RSS
 

Archiwum - Listopad 14th, 2013

Bajdy to wcale nie bajdy…

14 lis

Czasem w legendzie lub ludowej powiastce jest więcej prawdy niż myślimy. Dziś pewnie nie dowiemy się, ile „bajdy” jest w tej, która pochodzi z pruskich Bajd.

Niewielka pruska wieś, niegdyś w komornictwie Przezmarka. Blisko stąd do Zalewa, a potem do Morąga. Ślady osadnictwa już z X wieku, a dawna nazwa to Boiden, Boyden. Chodzi o niewielkie Bajdy, z urokliwą brukowaną uliczką w centrum. Niewielu ludzi pamięta, że po wojnie miejscowość ta nosiła nazwę Bajdowo i Bajdyty – tak ją nazywali pierwsi mieszkańcy. Nazwa obecna uwzględnia staropruskość nazwy. W latach międzywojennych w centrum miejscowości został wybudowany pałac w eklektycznym stylu, otoczony parkiem i stawem. Mieszkał w nim Erich Edler von der Planitz, ostatni właściciel dóbr w Bajdach. W 1935 roku sprzedał go skarbowi państwa. Pałac został podczas wojny zdewastowany i rozszabrowano całe jego wyposażenie. Podobno wciąż jeszcze można znaleźć w niektórych domach meble i pamiątki z pałacu, podobnie jak to się stało w Pustnikach koło Sorkwit. Dziś po pałacu nie ma niemal śladu. Miejsce, gdzie stał, porośnięte jest krzakami i jest na lekkim wzniesieniu. Cegły, z których powstał, pojechały na odbudowę Warszawy. Tylko wystające schody przypominają o byłej rezydencji.

Zanim jednak doszło do dewastacji, hitlerowcy ulokowali w pałacu szkołę dla młodych przywódczyń III Rzeszy ze sprawdzonym aryjskim pochodzeniem aż od 1799 roku. W programie zajęć bajdzkiej szkoły było szkolenie ideologiczne, zajęcia kulturalne oraz sport. Młode kobiety chłonęły wiedzę w duchu narodowosocjalistycznym. A na zakończenie kursów organizowano południową porą dla mieszkańców wielkie widowiska lalkowe albo taneczne. Centrum wsi było więc w szkole. Był tu również jedyny we wsi telefon. Czasy zmieniły się po wojnie. Do wsi przybyli osadnicy, powstał w czynie społecznym klub rolnika i tam przeniosło się centrum wsi. Dziś wieś stała się nowoczesna, być może powstaną tu elektrownie wiatrowe…

Ludzie wciąż jednak pamiętają pewną legendę, a raczej powiastkę ludową,  której być może tkwi jakieś ziarno prawdy. Kto wie… Może to prawda, a nie żadna… bajda.

Zmarł pewien graf. Wówczas to pewien bajdzki rolnik z synem pomyśleli, że to dobry czas by ukraść drzewo z lasu. Jak widać, leśni rabusie żyli również w tamtych czasach. Udali się na Kościste Mokradło przy Wilczym Ogrodzie. Załadowali bale na wóz i wtedy usłyszeli ujadanie psów i dźwięk rogów myśliwskich. Pomyśleli, że zbliża się do nich polowanie. Po chwili zauważyli jednak sforę psów z ognistymi ślepiami, za którymi na rączym koniu galopował umarły graf. Z pyska konia leciał ogień i dym. Przerażeni złodzieje rzucili się do ucieczki. Ludzie mówią, że od tamtej pory miejsce to jest zaklęte. Jeśli ktoś usłyszy odgłosy tego polowania, powinien skryć się jak przed burzą – twarzą do ziemi. Pewien pasterz tego nie zrobił  i stał prosto, patrząc na psy z zaczarowanego tabunu. Niewidzialna siła pochłonęła pasterza w samo centrum polowania. Ocaleli ci, którzy skryli się i gorliwie modlili. Opowiastka ta ukazała się z książce Ericha Pohla w 1940 roku pod tytułem „Die Volkssagen Ostropreussens”, tłumaczonej przez Kazimierza Madelę i jest dostępna w Elbląskiej Bibliotece Cyfrowej. Ja dowiedziałam się o niej z Zapisków Zalewskich 23/2012. Autorem opracowania jest Kazimierz Skrodzki z Poznania.

Komplet „Zapisków” otrzymałam niedawno od Krystyny Kacprzak z Zalewa. W tak ciekawe i pełne tajemnic historie wzbogaciłam się po moim marcowym spotkaniu z Czytelnikami w Bibliotece w Zalewie. Dziękuję za gościnność i bogaty materiał do mojej pracy.

 

Najbliższe moje spotkanie z Czytelnikami na Warmii i Mazurach – w Barcianach k. Kętrzyna 22 listopada o. 17.00 (GOK). Dwa dni wcześniej – PODLASIE. Więcej na pasku z prawej strony.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii