mieszkała w Morągu i została uznana przez sąd za dzieciobójczynię. Jej duch ponoć wciąż się kołacze po zamku morąskim, a są tacy, co widzieli zjawę – dziewczynę bez głowy, z kilkuletnim chłopcem przy boku. Dziś wspomnę o innej kobiecie, Barbarze Zdunk, zamęczonej ofierze miłości. Tym razem do zdarzenia doszło w Reszlu i większość mieszkańców naszego Regionu doskonale zna tę historię. Warto jednak o niej wspomnieć, bo znów dotyczyła kobiety… A te płaciły nieraz wysoką cenę za swoją przynależność do kobiecego rodu.

Była noc z 16 na 17 września 1807 roku. W reszelskim wyszynku trwała w najlepsze zabawa. Nagle do dusznego wnętrza wdarła się 38-letnia Barbara Zdunk i na oczach wszystkich zebranych urządziła awanturę swojemu kochankowi, który właśnie przepijał pieniądze. Ponoć był to niezły wałkoń i leń i ostre słowa na pewno mu się należały, jednak miał tę przewagę, że był… mężczyzną, i to obrażonym na oczach kompanów przez kobietę. Nawet jeśli była jego kochanką.

Barbara Zdunk miała czworo dzieci. Miłość do kochanka była wyjątkowo silna; Babrana była dojrzałą kobietą, a jej wybranek miał zaledwie 20 lat. Ludzie w Reszlu mówią, że podobno nie była w pełni władz umysłowych i czasem wydawało się, że jest szalona. Gdy tamtej feralnej nocy wdarła się do szynku, jej zachowanie obserwowali wszyscy zebrani. Akurat tamtej nocy ktoś wzniecił w Reszlu pożar. Podobno zrobili to jacyś wojacy, ale tego nikt do końca nie wie. Znaleźli się jednak „życzliwi”, którzy ów pożar powiązali z bliskim szaleństwu zachowaniem Barbary Zdunk, wychodzącej z szynku. Miasto dopiero co podniosło się po pożarze sprzed roku, który strawił niemal całą drewnianą zabudowę. Z pożaru ocalał tylko murowany zamek i kościół zbudowany z cegły. A teraz kolejny ogień zniszczył miasto, podszedł pod sam zamek, a do tego uśmiercił dwie osoby. Mieszkańcy byli więc wściekli. Powiązali więc oba fakty w całość i przypisali całą winę Barbarze. Niewinna kobieta została pojmana. Zarzucono jej czary, którymi podobno miotała na prawo i lewo.

Kobietę zamknięto w lochu i torturami zmuszona do przyznania się do winy. Znosiła je dzielnie, wiedziona tęsknotą do dzieci i być może kochanka – wałkonia. Nie rozumiała, co się wokół niej dzieje. Minęły aż trzy lata, nim sąd uznał, że jest winna, okrzyknął ją czarownicą i skazał na… stos! To niewiarygodny wręcz wyrok, w czasach bliższych współczesności niż średniowieczu.

21 sierpnia 1811 roku przy Górce Szubieniczej (droga z Reszla do Korsz) wyrósł stos. Kat przybył aż z Lidzbarka Warmińskiego. Okazał wobec kobiety litość – nie chciał, by umierała, cierpiąc w płomieniach. Najpierw więc udusił skazaną, a potem rozniecił ogień. Egzekucji przyglądały się setki gapiów. Mówi się, że Barbara Zdunk jest ostatnią oficjalnie skazaną czarownicą w Europie. Ćwierć wieku po jej śmierci próbie wody poddana została jeszcze jedna kobieta, posądzona o czary. Pochodziła tym razem z Polski, z Chałup. Wrzucona do wody, wypłynęła, gdyż miała szeroką spódnicę. Ludzie uznali ją więc czarownicą i ukamienowali.

Trudno było kobietom w tamtych czasach. Historia Warmii i Mazur doprawdy nie zawsze jest budująca… Procesy czarownic to jedna z jej ciemniejszych stron.

PS. Znalazłam dziś w necie przesympatyczną relację ze spotkania w Łęcznej. Miło…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

25 lip

U Beaty Pawlikowskiej wypatrzone

To było o duszy. I taka myśl jeszcze… O ciele.

Pomyśl o tym, że dbając o swoje ciało, okazujesz mu swój szacunek. To przecież ono jest powłoka dla twojej duszy, myśli, marzeń. Nie możesz traktować go po macoszemu, jak niechciane. Mężczyźni pucują swoje samochody, natłuszczają je woskami, a zapominają o tym, ze muszą dbać o swoje ciało w taki sam sposób. Kobiety zapominają o sobie, poświęcając się innym – dzieciom, mężowi, rodzicom. Powinny z takim samym oddaniem dbać o własne ciała. Nikt o nie przecież nie zadba, jeśli nie zrobisz tego sama.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Smakowanie, spacerowanie

25 lip

Półmisek, a właściwie dębowa dłubanka pełna zdrowia. Od lewej: suszona żurawina, migdały w całości, płatki orzecha kokosowego i świeże borówki. Do pojadania. Zdrowie, nietuczące, smaczne. Po prostu nie kupuję czipsów, batoników, paluszków, krakersów i innego śmieciowego jedzenia. Wolę tak! Bo jesteś tym, co jesz!

Mam za sobą piękny spacer.

Wystarczy zrobić krok za domem, gdzie ścieżka

Wirowanie. Nie ma początku. Może tak wygląda wszechświat?

A w weekend w Mrągowie, moim mieście, Piknik Country. Oto program Pikniku w Mieście:
PIKNIK COUNTRY W MIEŚCIE 2013

26-28 lipca, Plac Unii Europejskiej

26.07 (piątek)

14.30 Przepustka do Mrągowa – występy konkursowe
Domi Kasprowicz, Fayerwerk, John Kentucky Band, Memphis Mafia,
The BL Blues Band, Wheels of Steel, Przytuły Boys
17.30 Otwarcie Pikniku Country w Mieście
Orkiestra Dęta Mrongovia
Rodeo Dance & Strefa Country
18.30 Ogłoszenie wyników „Przepustki…”, występ głównego laureata
Rodeo Dance & Strefa Country
19.30 Gabrysia Mycielska
21.00 Tomasz SZWED

27.07 (sobota)

15.00 Konkurs na Polską piosenkę country
16.00 PICKUP
ogłoszenie wyników konkursu, występ laureata
17.15 Rodeo Dance i goście
17.30 Laureat “Przepustki do Mrągowa 2013”
Rodeo Dance & Strefa Country
18.15 Droga na Ostrołękę
19.00 TRACE
20.30 BURNIN’HEARTS
22.00 SZULERZY

28.07 (niedziela)

13.15 Droga na Ostrołękę
14.30 4. Memoriał Taneczny im. Andrzeja Fabisiaka – Rekord Polski w Tańcu Liniowym
15.00 Krystyna MAZUR Band
16.30 CEZARY MAKIEWICZ & KOLTERSI

No to miasto się nam zaludni. I bardzo dobrze! Ja na wszelki wypadek zwalniam swoje miejsce i wybywam do Rucianego na warsztaty jogowe.
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rude czarujące?

20 lip

Tekst ukazał się w sobotniej Gazecie Olsztyńskiej


Nie tak łatwo było kobietom na Prusach Wschodnich. Ilekroć czytam o procesach czarownic i innego rodzaju samosądach, stwierdzam, że dotyczyły w przeważającej większości kobiet, zwłaszcza tych o rudych włosach.

 

Rude włosy miała niejaka Barbara Schwann z Morąga, przedwojennego Etang. Była, według historycznych przekazów, wysoką, szczupłą dziewczyną. Jak myślę – musiała być również piękna. Miała 14 lat, gdy urodziła nieplanowane dziecko z nieznanym mężczyzną. Podobno był wysoko postawionym oficerem i nie na rękę było mu posiadanie nieślubnego potomstwa.  Potraktował Barbarę jak chwilową przyjemność, nie licząc się z konsekwencjami. Według świadków, powołanych przez niego, Barbara urodziła dziecko i udusiła je chwilę po porodzie. Odbył się proces. Ci, którzy bronili dziewczyny, nie zostali nawet przesłuchani. Uznano, że jest czarownicą i jedynym wyjściem jest skazanie na śmierć. Był rok 1749, więc to nie były już czasy zabobonnego średniowiecza! Dziewczynę poddano najpierw kilkugodzinnym torturom, po czym obcięto jej głowę i nasadzono na pikę. Pikę postawiono obok morąskiej Wieży Czarownic, jako dowód na to, że każda zbrodnia musi mieć karę.

Ponoć od tamtego czas duch niesłusznie oskarżonej i uznanej za dzieciobójczynię straszy na morąskim zamku. Ludzie, którzy tam przybywają, mówią o dziwnych, paranormalnych zjawiskach: odgłosach, przewidzeniach czy tajemniczych znakach na robionych we wnętrzu fotografiach. Podobno pojawia się najczęściej bez głowy, z małym synkiem u boku. Relacje tych, którzy napotkali tu ducha, można znaleźć w Internecie.

Wybrałam się na opuszczony zamek w marcu tego roku. Była ze mną koleżanka Ania Brędowska z Radia Mazury. Było chłodne wietrzne popołudnie. Ania otworzyła stare drzwi (posiada klucze!) i wpuściła mnie do środka. Bardzo chciałam spotkać ducha Barbary. Nasłuchiwałam, ale ściany milczały. Tylko głuchy wiatr łomotał w szyby. Ania zaprowadziła mnie do komnaty, w której można przenocować. Ponoć to w niej pojawia się zjawa. Duże łóżko, ciężka kapa, poduszki. Stare meble, niektóre inkrustowane. To wszystko robiło wrażenie, jednak Barbara nie chciała się ze mną poznać. Być może było na nią za wcześniej? Może woli pojawić się po zmierzchu. Dziś Zamek w Morągu tu tylko północno-zachodnie renesansowe skrzydło oraz odsłonięte i częściowo nadbudowane fundamenty wszystkich budowli średniowiecznych, murów obronnych, a także zrekonstruowane pierwsze kondygnacje dwóch wież i fragmenty gotyckich murów z dawną bramą wjazdową oraz odtworzona na całej długości XIII- wieczna fosa.  Zamek jest w prywatnych rękach, a właściciel podobno dba o to miejsce, by zachowało swój tajemniczy charakter. Można je zwiedzać od 9-tej do zmierzchu.

Dziedziniec zamkowy udostępniany jest pod różnego rodzaju imprezy plenerowe, a nocleg na zamku z duchami zapewnia niepowtarzalne wrażenia wszystkim gościom – tak zapewniają przewodniki. Ja zaś zastanawiałam się, czy nie powinnam mojej kolejnej części Prowincji, Prowincji pełnej czarów, napisać właśnie tutaj…

Morąg nie tylko tą zbrodnią zapisał się na kartach historycznych kronik. W 1678 roku kilka morąskich kobiet, w tym piękna żona pastora Maria Schienemann, mieszkanka opisywanego zamku, oskarżone o współżycie płciowe z dwoma diabłami. Diabły były dość eleganckie, bo ubierały się na czerwono. Jak mówią stare podania, pastorowa kupiła te diabły od pewnej wieśniaczki. Morąskie diabły nie czyniły jednak nikomu nic złego, co przecież leży w diablej naturze, lecz służyły tylko do cielesnych rozkoszy i płodzenia z nimi dzieci. Podobno jeden z diabłów pastorowej przynosił jej pieniądze, a drugi zboże i inne rzeczy, dzięki temu pastorowa nie cierpiała ani głodu, ani biedy.

Ten historyczny przekaz znaleziony został w Tajnym Archiwum Pruskim w Berlinie. Ludzie mówią, że na zamku do dziś słychać czasem odgłosy hulanki i swawoli i na pewno nie pochodzą one od Barbary Schwann, a tym bardziej od wiatru czy skrzypiącej podłogi. Faktem jest jednak to, że morąski zamek to dziwne i tajemnicze miejsce.

Podobne historie ma wiele warmińsko – mazurskich miasteczek i pewnie nie raz jeszcze po nie sięgnę. Przykro tylko, że w ich tle jest prawie zawsze niesłusznie oskarżona kobieta, która płaci najwyższą karę za to, ze żyje w tamtych czasach…

Katarzyna Enerlich

 

Niesłusznie uznana za dzieciobójczynię podobno wciąż straszy na morąskim zamku

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas dziurawca

20 lip

Dziurawiec. Na zdrowie i poprawę nastroju. Wynalazek wszechświata. Blisko i za darmo. Bo to, co w życiu najważniejsze, nic nie kosztuje.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gość wieczorny

17 lip

Wpadł na chwilę czy na dłużej? Czym go podjąć?

Tak. Kocham moje pająki. Mój syn je nawet dokarmia. Nie zabijam! One chyba wiedzą, że je lubię i sobie u mnie gromadnie pomieszkują. Tych wielkich, tłustych krzyżaków mam co najmniej kilka. Tego okna dziś nie umyłam. Nie mogłabym zniszczyć pięknej, całkiem nowej pajęczyny. Poczekam aż się sam wyprowadzi. Ale wielki jest, co? Salonowy gość z tego świata!

Podobno szczęśliwy dom, w którym są pająki. Są miłe w dotyku. Trochę jak przytulia czepna. Czy Wy lubicie swoje pająki? Czy są dla Was częścią Wszechświata?

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

16 lip
“Miłość do samego siebie wymaga praktyki. Polega ona na życiu, w którym człowiek nie zdradza samego siebie i żyje w zgodzie ze swoją wewnętrzną prawdą, bez względu na to, czym ona jest”. B. Brennan

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przedjesiennie

16 lip

To nic, że wakacje. Plany na jesień już powstają. Najbliższe spotkania POLETNIE:

2 września
Wałbrzych, Pod Atlantami

3 września
MBP Łódź-Polesie FB nr 15 godz. spotkania 16.30 ul. Garnizonowa 38,
MiGBP w Białej Rawskiej godz. 19.30 u. Jana Pawła II

9 września

Godz. 11.00
WIELKA WIEŚ LUB WĄCHOCK
Godz. 14.00
RAKÓW ul. Łagowska 25
Godz. 17.00 GÓRY  PIŃCZOWSKIE

10.09
godz. 12.00  KIELCE,   WBP ul. Ściegiennego 13
godz. 15.00  DOBROMIERZ ul. Włoszczowska 5
godz. 17.00 SECEMIN ul. Ogrodowa 1

11.09  ŚRODA
Godz. 9.00  SKARŻYSKO KOŚCIELNE UL. Kościelna  2A
Godz. 12.00 filia biblioteczna w ZAGNAŃSKU ul Spacerowa  8B
Godz. 16.00 RADOSZYCE ul. Częstochowska 2

7 października
Brwinów

Od 9 października – Opolskie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na zielono

11 lip

Dziś o zieleni… Kto czytał moje książki, pewnie zgadnie, z której to fragment…

Zasypiając, wąchałam czasem moje dłonie. Pachniały ziemią i zielenią – oba zapachy mają ze sobą wiele wspólnego, choć różnią się kolorem i sposobem przemijania. Ziemia jest contastansem, unoszącym nas troskliwie. Jest nieskończona, okrągła jak wieczność. Zmienia się tylko jej konsystencja. Wiosną płacze roztopami, zimą zastyga w zupełnym bezruchu. Zieleń jest zmiennością. Mimo że codziennie reanimowana przez rosę, pewnego dnia umiera jednak, na chwilę tylko żółknąc. Zamienia się w szorstkość ziemi, tak jakby od niej czerpała inspirację do umierania. Zieleń najpierw nas obłaskawia, by potem zniknąć z pola widzenia na długie białe miesiące. Tęsknimy za nią, szukamy jej surogatów w kwiatach z kwiaciarni, stawianych na środku stołu. A jednak ten wymiar jest zbyt mały, by nasycić serce. Dopiero ogrodowa lub łąkowa zieloność potrafi wlać w duszę wartki spokój. Dlatego właśnie tak niechętnie opuszczałam moje nowe miejsce na ziemi. Cykliczność tych naturalnych przemian wyjaśniała mi przemiany we mnie samej.

I jeszcze haiku o zieleni:

 

Księżyc w pełni wyszedł

obok niezliczonych gwiazd

i głębokiej zieleni nieba

 

Shoha (?-1772)

Praca w ogrodzie jest źródłem wielu pięknych przeżyć oraz doskonałą terapią na trudne chwile. Pojmuję ją po swojemu – jako wędrówkę po własnej ścieżce, poznawanie swojej duchowości i sposób na stawanie się świadomą częścią świata.

Chińskie przysłowie mówi: chcesz być szczęśliwy jeden dzień – upij się, chcesz być szczęśliwy tydzień – ożeń się, chcesz być szczęśliwy całe życie – zostań ogrodnikiem. Kilka lat temu założyłam więc swój własny ogród, by sprawdzić, czy tędy wiedzie droga do prostego szczęścia. Bo nie wyobrażam sobie życia na prowincji i prowincjonalnego gotowania bez własnego ogrodu.

Nauczyłam się go w dzieciństwie. Moja rodzina od strony Mamy pochodzi z prostej, drewnianej chaty w sercu złocistego Mazowsza, z Mystkówca Starego. Dziadek Edmund był zwykłym klumpiarzem, czyli strugał ludziom drewniaki. Sam zbudował swój drewniany dom. Nie nacieszył się nim. Spadł z dachu nowego domu i za kilka dni zmarł. Jego żona, a moja Babcia Stanisława, została sama z czwórką małych dzieci, w tym z moją Mamą, całkiem malutką. Ogród i pole były wówczas jednym źródłem utrzymania. Dziś czasy się zmieniły. W  zupełnie inny sposób pozyskujemy pożywienie, a i pieniądze mają inne zastosowanie. Ogród jednak zawsze pozostaje ogrodem, nawet jeśli jego uprawianie nie jest w takim stopniu źródłem utrzymania, a częściej prostą radością.

A wieczorność z książką. Dziś sobie ją kupiłam w mrągowskiej księgarni. A potem poszłam na obiad do baru mlecznego Przecinek, co się w moim mieście otworzył. Oczywiście – na leniwe. By było jak u Barei.

I wspominam niedawne Dni Mrągowa. Zmieniłam wówczas role i… trochę poodpytywałam. Fot. Marian Modzelewski

I zaprzyjaźniony zespół ze Szczytna MAZURY. Ileż w nich muzyki i dobra…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii