RSS
 

Kłobuk na Mazurach

21 sie

Bogactwo i bieda. Dostatek i głód. To wszystko potrafił dać ludziom na pewien demon, w którego istnienie wierzył niemal każdy.

Pierwsza nazwa to kobold. Była też cobold i chobold. Chodzi o tego samego kłobuka. Wyobrażałam sobie czasem tych, którzy mieszkali tu przed wojną, jak ogarnięci ciekawością świata wszystko, co ważne, tłumaczyli sobie działaniem tajemnych sił. Jak daleko odeszliśmy od tych czarownych argumentów, chełpiąc się, że niemal wszystko wiemy o świecie, a jednak wciąż nie potrafimy wyzwolić się spod wpływu Księżyca. Nie jesteśmy i nie będziemy panami tego świata. Ta myśl doprawdy dodaje mi odwagi w odkrywaniu tajemnic wszechświata. Gdyby bowiem rządził się tylko ludzkimi prawami, już dawno ległby w gruzach.

Na naszych prowincjach na wiele lat przed wojną działy się rzeczy tajemne. Słyszałam o tym w wielu opowieściach, czytałam w książkach. Im bardziej świadomie wtapiałam się w ten świat, tym bardziej on mnie przenikał. Początkowo byłam niby amazonka na koniu, wyruszająca na spotkanie z Księżycem, czyli moją prowincją pełną czarów. Stopniowo stapiałam się z koniem i z księżycem, stając się kobietą – centaurem z księżycową aureolą na głowie. Taka wizja towarzyszyła mi czasem, gdy zgłębiałam książki o tajemnych mocach, które rządziły dawnym światem.

Podobno wielu widziało kłobuka. W Olsztynku przybrał on kiedyś postać ptaka, za którym ciągnęła się ognista smuga. Jeśli smuga przeleci nad człowiekiem, który nie zdąży się schować pod swój dach, to niechybnie oblezą go wszy i inne robactwo. Kłobuk musiał być dobrze i suto karmiony. Najlepiej jajecznicą i skwarkami. Musiał mieć miękkie łóżko, na którym wysypiał się do woli. To był zadziwiający demon. Ktoś w rodzaju krasnoludka ale w ptasim wydaniu.  Podobno raz wystąpił pod inną, niż ptasia, postacią. Działo się to w Jerutkach koło Szczytna. Ludzie podobno mówili, że w ich wsi pojawiła się… małpa. Szybko jednak poznali, że to kłobuk po sypiących się iskrach wokół. Zupełnie inną postać przybrał również w chacie pod Działdowem. Tam był kotem. Tajemniczym, chodzącym tylko swoimi drogami, a jednak pozwalającym się dopieszczać. Pozwalam swojej wyobraźni biec w tym kierunku… Być może mój rudy kot był takim moim kłobukiem przynoszącym radość i dostatek? Odkąd bowiem był w moim domu, działy się wokół mnie rzeczy dobre. Myślę, że zaczarowaność świata nie traci na wartości wraz z upływem czasu. W naszej cywilizacji jest również miejsce na wyobraźnię i inny, niedostrzegany przez wielu wymiar.

W Wielbarku kłobuk był kurą. Najpierw bezdomną, przygarniętą przez pewną kobietę. Udzieliła kurze dachu nad głową i nakarmiła, nie wiedząc, że ma do czynienia z mazurskim demonem. Za dobroć kura – kłobuk odwdzięczyła się… kupą zboża, jaką pozostawiła po sobie. Szybko rozniosło się po wsi, że bezdomna kura przynosi szczęście tym, którzy o nią zadbają. Ludzie zapraszali ją pod swój dach, karmili a ona znosiła im zboże zamiast jajek.

W Niborku kłobuk był sową. Podobnie jak wielbarska, również niborska gospodyni przygarnęła sowę, nie wiedząc, że w jej postać wcielił się mazurski demon. Szybko jednak przekonała się, że im więcej dba o sowę, tym ona bardziej odwdzięcza się dostatkiem i mirem domowym. Gospodyni wiodła więc szczęśliwe życie, nie przejmując się ani wydatkami, ani głodem. Gdy umarła, sowa wyleciała kominem i pofrunęła do kuzyna swojej gospodyni. Nie pozostawiła jednak męża zmarłej w biedzie. Szybko odkrył w komorze kilka tysięcy talarów i wszelkie kosztowności, których wcześniej u żony nie widział. W taki oto sposób kłobuk zrewanżował się za okazaną dobroć i pofrunął, sprzyjać najbliższej rodzinie swojej opiekunki.

Ludzie wiedzieli, że o kłobuka należy dbać. Ktokolwiek tego zaniechał, zostawał osamotniony przez kłobuka i zaraz potem ubożał… Niektórzy opędzali się od niego. Szybko zauważyli, że działa na niego odstraszająco znak krzyża. Jeśli w komorze wisiał krzyż, kłobuk tam nie wchodził. Nieoczyszczone na klepisku zboże musiało mieć na sobie znak krzyża, inaczej kłobuk zabrałby wszystko. W tym właśnie przypadku kłobuk był demonem bezpieczniejszym niż zwykły diabeł albo… czarownica. Przed tymi i znak krzyża nie ochronił. To była zła moc, którą trzeba było zniszczyć za wszelką cenę. I o ile diabeł pozostawał w ludzkiej wyobraźni, o tyle czarownice miały na moje ziemi żywot nielekki. Nie tyle czarownice, ile kobiety podejrzewane o czary. Jakże łatwo było zniszczyć ogrom ludzkich istnień tylko dlatego, że ktoś rzucił słowo: czarownica. Czasem wracałam pamięcią do tego, co czytałam o czarownicach mazurskich i ogarniał mnie ogromny smutek. Umierały kobiety wrażliwe, czujące więcej niż tłum nienawistnych i zastraszonych ludzi, żądnych ich śmierci.

Kłobucza wielopostaciowość: czarna kura, sowa czy inne zwierzę to tylko dowód na to, jak bardzo żył w ludzkiej wyobraźni, stając się ważnym elementem życia tych, którzy w niego wierzyli. Jak bowiem inaczej mieli sobie wytłumaczyć działanie zasady wracającego dobra. Albo zła?

Wiedziałam, że to proste prawo, rządzące wszechświatem jest tak naprawdę wielką tajemnicą, której odkrywanie zajmuje niektórym pół życia. Czary i wiara w kłobuka odkrywały to prawo znacznie szybciej i dosłowniej. Sprawiały, że ludzie stawali się lepsi, mniej podatni na chciwość. To był dobry czas dla ludzkiej dobroci.

Pozwalałam mojej wyobraźni przenosić się w tamten czas i widzieć w plątaninę nocnych krzaków kłobuki, opuszczające na noc gospodarstwa swoich opiekunów. Czułam, jakbym wróciła do dziecięcych wyobrażeń, kiedy to świat był prosty i szybko tłumaczony. Dorośli odarli go z tajemnicy i przez to gubią się w jego rozumieniu.

Na szlaku kłobuka. Wieś, której nie ma. W tym miejscu stały domy. Czarny Las. Dokumentacja zrobiona, teraz pisanie. Ludziom stąd również sprzyjał kłobuk. Fot. Mirosław Piotrowski

O kłobuku wyczytałam w książce Maxa Toeppena „Wierzenia mazurskie” wydanej przez Oficynę Wydawniczą Retman. Na temat kłobuczych czarów na Mazurach napiszę w najbliższą sobotę w Gazecie Olsztyńskiej i mojej najnowszej powieści „Prowincja pełna czarów”, która ukaże się za kilka miesięcy.

 

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Justyna

    21 sierpnia 2013 o 12:44

    Pani Kasiu, w dzieciństwie czytałam książkę Ireny Kwintowej „Uśmiechnij się bajko”. Zawiera ona warmińskie i mazurskie legendy o kwiatach (6) oraz baśnie Warmii i Mazur(6). Z tej książki poznałam opowieści o kłobuku oraz Smętku, którego kłobuki słuchały. Teraz czytam te baśnie i legendy mojej córce.

    Książka wydana przez Wydawnictwo Pojezierze, Olsztyn 1985 , pięknie ilustrowana przez Elżbietę Gaudasińską.

    http://jarmila09.wordpress.com/2012/01/24/usmiechnij-sie-bajko/

    Justyna

     
  2. ~Aneta

    22 sierpnia 2013 o 14:35

    ciekawa legenda podobnie jak ciekawa określenie „kłobuk” nie znam żadnych szczegółów na ten temat, mimo, że mieszkam na pomorzu zdecydowanie taka tradycja do mnie nie dotarła

     
  3. ~Anna

    25 sierpnia 2013 o 15:38

    Spotkałam się z kłobukiem w latach 60-tych czytając bajki.
    Nie pamiętam jednak jak był przedstawiany.

     
  4. ~Aneta

    12 października 2014 o 13:23

    Witam serdecznie!
    A ja z klobukiem spotkalam sie niedawno i po raz pierwszy za sprawa ksiazki Melchiora Wankowicza”Na tropach Smetka”.
    Ksiazka zrobila na mnie szokujace doznania. I rozbudzila ciekawosc o historii Warmii i Mazur.

    Serdecznosci.
    A

     
  5. ~Jan

    13 marca 2016 o 13:31

    Świetna strona, nie wiedziałem, że można znaleźć tyle informacji na temat Kłobuka.
    Od siebie dodam jeszcze, że można było sobie samemu wyhodować takiego opiekuńczego ducha, w dość drastyczny sposób bo zakopując płód pod progiem domu. Chciałbym zaprosić do mojego (znacznie krótszego niestety) artykułu na temat tego demona – http://slowianskibestiariusz.pl/bestiariusz/demony-domowe/klobuk/
    Pozdrawiam.