RSS
 

Balsamiczność. W domu. W cieple

26 lut

Już w domu, ale wciąż jeszcze wolniej. Więc i myśli krążą we mnie wolniej, i krew, i życie mniej urywane, nie dzieli się na wielość, lecz jest bardziej linearne. Patrzę przez okno na rodzącą się wiosnę i niedługo się o nią otrę, posmakuję jej. Tuż za miedzą świat smakuje wszak inaczej niż w zakorkowanym mieście. Każda pora roku niesie inny zapach i po nich odróżnia się nadchodzące po sobie pory roku. Jednak nie trzeba mieszkać na prowincji, żeby to zauważyć. Można mieszkać w sercu miasta. Wystarczy tylko od czasu do czasu zmierzyć się z podmiejską zielenią, jednocześnie codziennie pielęgnując w sobie prostą miłość do natury.

Tęsknię za płynnością.

Lubię samotne podróże, jakiekolwiek. Te w biegu, te w aucie i te na rowerze, na spacerach. Oraz te na macie, choć są w miejscu, bo mimo iż donikąd nie idę, to jednak przenoszę dokądś swoje myśli. Czyż nie w podobne podróże udawał się Marcel Proust, chory na szczególnie ciężką odmianę astmy, przez którą to nie mógł wyruszyć dalej, niż nocą na pobliskie uliczki? Podróże w głąb siebie są równie ważne. Przyrządzam smaczny obiad. Rozpieszczam się.

Balsamiczne kopytka z batatów

Gotuję bataty. Pyrkają wesoło i napełniają dom słodkim, lekko pudrowym zapachem. Gdy wystygną, obiorę je, przecisnę przez praskę. Dodam łyżeczkę curry, trochę soli, dodam pół albo więcej kostki twarogu, a potem dosypię mniej więcej tyle mąki pszennej razowej i ziemniaczanej, ile jest batatów. Albo kapkę więcej – na wyczucie, żeby nie było twarde i kluchowate. Dosypię kurkumy i wbiję jajko. Wymieszam. A potem zrobię podłużne wałeczki i pokroję na kopytka, albo nałożę porcję łyżką i wrzucę na wrzątek. Ugotuję. Dorobię do nich pyszny, aromatyczny sos. Rozpuszczę masło, dodam curry (troszkę), odrobinę soli, kilka kropli cytryny, kapkę kurkumy, łyżkę płaską miodu i czubatą łyżkę śmietany. Bo i poleję tym moje bataty, które zyskają niepowtarzalny smak. I posypię cynamonem albo prażonym sezamem. Taki pomysł na dzisiejszy obiad, kiedy nieco słaba i zmęczona chcę się rozleniwić w tym balsamicznym i ciepłym smaku batatów, masła, miodu, cynamonu i sezamu.

Polub spacery i bycie sam na sam ze sobą. Myśl o pięknie wszechświata i o swoim pięknie, które stopniowo w ciebie wnika. Bycie pięknym nie jest tak naprawdę trudne; wystarczy tylko moje: CHCĘ. Bo piękno jest gdzie indziej.

Nie stanę się piękna, jeśli będę bazować na tym, co daje mi nowoczesny świat i przemysł. Niezwykłe kremy i zabiegi kosmetyczne w najdroższych SPA nie sprawią, że będę świadoma swego ciała. To, niestety, tylko forma wydawania pieniędzy, ale otrzymywania niewiele w zamian. Świat czyha na nie i czas to wreszcie zrozumieć. Jestem tylko klientką i nikomu w głębi serca nie zależy, bym wyglądała zabójczo. To jest najważniejszego tylko dla ciebie. Położona w gabinecie kosmetycznym maska na twarz, która kosztuje sto złotych, tak naprawdę nie ma lepszego działania od położonej w domu, w przerwie obiadowej, maski z rozgniecionego awokado i cytryny. Masaż twarzy, za który zapłaciłam dwieście złotych, jest bardzo często podobny do tego, jaki zafundujesz sobie sama wcierając w twarz na przykład dobrej jakości olejek migdałowy albo z awokado .

Masaż twarzy mimochodem

Masuję twarz w poprzek zmarszczek i uwagę swoją poświęcam zwłaszcza miejscom, gdzie moja mimika przez lata wyraźnie się zagłębiła. Po kilku minutach takiego masażu „w poprzek” twarz naprawdę staje się gładsza i młodsza, jak po najlepszym zabiegu w drogim SPA. A mnie kosztuje to tylko kroplę oleju ze słodkich migdałów, jojoba lub witaminową ampułkę A+E. Mogę w tym czasie czytać książkę lub słuchać radia, mogę obejrzeć wiadomości w telewizji lub rozmawiać z bliskimi.

Przebudzenie. Świat za oknem. Dom. I list taki piękny:

Pani Kasiu, inspiruje mnie Pani do prostego, szczęśliwego życia.
Podobnie jak pani zachwycam się nad każdym małym kwiatkiem, biedronką,
krajobrazem, człowiekiem i staram się taki pryzmat przekazać swoim
małym dzieciom. Postanowiłam przejść na urlop wychowawczy, a co tam -
praca nie ucieknie, rodzina jest najważniejsza i spokój. Uczy Pani, że
lepiej być a nie mieć. Będę miała w tym roku ogródek taki jak
Ludmiła... Zbieram na własność Pani książki, gdyż wiem że często
będę do nich wracać. Jestem ciekawa czy ma Pani dzieci? Pozdrawiam. Ania
Jargoła z Nowego Miasta Lubawskiego
'
Pani Aniu, dziękuję za te słowa. Są balsamiczne jak spokój i cisza w domu. Mam jednego syna. Ma 21 lat i na imię Mateusz. 


 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Kuba

    26 lutego 2015 o 12:59

    Pani Kasiu, przepis na te kopytka z batatów nie dość, że bardzo interesujący, to napisała go Pani jakimś takim delikatnym językiem, jakby to sam Anioł na puszystej chmurce kopytka tworzył :) Ja z niecierpliwością wyczekuję smaku wiosny, a słońce, które nas coraz częściej odwiedza, tylko wzmaga apetyt :) Pozdrawiam!

     
  2. ~staszek

    26 lutego 2015 o 15:05

    Życzę smacznego . nigdy nie jadłem takich pyszności . Tych opisywanych potraw (przepisy) w książkach też nie. jaki jestem ubogi w jadłospis .smutne

     
  3. ~M.A.

    27 lutego 2015 o 08:23

    Bardzo ciepło pozdrawiam i cieszę się, że Autorka już pisze z domu. Wygląda jakby wszystko wróciło do normalności – przepis na kopytka, na maseczkę i jeszcze zdjęcie samej Autorki… Spojrzenie chyba się nie zmieniło…głęboką mam nadzieję, że ten Szpital to taki tylko przypadkowy alarm; takie raczej dmuchanie na zimne niż prawdziwy obraz kłopotów.
    Ja chciałbym wierzyć, jeśli już trzeba, że to przez te dyszki-zadyszki, że zwolnić na chwilę tylko trzeba…

    Zdjęcie krajobrazu: obiecuję sobie któryś raz z rzędu – koniecznie wyrwać się tam, na Mazury, chociaż na chwilę. Rodzice żyć przecież wiecznie nie będą…