RSS
 

Szeptuchy z północy

18 lis

Spotkanie z Czytelnikami w Budrach. Mazury Północne… Jadąc o szarej godzinie, by zdążyć na osiemnastą, myślałam o tej pięknej ziemi. O ludziach, w których jest pamięć dla legend i prawdziwych opowieści, którzy znają znaczenie każdego kamienia na rozstajach dróg.

Trochę za Giżyckiem, w kierunku na Pozezdrze i jeszcze dalej, aż do kresu granic Mazur, gdzie łączą się z Podlasiem, rozpoczyna się zupełnie inny świat. Podróżny, który wjeżdża w strefę surowych Mazur, ma wrażenie, że zmienia klimat, we wsiach zabudowa się rozrzedza, a mury domów stają się grubsze. Wystarczy spojrzeć na mapę, by zauważyć, że im dalej na północny wschód, tym jeziora stają się większe, łączą się ze sobą, jakby chciały przemienić się w jedno wielkie rozlewisko na rubieżach. Ziemia ta ma w sobie więcej wilgoci, nasiąka nią i staje się jakaś miękka, człowiek ma wrażenie, że unosi się powietrzu, stąpając po niej. Rosną tam zioła inne niż na piaskach Mazowsza, a gdzieniegdzie pojawiają się tajemnicze torfowiska porośnięte świerczynami, w lasach ściółka jest ciężka i pachnąca grzybnią. Na tej ziemi wyrosły setki ciężkich legend; opowiadane są do dziś, bo rosną niczym w bujnej grzybni w ludzkiej pamięci. Wiele zakątków odwiedziłam, ale tutaj tych legend napotkałam najwięcej. Ludzie spotykali się kiedyś po to, by je sobie opowiadać. Opowieściom nie było końca i są one niezapisanymi księgami przeszłości. Związek tej przeszłości z medytacją jest ogromny. Dotykam upamiętniających jakieś wydarzenia drzew i kamienic, znajduję się w nich i wyobrażam sobie, co by było, gdybym nagle z pamięci kory, mchów i porostów mogła odtworzyć dawny czas. Gdzieś przecież musiały zostać jego cząstki.
Zioła w tej części Mazur też inne, bujniejsze, o mocy nadprzyrodzonej. Im dalej na rubieże, tym więcej niesamowitości i sił magicznych; tak jest na tym świecie od zawsze. Nic więc dziwnego, że w leśnych albo oddalonych od wsi chatach mieszkały kobiety uduchowione, inne niż te z ogrzanych słońcem domów, z wygrabionych porządnie podwórek, z tych lekkich pochyłości nadrzecznych, przykrytych bielonym płótnem.
O nich dziś mówiły dobre i mądre kobiety w Budrach. O jednej, co paliła płótno i o drugiej, co przelewała wosk. Ich dzieci wciąż mieszkają w okolicznych wioskach i miasteczkach, wciąż też pamiętają mądrość swoich babek – szeptuch. Jak wiele po nich zostało w ludzkiej pamięci…
Babki wiejskie, zielarki i wiedźmy mieszkały na tych mazurskich rubieżach, gdzie słońce zjawiało się tylko od czasu do czasu, przesłaniane starymi brzozami lub świerkami, gdzie pola, łąki, leśne polany i rozlewiska łączyły się granicami jak kołowrót żywiołów, w którym jeden nachodzi na drugi, i choć kłócą się przecież ze sobą, to jeden bez drugiego nie może istnieć.
Jak dobrze, że za każdym razem, gdy tu jestem, przekonuję się, jak ludzie STAMTĄD kochają swoje Mazury na rubieżach, gdzie w linii prostej do Rosji już tylko kilka kilometrów…

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Aga M

    26 listopada 2015 o 08:56

    Kocham tego bloga.

     
  2. ~Monika

    11 kwietnia 2017 o 21:18

    Byłam kilka dni temu u Szeptuchy…dobrej, cudownej kobiety..na Podlasiu. Inny świat, inne życie, takie, do którego ciągnie. Chce się tam zostać, być i chłonąć tą energię. Dobra i spokoju. Mimo braku widocznych bogactw, nowych aut, domów i wszystkiego co zbędne w tych czasach, rzeczy, które dają pozornie radość i szczęście. Ludzie tam, są tak bogaci, że to ąż niewiarygodne. Bogactwo duszy, mądrości i dobroci. Tak zapominane i rzadkie w tych czasach.