RSS
 

Archiwum - Luty 18th, 2014

Nie było zimy :)

18 lut

Tegoroczną łagodność zimy sama dla siebie przewidziałam jesienią. Kiedy bowiem poszłam na październikowy spacer do lasu, zauważyłam, że pod dębami mało żołędzi. Nieporównywalnie do ilości żołędzi w tamtym roku, kiedym to obserwacje poczyniła w lesie podwarszawskim, przed spotkaniem w Nieporęcie.  Poza tym liście na drzewach utrzymały się dłużej, a to również znak, że zima nie będzie ostra.

- Będzie słaba zima, bo mało żołędzi – mówiłam mojej rodzinie. Nie wierzyli. To samo powiedziałam w miejscu, gdzie odbieram opał. Właściciel firmy tylko się uśmiechnął.

Nastał grudzień i styczeń. Jak było, sami wiecie. Tylko czasem zima zaskoczyła drogowców, ale generalnie – prawie wiosna. Dziś jest taki właśnie wiosenny dzień, a ja przypominam sobie te moje przepowiednie. Właściciel firmy opałowej poprosił mie o proroctwo zimowe również tej jesieni:

- Zamawiam prognozę pogody u pani. – Powiedział.

Bo natura zawsze wszystko wie najlepiej. Człowiek próbuje się mądrzyć, uruchamia procesy i mechanizmy, a tymczasem… przyroda jakby od niechcenia, bez musu. Bo wszystko na świecie dzieje się samo. Jakby bez użycia siły. Nic nie MUSI BYĆ WYKONANE, a wszystko się samo dzieje. I to piękne.

A żołędzie same spadają w takiej ilości, by wyżywić dziki.

Miałam napisać o spotkaniu w Mikołajkach, co było w czwartek, 13 lutego. Miło mi w Mikołajkach i dobrze, bo i akcja jednej z moich książek, Prowincji pełnej słońca, dzieje się właśnie tam. Była nawet pani Basia, żona jednego z moich „inspiratorów”, podleśniczego z Kulinowa. Była pani Tereska z Prawdowa, specjalistka od kołaczy, o której ostatnio często myślałam, by się do niej wybrać i porozmawiać. I Basia Dębowska była, nauczycielka z Woźnic, co do tej pory znałyśmy się tylko z FB, a o której pisałam kiedyś do Gazety Olsztyńskiej. Drogie bibliotekarki Renatka i Ewa przygotowały piękne spotkanie z poczęstunkiem, a czas minął szybko, aż za szybko, w pięknej i serdecznej atmosferze. Dziękuję Mikołajkom za takie piękne przyjęcie. Dziękuję za obecność – niektóre osoby po raz kolejny, znajome już z widzenia i z uśmiechem witające.

To był piękny czas.

Szkoda, że szybko minął. Zdjęć jeszcze nie dostałam, ale jak będą, to się pewnie z Wami podzielę. Dziękuję za ciepłe życzenia urodzinowe. Niech wszystko, czego życzycie, wraca do Was z trzykrotną mocą. Takie to czary…

Pierwszy niemalwiosenny spacer zaliczony. Tym razem w Mrągowie. Skwer z fontanną, o tej porze roku wygasłą. W oddali różowa kamienica to KAMIENICA PEŁNA SZEPTÓW czyli miejsce akcji Prowincje pełnej marzeń. W tle Jezioro Czos. Niebieszczy się w słońcu jak ważka. A ja na ławeczce, z twarzą ku słońcu. Rozmyślam o zwykłych sprawach. Jakie buty na wiosnę, jaką zupę na obiad… W zwykłych sprawach ukryte jest niezwykłe szczęście….

I ostatnio wypatrzone w czyjejś siatce na zakupach. Sfotografowane przez mnie. Wrzucam, bo zabawne.

 

Niemal wiosenny dzień. To pewnie stąd moja ochota na zielone. Wraz z pierwszym smakiem na zielone przychodzi wiosna. Tak jest u mnie. A u Was? Zielona zupa, czyli bez grama marchwi. Kapusta słodka, brokuły, zielony groszek mrożony (ach, te letnie zupy ze świeżego ogródkowego groszku…), pokrojony w kosteczkę ziemniak i por w talarkach. Do tego garść świeżego tymianku, sól, świeżo zmielony czerwony pieprz (cudnie aromatyczny…), mleko kokosowe, łyżka zmielonych płatków owsianych oraz prażonych pestek dyni i dwie łyżki sera mascarpone. Wyszła przyzwoita zupina jak na tę porę roku. Dosmaczam ją delikatnie, bo warzywa wciąż oddają aromat. Posypałam koprem, żeby zazielenić i zajadam właśnie z apetytem. W przerwie między rozdziałami.

PS. A chleb owsiano – żytni się z dynią i czarnuszką właśnie dopieka.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii