RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2013

2013/2014

31 gru

…oraz Namiętności. Niech Was oplątuje.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

31 gru

Od zaraz. A nie od nowego roku.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wigilia…

24 gru

Za chwilę Wigilia. Przyjmijcie pod swój dach wszystkie dobre Duchy Świata. Zapalcie im lampki. Zagrzejcie dłonie. Niech będą z Wami niczym nieoczekiwani Goście. Niech Wam pomagają chwytać Wasze marzenia…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie tylko od święta

23 gru

Świątecznie posyłam słowa pełne dobrych myśli. Niech dolecą skrzydlate, lekko jak opłatek… Niech się czaruje, marzy i spełnia w całym roku, co przed nami.

Nie tylko od święta…

U Beaty Pawlikowskiej wypatrzone. W sam raz na dziś.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przedświątecznie. Naświątecznie. Nasłonecznie. Naj…

20 gru
No to mamy już czas kiszenia buraków i lepienia pierogów. Kiszenie buraków jest miłą i aromatyczną ceremonią. Zaczynam od kupienia razowego chleba (lub upieczenia na zakwasie) i obrania buraków. Kilka ząbków czosnku, sól i pieprz oraz ziele angielskie i listek laurowy wystarczą, by przygotować moje buraki do zakiszenia. Kroję je w kawałki i zalewam gorącą wodą w glinianym naczyniu do ogórków małosolnych. Dodaję przygotowane specjały, na koniec kromkę razowego chleba, który to jednak wyciągam na drugi lub trzeci dzień, by nie spleśniał. Do moich buraków zaglądam codziennie w myśl zasady o pańskim oku, co tuczy konia. Woda, w której leżą, stopniowo nabiera pięknej głębokiej barwy. Nie ma w kiszeniu nic złego, choć w Europie znajdzie się wielu obywateli, którzy na ten proces patrzą z pewnym obrzydzeniem. Co by nie powiedzieli, kwaśnienie i gnicie jest dobrym procesem, przystosowującym produkty do spożycia i wydłużającym ich trwałość, o walorach smakowych i zdrowotnych nie wspomnę. To, co ukisimy, zawiera bakterie kwasu mlekowego, które korzystnie wypływają na nasze trawienie. Bogactwo witaminy C w kiszonej kapuście jest niepodważalne. Barszcz kiszony jest zatem bardzo zdrowy i smaczny i nijak się ma to tego z torebki.
Pierogi również muszą być domowej roboty. Tym razem zmieszałam mąkę pszenną z mniejszą ilością gryczanej. Sprawdzę, czy taka wersja będzie smaczna. Obie mąki wymieszałam i zalałam gorącą wodą (dzięki temu pierogi będą miękkie i pulchne). Do ciasta dodałam trochę soli i oliwy z oliwek oraz oleju z orzechów włoskich. Też eksperyment. Wypełniłam farszem z borowików i kapusty i surowe zamroziłam. Ugotuję świeżo przed podaniem. Ech… Lubię tę świąteczną krzątaninę.

A że zima, to przeniosłam swój ogród na parapet i mam na nim wiele ziół smakowitych. Można zatem sięgnąć na sklepową półkę. Ale można i tak. Przydomowa hodowla szczypiorku.

Przed nami czas dawania. Moja przyjaciółka Basia powiedziała, że prezent to sztuka uważności. Miała rację. I to niekoniecznie przedmioty. Również dany komuś czas jest pięknym podarkiem. Tak mi się wydaje….

Rozdawajcie więc swój czas hojnie. Ja również będę to robić.

Serdeczności przedświąteczne Wam posyłam.  Dziękuję, że tu jesteście. Niech się Wam pięknie żyje.

Nie tylko od święta!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Za…cukrowani

18 gru

W sklepach tylko taki. W A N I L I N O W Y. A to sama chemia. Oto co o wanilinie mówi Wikipedia:

Wanilina (nazwa systematyczna: 4-hydroksy-3-metoksybenzaldehyd, C8H8O3) – organiczny związek chemiczny posiadający kilka grup funkcyjnych: aldehydową -CHO, hydroksylową -OH i eterową -O-R. Stanowi jeden ze składników aromatycznych wanilii.

Otrzymywanie i zastosowanie

Wanilina otrzymywana jest syntetycznie na dużą skalę i stosowana w przemyśle spożywczym i kosmetycznym jako związek zapachowy.

U osób wrażliwych może wywołać podrażnienia skóry, egzemę, zmiany pigmentacji i kontaktowe zapalenie skóry. Znajduje się w rejestrze NIH niebezpiecznych związków chemicznych.

 

Tego nie lubię. Postanowiłam więc nie spożywać tajemniczych związków chemicznych i biorę cukier trzcinowy oraz rozpołowioną laskę wanilii, zamykam w słoiku i po jakimś czasie mam swój własny cukier WANILIOWY. Pyszny, aromatyczny i… prawdziwy!

Można kupić w sklepie z firmy Kotany. Ale gdy policzyć, to drogi i nie we wszystkich sklepach jest. Więc postanowiłam produkować go sama. U nas w Kauflandzie w Mrągowie miła pani otworzyła malutkie stoisko z mnóstwem przypraw. Są laski wanilii za jedyne cztery złote. W sklepie po dwanaście. Z takiej laski produkuję cały słoik własnego cukru waniliowego. Pachnie pięknie, o wiele mocniej niż sklepowy, nawet jeśli z wanilią. A cukier trzcinowy zdrowszy!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Urlop od trzynastego…

13 gru

Trzynasty grudnia. Piątek. Nigdy nie byłam przesądna, więc pewnie dlatego mój zimowy odpoczynek zaplanowałam właśnie na tę datę, z nadzieją, że się uda. Wróciłam ze Stalowej Woli, pełna wrażeń po spotkaniu w Czytelnikami. Tamtejsza biblioteka obchodziła 75 lecie powstania. Było wielu zaproszonych gości, przemówienia, wyróżnienia i upominki, a wszystko kręciło się wokół czytelnictwa, książek i o nich była przede wszystkim mowa na spotkaniu. Biblioteka zaprosiła również Manulę Kalicką, pisarkę, właścicielkę agencji promującej polskich pisarzy i moją od ubiegłego roku koleżankę. Poznałyśmy się na Festiwalu Polskich Pisarek w Siedlcach w październiku 2012 roku.

Wróciłam pełna ciepłych wspomnień, a pierwsze pojawiło się już na niewielkiej stacyjce Pilchów.

Wysiadłyśmy w szczerym polu, Manula słusznie powiedziała, że brakuje tu tylko furmana. I ten przyjechał, całkiem nowoczesny, w osobie taksówkarza pana Stasia, który zawiózł nas do Stalowej Woli.
Dawnom takiej stacyjki nie widziała!

Czy wiecie, że w hucie w Stalowej Woli pracowało 22 tysiące ludzi? To niewiarygodne. Powiedział mi o tym pan Stanisław. Policzyłam, że to prawie tylu, ilu mieszka w Mrągowie.

Relacja ze spotkania w Bibliotece na stronie TELEWIZJI STELLA

Teraz, już po spotkaniu, odpocznę z radością. W przyszłym tygodniu moja książka idzie do druku. A ja zajmę się czasem świąt i poświąt. Basi Nowak oraz paniom z Biblioteki w Stalowej Woli dziękuję za piękne spotkanie i całą organizację czasu!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozmyślania szubińskie

03 gru

Nim wyjadę z Szubina do Koronowa na następne spotkanie, mam czas dla siebie. Lubię te momenty podróży, gdy nie muszę wcześnie wstawać, a i tak wstaję. Ale o ileż inaczej wstaje się, gdy nic nie pogania, nie płoszy i nie zajmuje od razu nawałem obowiązków. Gdy pracowałam w urzędzie miejskim, wchodząc do pracy o siódmej trzydzieści od razu wrzucona byłam w wir obowiązków i pracy. Telefony, maile, papiery… Teraz żyję inaczej, bo tak wybrałam. Nie chcę być już wrzucana w nagłą rzeczywistość i wolę moje obecne powolne poranne rozruchy, kiedy mam czas jeszcze sięgnąć po książkę, pomyśleć, poćwiczyć, posłuchać radiowej dwójki.

Bo napisałam książkę i potem kolejne i zostałam pisarką, realizując tym samym marzenie swego życia. Każdy ma w życiu swoją drogę, swoje wybory. Każdy może zdecydować o zmianie życia.

Pamiętam wciąż powtarzający się z dzieciństwa sen. Śniło mi się, że COŚ dostałam. Raz był to miska z lanymi kluskami, raz pierścionek, lalka z długimi włosami, piękny sweter, a czasem pieniądze. We śnie cieszyłam tym, co dostałam. Być może odzwierciedlało to jakieś moje potrzeby na tamtą chwilę. Czułam wielkie szczęście z faktu posiadania czegoś w moim świecie, które jednak pryskało w chwili, gdy tylko budziłam się. Nie mogłam z tamtego świata do tego przenieść pięknej lalki ani wypchanego pieniędzmi portfela. Pamiętam, że próbowałam nawet to coś chwycić w palce i przenieść w chwili przebudzenia. Jako małe dziecko nie rozumiałam jeszcze, że nie jest to możliwe – skończyć na jawie jedzenie śnionych właśnie ulubionych lanych kluseczek w ciepłym mleku. W taki sam sposób nie zabierzemy ze sobą niczego. Że pozostaną po nas wszystkie książki i przedmioty, bo dostęp do innych wymiarów będzie miała tylko nasza dusza. Jakaż więc wielka nieużyteczność z ton zgromadzonych przez nas przedmiotów… Na chwilę tylko cieszymy się z nowej sukienki, butów, telewizora, auta, drogich gadżetów. Potem chcemy kolejnych: sukienki, butów, telewizora. Gdy człowiek w taki sam sposób cieszył się na pokonywanie kolejnych ograniczeń, przebudzenie w sobie miłości i pogłębianie swojej wrażliwości, jakim pięknym dla nas byłby ten świat.

Nasze życie ma bowiem sens tylko w tym, ile włożymy w naszą duszę i na ile pozwolimy jej rozkwitnąć. To jedyny bagaż, jaki jest potrzebny do tego, by pokochać siebie. Rytm ciała, melodia umysłu i harmonia duszy tworzą symfonię tego świata.

Tu jestem. Miasteczka tu czyste i zadbane. Pałace z historiami. Poznałam wczoraj szalonego fotografa na emeryturze, buddystę i właścicielkę przydomowego schroniska dla zwierząt. Czy to wystarczy, by tu wrócić?

Mirosław Rzeszowski – „zakręcony” dyrektor biblioteki w Szubinie. Jego pasją są drzwi. Kolekcjonuje je naprawdę i wirtualnie. Robi piękne zdjęcia, pisze wiersze. Proponując mi coś ciepłego do picia zapytał: herbatę fermentowaną czy nie? Oczywiście, że chciałam niefermentowaną, czyli zieloną. Moja ulubiona. Dostałam od niego paczuszkę prosto z Indii. Uraczę się po powrocie.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zabłudów. Podlasie

03 gru

Piękne spotkania na Podlasiu. Wasilków, Zabłudów i Białystok oraz piękne podróże po tej ziemi, która jest mi bardzo bliska…

Myślę, że znów będę tu na wiosnę, więc aura będzie cieplejsza i piękniejsza, ale… listopad nie przeszkodził w delektowaniu się chwilą. Młodzież w Wasilkowie i Zabłudowie piękna i mądra. Dobrze spotykać takich ludzi na swojej drodze…

Mam zdjęcie ze spotkania. Spotkanie z fantastyczną młodzieżą w Zabłudowie. Co to były za pogawędki! W czerwonej bluzie w prawy rogu – Stefan. Mądry i rezolutny chłopak, który został mojej „asystentem”…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przed podróżą. Przedostatnią w tym pracowitym roku

01 gru

Dziękuję za każde spotkanie z Wami. Mam za sobą naprawdę pracowity rok. Od 8 kwietnia przemierzyłam 14 tys. kilometrów, by dojechać od Was, do każdego zakątka Polski. To piękne, że chcecie czytać i spotykać się z ulubionymi pisarzami. Dziękuję – za każdą Waszą przeczytaną książkę polskiego autora.

Wróciłam wspomnieniami do spotkania w Poznaniu, bom dostała link do pisma, w którym ukazała się relacja. Przypomniałam sobie, że spotkałam tam dwoje fantastycznych ludzi. Danusię Łeszyk, którą zobaczyłam po raz pierwszy, i Roberta Reszkę, twórcę ciekawego portalu o Mazurach. Jego portal będzie miał patronat nad moją nową książką „Prowincja pełna czarów”.

a już od jutra:

2 XII, godz. 18.00: Rejonowa Biblioteka Publiczna w Szubinie, ul. Kcyńska 11,
3 XII, godz. 14.00 – Miejska Biblioteka Publiczna w Koronowie, ul. Szosa Kotomierska 3,
3 XII, godz. 17.30 – Gminna Biblioteka Publiczna w Osiu, Rynek 2, bibliotekarka Maria Siekierkowska,
4 XII, godz. 16.00 – Gminna Biblioteka Publiczno-Szkolna w Dąbrowie Chełmińskiej, ul. Bydgoska 19

 

Rozstrzygnęłam konkurs na audiobook za książkową inspirację. Płytę otrzymuje Agnieszka S. z Barczewa. Oto fragment jej opowieści, którą na pewno jeszcze kiedyś przeczytacie. Pisownia oryginalna :), nie zmieniałam treści maila.

W latach 70-tych,na ktore przypada moje wczesne dziecinstwo w okolicy Barczewa-niedawnego przeciez Wartenborka mieszkalo wciaz wielu Warmiakow.Zyli-byc moze juz przeczuwajac,ze za lat kilka podziela niedole Zydow polskich zaledwie dekade wczesniej…Ale kiedy los ich byl jeszcze w miare pewny ,zylismy w niejakiej symbiozie.Wiedzialo sie,ze Warmiaczki czesto posiadaja magiczna wiedze i umieja leczyc to, co zgola niewyleczalne.Na podobienstwo Ukrainskich Szeptuch-nasze Warminskie babki-zielarki uleczyc potrafily wiele a i wiele zrozumiec ze swatowych tajemnic.
I stalo sie tak,ze moja mlodsza siostra zapadla jako kilkuletnie dziecko na nieuleczalna chorobe skory.Bardzo cierpiala.Rodzice wozili ja po lekarzach i szpitalach.Bezskutecznie.Az razu pewnego tatus wrocil z grzybobrania i oznajmil,ze ludzie w lesie powiedzieli mu o Warmiaczce-starej i madrej,ktora mieszkala gleboko w lesie ,w chacie bez adresu.A ponoc wyleczyla juz niejednego.Zapytany o droge do owej Babki-nikt nie potrafil jasno odpowiedzec.Jedni mowili ,ze na rozstajach skreca sie w prawo ,drudzy ,ze w lewo.Inni jeszcze byli przekonani,ze aby do  niej dotrzec,trzeba przejsc przez samo uroczysko…Tatus byl odwazny i dlatego po kilku dniach namyslow-wyruszyl w droge na poszukiwania Babki i jej chaty ukrytej w lesie.Moja siostre posadzil na siodelku roweru,ktory poprowadzil przed siebie w nieznane-nie mielismy jak wiekszosc wtedy samochodu.Szli dlugo przez gesty las/tata wciaz modlil sie ,zeby nie zagineli w chaszczach i zeby udalo im sie znalesc stara Warmiaczke.Otuchy dodawaly im jedynie trele ptakow w wysokich sosnach.
I jeszcze jeden list od Zenona z USA z Ohio. Pisownia również oryginalna.
Urodzilem sie na Warmii, i po wojnie nie bylo radia ani telewizji. Wieczorami starsi wraz z calymi rodzinami zasiadali do stolu i po posilku rozmawiali o minionych starodawnych czasach. Rodziny byly duze, a i sasiedzi zapraszali sie do siebie nawzajem. Co tydzien gwara dzieci z otwartymi ustami sluchala opowiadan dziadkow i babc. Ja bylem jednym z tych dzieci. Dzieciom nie wolno bylo zasiadac razem z doroslymi. Dzieci mialy swoje miejsce ale wolno nam bylo zasiadac naokolo stolu albo ogniska. Bajki i legendy Warminskie splatane byly bardzo silnie z tradycjami i kultura Niemieco-Pruska. Ja sam uroslem w domu gdzie mowiono dwoma jezykami.
Wiekszosc basni bylo w Niemieckim – albo Warminskim jezyku, ktorym b.dobrze mowilem do 7-miu lat.
Jezyk Warminski zaginal.
 
Pamietam bajki o olbrzymach, nimfach wodnych – topielice /topily zablakanych nad bagnami/; o wiedzmach, ktore przychodzily nacami i zaplataly warkocze z konskich ogonow i grzyw; o wielkich rybach pilnujacych zatopionych skarbow; o kopalnich zlota i srebra na Warmii; o kosciele ktory stal na bagnach i zatonal i jeszcze do dzisiaj jak sie przechodzi obok tego miejsca w dniu kiedy to sie stalo to slychac dzwony o polnocy; o ukrytch przejsciach do srodka ziemii na Warmii… itp.
 
Wiekszosc byla po 1945 roku zablokowana do nauczania ale ludzie opowiadali te historyjki do smierci.
 
Wiekszosc Warmiakow zabrala bajki Warmii… do grobu.
 
Sam zbieralem tez pioruny-bursztynowe i kolorowe kamienie, ktore czesto wyrzucala woda po burzy na brzegi jezior.
Dziękuję Wam kochani, a jeszcze przed świętami ogłoszę na pewno jakiś konkurs świąteczny, by sprawić Wam książkową przyjemność. Najpierw jednak muszę zakończyć swoje podróże. Szkoda mi trochę… Czas minął tak szybko. Ale  już w następnym roku na pewno znów gdzieś się spotkamy!
 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii