RSS
 

Archiwum - Sierpień 10th, 2013

Festiwal Kultury Mazurskiej

10 sie

Program

III Festiwalu Kultury Mazurskiej

SORKWITY 2013

 

 

16.08.2013 r. /piątek/

budynek Publicznego Gimnazjum w Sorkwitach

11.00 –            otwarcie III Festiwalu Kultury Mazurskiej

11.10 – 11.30 prelekcja Sławomira Szymankiewicza kierownika Muzeum Michała Kajki w Ogródku

„Kim był Michał Kajka poeta z Mazur

11.30 – 12.15  wykład dr hab. Jana Gancewskiego” Galindia – Krzyżacy”

12.15 – 13.00  wykład dr hab. Grzegorza Jasińskiego „Etymologia Nazewnictwa Mazur”

13.00 – 14,00  koncert Cezarego Makiewicza

15.00 – 15,40  spotkanie z pisarką Katarzyną Enerlich i Ireną Telesz-Burczyk aktorką Teatru im. Stefana

Jaracza w Olsztynie

15.40 – 16.20  wykład prof. zwycz. Janusza Maciuszko

Kościół Ewangelicki

17.00 – 18.00  koncert poezji śpiewanej Agaty Grześkiewicz

18.00 -            Koncert organowy Karin Kurpios

 

17.08.2013 r. /sobota/

Teren przy Publicznym Gimnazjum w Sorkwitach

11.00 –             otwarcie jarmarku mazurskiego

11.30 – 12.00   inscenizacja sztuki „Historia głębokiej treści” w wykonaniu uczniów

Publicznego Gimnazjum w Sorkwitach, scenariusz: Paweł Kisiel,

reżyseria: Barbara Dąbal

12.00 – 12.20  walka rycerska – pokazy „Roty zaciężnej Strażnicy Sensburg” z Mrągowa

12.30 – 13.00  występ zespołu Masuren Klang

13.00 – 13.15  ogłoszenie wyników konkursu „Polne Kwiecie”

13.15 – 13.45  występ zespołu „Iskierka Nadziei”

13.45 – 14.15            „              „Pieckowianie”

14.15 – 14.25  ogłoszenie wyników konkursu kulinarnego „Mazurskie kuchnie”

14.25 – 15.10  występ zespołu „Folk Kapela”

15.10 – 16.00  Konkurs bajania „Legendy mazurskie”

16.00 – 16.40  pokazy rycerskie „Roty Zaciężnej Strażnicy Sensburg”

17.00 – 18.00  koncert skrzypcowy w wykonaniu Andrzeja Łupkowskiego

18.00 – 19.30  występ zespołu M.A.B.S.

19.30 –     zabawa taneczna z DJ-em

 

Podczas festiwalu czynne będą wystawy:

-          „Życie Mazur” ze zbiorów Ryszarda Bitowta

-          „Pamiątki związane z Krzysztofem Celestynem Mrongowiuszem i Ernstem Wiechertem,

ze zbiorów Sławomira Stefaniaka

-          „Herb Sorkwit” – pokonkursowa dzieci i młodzieży

-          „ Festiwale Kultury Mazurskiej w fotografii”, zdjęcia Mariana Modzelewskiego

 

Imprezy towarzyszące: wioska średniowieczna, bicie monet i medali okolicznościowych, stoiska rzemiosła artystycznego, degustacje potraw regionalnych, pokaz sztucznych ogni.16.08.2013 r. /piątek/

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Prostota słów

10 sie

Oddaj wierzbie

Całą nienawiść, całe pożądanie

Twego serca.

Basho

 

Lubię to haiku. Pokazuje prostotę serca. Wszystko kiedyś przeminie. Mądry człowiek wie to od samego początku i niczego nie żałuje[1].

Mądry człowiek co wieczór dziękuję wszechświatowi za to, co dobrego stało się mijającego dnia. Każdy z nas powinien znaleźć co najmniej dziesięć powodów, dzięki którym był tego dnia szczęśliwy. Pewnego wieczora podziękowałam za to, że:

  1. Mam swój dom
  2. Mam w nim książki, które czekają na przeczytanie i kozę, która daje mi ciepło
  3. Mam dla kogo rozpalić ogień
  4. Mam wokół siebie bliskich i przyjaciół, którzy chcą dzielić ze mną codzienność
  5. Byłam tamtego dnia częścią wszechświata, lata i chylącego się ku zachodowi słońca
  6. Mogłam na własny nogach i w miłym towarzystwie przemierzyć bezkres polnych ścieżek
  7. I nie musiałam zabierać ze sobą parasola
  8. Napotkane sarny uciekały przed nami powoli, dając się zapamiętać naszym spojrzeniom
  9. Czytelnicy piszą do mnie listy, bo to znaczy, że czytają moje książki, a przecież po to je piszę
  10. Że została obdarowana życiem na prowincji i mogę o nim pisać cała w zachwycie nie na niby, w nadziei na to, że to przeczytacie.

 

Na koniec prosty tort. Prosty, bo z prostych smaków, z tego co można znaleźć na w ogrodzie lub na łące[2]. Związana z nim jest piękna historia dwóch Eurdyk, czyli tańczących kobiet. Pierwsza z nich to Pani Gienia, nauczycielka baletu, Druga to jej uczennica, dziś już dorosła kobieta, pisarka i dziennikarka Małgorzata Buttita – Jankowska, autorka książki o kulinariach z Prus Wschodnich „Niezapomniana kuchnia Warmii i Mazur”.

Dziadek Małgorzaty przed każdymi imieninami zadawał pytanie swojej żonie Heni:

- A twoja koleżanka z wyższym wykształceniem baletowym przyjdzie?

Chodziło mu o występującą panią Gienię, tancerkę baletową. Twierdziła, że miała nawet dokumenty na ukończenie stosownych szkół, ale zaginęły w pożodze wojennej. Dziadek Małgorzaty wciąż jednak twierdził uparcie, że pamiętał panią Gienię jeszcze z lat trzydziestych jako girlaskę, wymachującą nogami i to wcale nie w pierwszym szeregu, w jednym z warszawskich przybytków rozrywki. To niezmiennie oburzało panią Gienię oraz babcię.

Pani Gienia była Małgosiną Panią Profesor od baletu.

– Panienki! Pliez! Un-deux-trois, Mał-go-sień, ka-skup-się! un-deux-trois…

Czasem przechodziła na polski:

- Raz-dwa-trzy, dwa-dwa-trzy, trzy-dwa-trzy, cztery-dwa-trzy – co dla mnie było klarownym potwierdzeniem tezy dziadka: pani Gienia nawet nie umiała liczyć!

- Panienki! Arabesque! Nie chwiać się!!!

I panienki wykonywały arabeski, czyli znane wszystkim jaskółki, w których miały trwać i trwać. Nawet w jodze jest podobna asana, nazywa się Virabhadrasana III i jest nazywana pozycją wojownika lub bohatera.

Małgosia opowiada o tym czasie tak:

Małgosieńka, czyli ja, która skupiała się jedynie w kluczowych momentach  nudnych jak flaki z olejem ćwiczeń przy drewnianych drążkach, na wielkiej sali o lustrzanych ścianach, umiała czekać. Wreszcie! Pani Gienia uciszyła akompaniatorkę przy fortepianie i niczym chmura gradowa, w czarnym trykocie, czarnej kloszowej spódnicy i czarnych baletkach, wybiegła na środek sali.

– Jak można nie utrzymać arabeski?! Ja bym mogła tak stać do końca życia! – wykrzykiwała stając na jednej nodze z wyciągniętymi ramionami.

Nawet mimo wieku emerytalnego, to jej „do końca życia” było mocno przesadzone, albowiem pani Gienia chwiała się okrutnie.

A ja czekałam. Na przerwę. Bo kiedy, wraz pianistką, znikały za drzwiami, pryskała nuda, a swoje pięć minut miałam ja! Naśladując ruchy, mimikę i głos Pani Profesor, wypadałam na środek sali i z okrzykiem „Ja tak mogę stać do końca życia!!!”, robiłam pijaną jaskółkę i padałam z łoskotem na parkiet.

Dziadek wielokrotnie życzył sobie oglądać ten mój numer popisowy, który w końcu wszedł mi w krew i do dziś jaskółkę robię gdzie bądź.

Małgorzata właśnie od pani Gieni dowiedziała się, że zawsze musi być pod tak zwaną bronią.

- Pamiętaj, Małgosieńko! Kobieta zawsze musi być pod bronią! – powtarzała sucho, dyskretnie poprawiając makijaż.

I choć Małgosia w tamtych czasach wyobrażała sobie siebie jako Marusię z pepeszą, albo niemiecką agentkę z pistoletem wymierzonym w kapitana Hansa Klosa, to jednak broń owa to był zawsze dobry wygląd. Do tego jeszcze wrócę przy okazji rozmyślań o ciele.

Małgosia wciąż pamięta, gdy jak zaczarowana stawała przed jedną z przedwojennych fotografii pani Gieni. Była na niej umalowana i ufryzowana a’ la Marlena Dietrich i wyglądała niczym Królowa Śniegu, spowita w biały, błyszczący atłasem płaszcz z trenem, obszyty białym futrem, z wielkim, szalowym kołnierzem z tegoż futra, spuszczonym niedbale na ramiona. Kiedyś to były zdjęcia… Dziadek Małgosi twierdził, że wypożyczyła to cudo do fotografii z jakiejś rewii. Pani Gienia nie miała łatwo. Była osobą samotną, która czekała na powrót niewiernego męża, śpiewaka operowego.

Pamięta ją również, bardzo już leciwą, ale wciąż wyprostowaną, niczym napięta struna, mocno umalowaną, przemierzającą ulice niespotykanie, jak na swój wiek, energicznym krokiem, w niebotycznie wysokich szpilkach na muskularnych nogach tancerki. I tak „do końca życia” – choć może nie robiła przy tym arabeski, to jednak zachowała swoją sylwetkę tancerki. Jej jesień życia była piękna i minęła w pasji życia.

- Do dziś zdarza mi się odwrócić na mocny stukot szpilek po chodniku – czyżby pani Gienia? – wspomina Małgorzata.

To właśnie dla niej dedykuje zawsze swój tort, który czasem przyrządza najbliższym. Bo pani Gienia nie zaznała jego smaku w szarych czasach komunizmu. Małgorzata nazywa ów przysmak Tortem Pavlova lub Pawłowa a’ la moi (czytaj: deser dla leniwych). Potrzeba do niego pół kilo owoców sezonowych jak maliny, truskawki, jagody (klasyczna i najsmaczniejsza Pavlova jest z malinami), pół litra słodkiej śmietanki, kilka łyżek cukru, zgodnie z własnym podniebieniem, prawdziwa wanilia (może być płynny ekstrakt), ew. kieliszek maraschino lub wody różanej (jeśli ktoś ma), bezy (najlepiej własnego wypieku, albo ze sprawdzonej cukierni).

Małgorzata tak robi swój tort:

- Owoce zasypuję cukrem, skrapiam maraschino lub wodą różaną i zostawiam, żeby się lekko zmacerowały. W tym czasie ubijam na puch śmietankę z dodatkiem cukru i wanilii. W przypadku ekstraktu waniliowego ostrożnie, zbyt szybko dodany może zwarzyć śmietanę! Środek ozdobnej formy budyniowej (może być tortownica, forma do keksu) zwilżam woda, albo smaruję lekkim olejem (migdałowym, sezamowym), by deser łatwiej dał się wyjąć na paterę. Bitą śmietanę łączę delikatnie z owocami tak, by wciąż pozostawała puszysta. Niedokładnie wymieszany deser jest ładniejszy, bo po przekrojeniu ma kolorowe smugi soku z owoców. Przekładam całość do formy, a wierzch, który po wyjęciu będzie spodem, wykładam bezami spodem do góry, albo zakrywam bezowym blatem. Wstawiam do zamrażarki i czekam na gości. Po wyjęciu z zamrażarki moja Pawłowa musi odczekać kilkanaście minut w temperaturze pokojowej, by podać ją wciąż lekko zamrożoną, ale by też łatwo poddawała się widelczykowi. Jak deser nie chce po dobroci się wyślizgnąć na paterę, zanurzam formę na moment w ciepłej wodzie. A potem dekoruję jak mi w duszy gra: bezami, owocami, miętą, migdałami.

Dla Pani Gieni Tort Pawłowa powinien być spowity puchem białej bezy i lśniącej śmietany, wytworny niczym jej płaszcz ze starej fotografii…


[1] Tak napisała Olga Tokarczuk w „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

[2] Opowieść i przepis zaczerpnięte z bloga Małgosi: www. frytyrity.blogspot.com

 

_____________

Znikam stąd znów… Jeszcze tylko jutro na scenie Festiwalu Kultury Kresowej i wracam do swojej napoczętej książki… Jeśli nie odpiszę, nie gniewajcie się… Pewnie zajmę swoją głowę jednym…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii