RSS
 

Letnią porą

15 lip

Moim miejscem na świecie jest mój ogród. Do mojego miejsca nie mam wcale daleko, wystarczy tylko pójść za dom. Jak dobrze mieć swoje miejsce blisko siebie i czuć się w nim naprawdę dobrze.
Szczęście jest zawsze bliżej, niż myślimy, że jest…. Nie trzeba nawet wyruszać w wielki świat, by poznać świat…

Lawendowy scrub do ciała. Cukier, jakiś olej, naturalny olejek lawendowy i świeże płatki lawendy. Wystarczy, by poczuć się luksusowo we własnym świecie. Proste i tanie. O braku chemii nie wspomnę… Więcej przepisów na ogrodowe kosmetyki i potrawy w „Pod słońcem prowincji.”

Ach, byłabym zapomniała! U mnie pierwsze wykopki. Jak u Was? Tych od ogrodów?

 

 
Komentarze (10)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~czekolada72

    15 lipca 2015 o 10:12

    Pomidorobranie :)

     
  2. ~Krysia

    15 lipca 2015 o 12:31

    Kasiu, próbowałam już cytrynowo-kurkumowego scrubu do ciała:-))) Czy mogłabyś podrzucić pomysł na lipowy kosmetyk- im prostszych przepis, tym lepiej?! Gdzie można nabyć kapsułki z witaminą A + E w korzystnej ilości i cenie?!
    Słoneczne pozdrowienia
    Krysia
    PS. Ziemniaczki z Twojej fotki wyglądają jak kamienie na nadmorskiej plaży;-)

     
    • ~czekolada72

      16 lipca 2015 o 07:26

      Ja zaś niezmiennie polecam peeling kawowy – fusy z kawy, olej/oliwa/oliwka dla dzieci, odrobina żelu pod prusznic , ewentualnie sól gruboziarnista – ciałko jak u niemowlaka!!

       
  3. ~Magda

    17 lipca 2015 o 21:58

    W takim ogrodzie, jakbym się zaszyła z hamakiem bądź kocyczkiem to chyba musieliby mnie siłą wyciągać stamtąd :) Przepis na to lawendowe cudo z chęcią wykorzystam, przerzucam się na to co nie chemiczne, dostrzegając zalety tego co ma się pod ręką. Krysiu, ja też pomyślałam, że to kamienie z plaży a nie ziemniaczki ;)

     
  4. ~adatoniewypada

    18 lipca 2015 o 16:43

    Witam.
    Czytam twoją książkę ostatnią z serii „prowincje” . To co napisałaś na siódmej stronie o swoim miejscu, bardzo ci zazdroszcze (bez zawisci oczywiscie), bo jak wiesz, sama jestem zawsze w nieodpowiednim miejscu. Wiesz, napisałaś, o swoim odejsciu, co chcesz, niesamowite, tez tak samo bym chciala. Dawno to wymyslłam. Niektóre przepisy wypróbuję :) Dobrze się czytac twoje ksiazki jak zawsze zresztą. Zazdroszcze Mazur, zazdroszcze stylu zycia, ale dobrze,bo tworzysz dzieki temu piekne powiesci, i wiem ze napiszesz jeszcze powiesci ktore mnie wzruszą. Pozdrawiam

     
  5. ~grahna

    18 lipca 2015 o 21:28

    Dzisiaj Ciebie poznałam… i polubiłam. Pochłonęłam jedną „prowincję” .Środkową ale co tam… człek nieświadomy szczęśliwy jest:) Już mam kolejną:)
    Dziękuję serdecznie:) Pozdrawiam:) a lawenda dobra w każdej postaci. Osobiście najbardziej ją lubię jako motylowego wabika:)

     
  6. ~Witold Jaszczuk

    23 lipca 2015 o 20:56

    W tytule mała literówka, ale pora jest rzeczywiście leniwa. Pozdrawiam z Mazur.

     
  7. ~Gośka

    24 lipca 2015 o 11:11

    Zawsze myślałam,że gdy będę miała moje miejsce na ziemi -ogarnie mnie błogostan .Bardzo zabiegałam o takie miejsce.Mam ale błogostan został za płotem ;-(. Skubany ,nie chciał przejść przez miedzę.Z całych sił w każdą wolną minutę pędzę w grządki i szara rozpacz mnie ogarnia.Nie nadążam za przyrodą.Chwaściory wygrywają.Ślimaki wtrąbiły całą sałatę którą tak pieczołowicie hodowałam dla wnusia.Nawet szczawiu nie odpuściły głodomory .Pomidorki koktajlowe( w tym roku jakby płożące ;-)) deszcz wgniótł w glebę.A wrony atakują borówkę (czy ktoś kiedyś słyszał,żeby wrony borówki jadły).Ot tak-trzeba mieć dużo siły fizycznej,samozaparcia,wiedzy ogrodniczej aby to nasze miejsce na ziemi nie stało się utrapieniem ;-).

     
  8. ~Paula

    28 lipca 2015 o 13:01

    W moim ogrodzie odnotowałam znaczący przyrost ogórków – część konserwuję, a pozostałą zajadam się póki są świeże.
    W tym roku bardzo obrodziły przy mnie aronie i borówki amerykańskie. Niestety za pierwszymi nie przepadam i nie mam do nich pomysłu.

     
  9. ~marta

    1 sierpnia 2015 o 12:44

    Witam słonecznie Pani Kasiu,
    mam nareszcie i ja POD SŁOŃCEM PROWINCJI!! Hurra! chociaż bez autografu, to jednak już moja:)
    Mąż pamiętał że lubię Pani ksiązki i nie mam najnowszej. Córka naprowadziła tatę na właściwe tory prezentowe:) To właściwie jej zasługa, bo faceci są ciut niedomyślni:)

    Delektuje się bardzo, bardzo powoli..jak smaczną potrawą. Aż boję sie zjeść:)

    Wszystkiego dobrego! Czekam na ostatnią(?) Prowincję i dalsze losy Ludmiły:)