RSS
 

Sobota w domu

15 lis

Gdy mam czas na dom, jestem szczęśliwa. Szczęśliwa jestem również w podróży. Myślę, że szczęście to nie nowa plazma, wakacje na Majorce i trzysta par butów w szafie. Szczęście to coś w środku; pestka naszej świadomości. W powrotach do domu jest szczęście, w prostych czynnościach, w gotowaniu, czytaniu albo spacerowaniu po ulubionych uliczkach naszych miast. Lub wsi.

Moje czytanie dziś odbywało się z nieodłącznym kotem Dyziem. Jak widać, słaby z niego czytelnik.

Dziś odpoczywałam niespiesznie. To również szczęście  – mieć czas na niespieszność i uważność. Czytanie sprawia wówczas niebywała przyjemność. Myślę, że ważne jest znaleźć przynajmniej raz w tygodniu czas na takie chwile – na powolność, dobre jedzenie, spacer, książkę, a nawet maseczkę na twarz z czegoś zdrowego, nie kupionego w drogerii. Dziś wypróbowałam maseczki zielonej: zmielone algi (kupuje się w sklepach) wymieszałam z mlekiem i zmiażdżoną odrobiną awokado, dodałam kilka kropel cytryny. Położyłam na twarz z pewnością, że robię dla siebie coś zdrowego, niewymuszonego i za bardzo małe pieniądze.

A na kolację sobotnią, miłą od rozleniwienia, tartinki z humusem z chleba na zakwasie. Taki pomysł na kolację. Humus z ciecierzycy i pasty tahini. Zblendowałam. Dodałam smażonej cebulki, pieprzu świeżo i dość grubo zmielonego, czosnku wyciśniętego przez praskę i kilka kropel cytryny. Cytryna podnosi smak wszystkiego, do czegokolwiek ją dodać. Posmarowałam na kromeczkach, posypałam pieprzem i kiełkami brokuła oraz szczypiorkiem, co już mi się uhodował na parapecie.
Zdrowa, bezmięsna kuchnia nie może być nudna :)

Więcej o humusie i paście tahini tutaj.

A jutro bieganie i kibicowanie mrągowskim morsom, którzy już zaczęli sezon. O dwunastej na plaży miejskiej spotykają się amatorzy zimnych kąpieli. Kto chce, niech się przyłącza. Ja do nich dobiegam i mam frajdę z tego, że wspieram ich duchowo. No i wybory. To jasne. Moje pierwsze, od kiedy mieszkam na wsi. :)

Wyszłam na chwilę na podwórko. Silny wiatr otworzył nagle drzwi tarasowe i wdarł się do ciepłego wnętrza domu. Nie mam już żadnych wątpliwości. Tak, to TEN wiatr.
Pewnego dnia, w listopadzie przychodzi taki wiatr, który zrywa ostatnie liście z drzew. Po nim nastaje cisza przed zimą. Co roku czekam na tę chwilę i, kiedy przychodzi, zamykam się w ciepłym wnętrzu domu, by ogrzać się i uspokoić, bo bywa, że wiatr ten mąci moje myśli i sen. Ale wiem, że musi tak być, bo wszak TEN wiatr sprawia, że drzewa robią się nagie, a ziemia pod nimi zaściela się ostatnim kobiercem. W przyrodzie również rodzi się niepokój z powodu przemijania. Odchodzenia. Natura świata łączy się wtedy z naturą ludzką. Listopadowy ostatniolistny wiatr jest przeplataniem się tych natur. Znów czuję się bliżej wszechświata.

Dobrej niedzieli, kochani! Jesień jest piękna. Każdy czas jest ważny. Czasem myślę, że pory roku to po prostu warstwy świata. Nie ma jednej bez drugiej, lepszej i gorszej. Są. Musi przebrzmieć jesień, by czas zaścielił się bielą.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Karolina S.

    16 listopada 2014 o 17:05

    Fakt, ostatnio byłam szczęśliwa jak obładowana jak wielbłąd wracałam z sobotnich zakupów. Dostrzegłam jak piękny jest świat wokół mimo jesiennej, niesprzyjającej aury, bo przeszłam się na nogach od bardzo bardzo dawna. Zawsze żyłam w pośpiechu, a to zakupy robiłam przy okazji po pracy, teraz po urodzeniu dziecka obowiązek zakupów przejął mąż. Co prawda popchnęła mnie do tego awaria auta, ale warto było, bo zajrzałam na targ gdzie znalazłam rozmaite dobra – przede wszystkim nieprzetworzone i bez glutaminianu sodu jak we wszystkich marketach, odkryłam sklepy mięsne i rybne, sprzedawców z prawdziwej wsi sprzedających owoce własnych rąk czy hodowli. Teraz zakupy na targu staną się moim cotygodniowym rytuałem. Dodatkowo sprzedawcy są ludzcy, nie są anonimowi jak w marketach, każdy rzuci jakieś dobre słowo, uśmiechnie się, a nie będzie mówił sztucznie – zmuszony do „dzień dobry” i „zapraszam ponownie”, bo z pewnością Ci ludzie nie są szczęśliwi w swojej pracy traktowani instrumentalnie, a nawet w jednym z marketów wołani po numerach jakby byli w obozach. Warto dostrzegać rzeczy małe i się nimi cieszyć.

     
    • autor

      16 listopada 2014 o 19:58

      Prawda! Te ryneczki są ostojami spokoju i dobrego jedzenia. Gratuluję, że znalazła Pani swoje miejsce :)

       
      • ~czekolada72

        17 listopada 2014 o 08:05

        W powrotach do domu, zwlaszcza, gdy pali sie w nim swiatelko, bo ktos czeka, acz niekoniecznie, zwlaszcza, gdy na polu szaro, buro i ponuro, a zwlaszcza gdy czarno, mokro, i zawierucha, jest cos niezwykle magicznego… I nalezy dziekowac Najwyzszemu, jezeli taki powrot do domu jest dotarciem do portu, a nie wywoluje nerwowych skurczow zoladka…

         
  2. ~Marzena

    17 listopada 2014 o 20:46

    Och jak mi brakuje w tym tygodniu czasu na taką nieśpieszność. Dzisiaj zamierzam taki czas sobie stworzyć i wieczorem siadam do Pani książki (od tygodnia nie miałam jej w ręku!!! )