RSS
 

Jak Jaskółka z Gąsiorem

14 lut

W sercu Puszczy Piskiem, w miejscowości Gąsior, gdzie tylko kilka domów stoi, młoda matka, której Internet musi zastąpić kontakt ze światem. Czasem, gdy brak prądu, robi się w domu chłodniej więc lepiej wybrać się na spacer po lesie. A do niego tylko dwa kroki i wchodzi się do świata pięknych tajemnic i historii tej maleńkiej ojczyzny.

 

Doceniona w tak zwanej blogosferze, gdzie całodobowy rejwach, wiedzie życie spokojne i powolne, odmierzane porami roku – Joasia Jaskółka, rocznik 85. Nie należy do żadnego klubu matek, nie wychodzi z dwuletnim Kosmykiem na plac zabaw. Rzadko spojrzy na telewizję (pod warunkiem, że ma akurat prąd), choć w niej roi się od programów poradnikowych, mówiących o tym, jak wychowywać dziecko, by było mądre i dobre. Tu, w sercu Puszczy Piskiej, z rozległymi wodami Bełdan z jednej strony i mruczącą Krutynią z drugiej Joasia może liczyć tylko na swoją intuicję. Pomyślałam więc o niej: Intuicyjna Matka, bo i na co innego może tu liczyć, jak nie na intuicję? No i na mamę Danutę, bo wciąż piękna i młoda, jakby Puszcza Piska sprzyjała urodzie tutejszych kobiet.

Joasia pracowała w stolicy. Codziennie z okien mieszkania patrzyła na Pałac Kultury i Nauki i zastanawiała się, jak związać koniec z końcem. Nie poddawała się jednak, licząc, że nie po to z Mazur jechała do Warszawy, studiowała i poznawała nowe smaki życia, by teraz z tego rezygnować. Jednak przyszedł czas, że Puszcza ją wezwała. Joasia wróciła do dawnego świata, już z maleńkim Kosmą, zwanym przez wszystkich Kosmykiem i została tutaj, w jednej chwili przeistaczając się w kobietę z prowincji.

A ich obecność  w Gąsiorze zaczęła się od mamy. Gdy była jeszcze młoda i u progu dorosłego życia, wypłynęła kiedyś na z mężem Tomkiem łódką „Stynką” nad jezioro. Płynęli z Nidy do Mikołajek, a przynajmniej taki mieli plan. Koło Kamienia, o którym opowiadałam tydzień temu, mili wywrotkę i już tam zanocowali. Na drugi dzień popłynęli dalej i zobaczyli maleńką osadę nad jeziorem, z urokliwymi domkami. Nie znali nazwy tej miejscowości. Nie wiedzieli, że minęli Gąsior. Danusia pomyślała:

- Ach, mieszkać tu kiedyś…

Być może jeziora mazurskie mają tajemniczą moc spełniania marzeń, wypowiedzianych szczerze i z wiarą. Po jakimś czasie jej mąż, gdy wrócił już z wojska, poszedł do pracy w nadleśnictwie i otrzymał dwie propozycje pracy: w Karwicy i… Gąsiorze. Mąż od razu odrzucił Karwicę i został Gąsior. Rozpoznali tę wieś dopiero wtedy, gdy do niej pojechali.

Dziś tu mieszkają, choć wcześniej mieszkali w Iznocie, tuż za lasem, w starym domu z 1936 roku. Mieli tu sklep i ciężko pracowali, a Joasia do dziś pamięta, że nie miała wówczas normalnych wakacji, bo trzeba było pracować w handlu. Ale nie żałuje żadnej z chwil, bo to one uformowały ją i dzięki nim nabrała doświadczenia.

Gdy wróciła do dawnego świata, uspokoiła swoje myśli. Nie musiała już stać w korkach, myśleć, jak związać koniec z końcem i czy Kosmyk będzie dobrze się wychowywał na warszawskim podwórku. Teraz jest intuicyjną matką w sercu Puszczy Piskiej, z Kosmykiem przemierzają cała kilometry lasu i wciąż ze sobą rozmawiają. Latem wynajmują część domu turystom i to oni właśnie, gdy tu przyjeżdżają, zastanawiają się:

- Ciekawe, czy znów ich spotkamy w lesie. Matkę z synkiem wciąż gadających do siebie?

I spotykają, bo Joasia przeważnie na spacerze, a synek ma od świeżego powietrza rumiane policzki i silne nóżki. Jest większy i silniejszy niż jego rówieśnicy, a i zna więcej mazurskich tajemnic niż oni. Wszelkie cmentarze i kapliczki wokół już dawno są przez nich odkryte. Na najbliższym leży dawny właściciel Gąsiora Paul Stopka, zabity przez Rosjan dokładnie w dzień urodzin…

A na rozstaju dróg prowadzących do leśniczówki Gąsior i do wsi stoi kapliczka, której prawie nie ma. A na tamtym cmentarzu…

Takich opowieściom Joasi nie ma końca. Wciąż coś mówi i wciąż coś widzi. Mały Kosmyk poznaje te miejsca razem z nią i ma otwarte szeroko oczy na otaczający go świat. Wyjeżdżając z torbą stynek w bagażniku pomyślałam, że chyba lepiej, że chłopiec żyje tutaj, ze swoją mamą w sercu Puszczy. Blisko natury żyje w pełni, choć nie buja się na nowych konikach z placu zabaw.

Joasia codziennie pisze swojego bloga BLOG JOASI. Tata Kosmyka w pacy w Giżycku, mama zabiegana w obejściu. Joasia jej pomaga, ale łapie każdą minutę by swoje wrażenia i marzenia przenieść do blogosfery. Dziennikarze proponują wywiady, opowieści o Joasi ukazują się tu i ówdzie, a sama Joasia zastanawia się, dokąd dziś pójdą z Kosmykiem na spacer…

 

A na koniec przepis na stynki:
Stynki wyczyścić i pozbawić głów, obtoczyć w mieszaninie mąki pszennej i ziemniaczanej, usmażyć na gorącym oleju jak frytki, posolić przed podaniem. Zajadać z apetytem.

PS. A wieczorem opisze wczorajsze spotkanie w Mikołajkach… Cudowne!

 

Stynki – widzę w komentarzach, że pytacie co to. Maleńkie rybki. Ja je czyszczę, więc nie zjadam z wnętrznościami. :) Smażę jak frytki Nazywam je mazurskimi krewetkami.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~M.A.

    14 lutego 2014 o 11:33

    …ale co to takiego: stynki?

     
  2. ~Joanna Jaskółka

    14 lutego 2014 o 12:19

    Jeśli kiedyś sobie wyobrażałam, że ktoś o mnie napisze, to nigdy nie sądziłam, że napisze tak pięknie :)

     
  3. ~Mieszko I

    14 lutego 2014 o 12:48

    Piękne miejsce :) Wydaje się, że spokój jest tam gwarantowany ;)

     
  4. ~M.A.

    14 lutego 2014 o 14:12

    …stynki. Juz wiem, male rybki przypominajace wygladem szprotki. Zimowe odlowy. Wstyd sie przyznac, ze sie o nich nigdy nie slyszalo, choc do jezior mialo sie „zaledwie” kilka kilometrow.
    Na dodatek, z wyniku i zdjec wynika, ze je sie chyba je w calosci…znaczy ze wszystkim w srodku. To…musza na prawde smakowac, albo na poczatku pachniec tak, ze czlowiek calkowicie zapomina, z czego dokladnie ow rybka sie sklada.
    A sklada sie przeciez z wielu powiazanych ze soba czesci, systemow podtrzymujacych zycie, zapewniajacych tlen, pokarm. Nie zniesmaczniam, tylko staram sie wyobrazic. W sumie jesli nie czuc az tak ryba…