RSS
 

Ile agrestu w agreście….

23 lut

Żyjemy w czasach gotowych przetworów, w których owoce stanowią jakieś dwadzieścia procent, a reszta to chemiczne substancje, w czasach dżemów opartych na tonach cukru i substancji żelującej. Kupujemy te wytwory w sklepach i zjadamy, karmiąc tym nasze dzieci i ucząc je, że tak jest dobrze. W obliczu takiego gastronomicznego tąpnięcia i chodzenia na skróty przepis w ręką pisanym liście na przedwojenną konfiturę z agrestu rozczulił mnie. Kto wie, może już wkrótce wykorzystam go, robiąc przetwory z przydomowego agrestu? Pani Ewa pisze tak:

Przepis na konfiturę z agrestu

Moja babcia Elwira (1874-1942) posłała go w liście swojej synowej, mojej mamie, w połowie lat 30-tych. „Trzeba kupić zielony twardy agrest, obcinać kwiat i wydrylować, zalewając zimną wodą. Zgotować wiśniowe liście, żeby woda była mocno zielona, zalać [agrest] ukropem tym zielonym i zaraz spłukać na sicie bardzo zimną wodą. Na 3/4 kg niedrylowanych owoców wzięłam ¾ kg cukru i zgotowałam ulep. Pokrajałam na tę ilość 10 deka migdałów i wsadziłam do każdej jagody. Ulepem zalałam raz, a dzisiaj drugi raz zgotowałam. Jutro może zakończę gotowanie, jeżeli będzie miękkie. Ot i cała parada”. Pani Kasiu, rozczula mnie to zakończenie. Pochodzenie przepisu? niewiadome. Babcia większość życia przemieszkała w Wilnie, ale też kilkanaście lat w różnych miastach imperium carów, głównie na Ukrainie. Jej matka, Niemka, urodziła się pod Kolonią. Ojciec, Francuz, 100 km na południe od Paryża lecz ojcowie rzadko przekazują wiedzę kulinarną. Oboje jeszcze w czasach młodości (lata 50-60-te XIX w.) zamieszkali w Wilnie. Więc przepis na agrest może być niemiecki, rosyjski, ukraiński, polski, a na pewno wileński!

Gdy czyta się takie listy, wierzy się, że obok nas żyją ludzie – tragarze pięknych wspomnień. Wystarczy tylko otworzyć wieko ich serc. Podobnych listów dostaję bardzo wiele, bywają inspirujące. Dzięki nim piszę potem kolejne historie. Ten list chciałam zachować i przekazać Czytelnikom w pełnym brzmieniu, gdyż pomiędzy jego wersami widać wielką miłość pani Ewy do czasu, który odszedł.

Na tym, że jestem uważna, polega smak moich chwil. Liczą się te, które są teraz, a nie te, które albo już były i nic w nich nie zmienię, albo dopiero będą, zupełnie nieobliczalne i nie mam na nie wpływu. Mam jednak wpływ na to, co robię teraz. A teraz zrobię pyszne marchewkowe ciasto bez grama mąki. Gotowanie jest wszak medytacją codzienności. Bo podczas gotowania można medytować.

Moje ciasto będzie smaczne i zdrowe. Tak postanowiłam. Nie chcę się karmić niezdrowymi rzeczami. Dokonałam kiedyś rewolucji w kuchni, ucząc się od nowa gotowania i myślenia o zdrowym jedzeniu. Pozwoliłam, by ten element życia stał się bardzo ważny, bo od niego zależy zdrowie moje i moich bliskich.

Pyszne ciasto marchewkowe bez mąki, za to ze smakiem rumu

Najpierw namoczyłam garść rodzynek i żurawiny w 60 g rumu. Roztopiłam kostkę masła, potarkowałam trzy marchewki i jedno jabłko ze skórką. Zmieliłam w młynku 25 dag ziaren: migdałów, pestek słonecznika i orzechów laskowych (można dowolnie), wrzuciłam do masła, dodałam trochę cukru PRAWDZIWEGO waniliowego, cynamonu, kardamonu (mielone), kurkumy, i wszystko wymieszałam. Dodałam cukru trzcinowego, jednakże trudno mi powiedzieć ile, bo ja wszystko na smak. Dodałam do wszystkiego namoczonych w rumie owoców. Do tego cztery jajka. Wymieszałam i wstawiłam do piekarnika. Nie wiem na ile, po prostu pilnowałam, aż się upiecze. Ciasto… MISTRZOSTWO ŚWIATA, jak mawia sąsiadka Ania. No i dla tych, co muszą bez glutenu, to pycha podwójna.

Pomyślcie tylko, ile w nim wszelakich DOBROCI… Wszak same te ziarna, najzdrowsze na świecie. Od takiego ciasta na pewno będziemy mieli zdrowe włosy, paznokcie i skórę, o zdrowiu ogólnym nie wspominam.

Piekłam moje marchewkowe, aromatyczne ciasto w temperaturze stu osiemdziesięciu stopni około pół godziny do czterdziestu minut, też na oko. Wyszło lekkie, wilgotne, pachnące naturalnie, a nie chemicznymi olejkami i proszkiem do pieczenia, smakujące też wyłącznie tym, co dała natura i co najważniejsze – bez grama mąki i cukru. Naprawdę można pysznie i zdrowo jeść, tylko pierwszy krok jest trudny w tej kuchennej rewolucji. Potem wszystko idzie swoim rytmem. I ludzie sami się znajdują, którzy gotują podobnie, i książki same jakoś wpadają w ręce, jak już się zacznie jeść inaczej i dzięki temu żyć inaczej.

Medytacja jest sztuką bycia w tym, co się robi w danej chwili. Nie musi się opierać na siedzeniu na poduszce do medytacji i patrzeniu w białą ścianę. Jeśli jestem w moim obecnym doświadczeniu, medytuję. Dziś medytuję, krusząc w palcach smakowite ciasto.

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Ilona

    23 lutego 2016 o 22:06

    Ależ mi pachnie to ciasto! W sobotę podejmuję moich przyjaciół na kolacji. Myślę,że to dobry pomysł na osłodę wieczoru… Pozdrawiam Cię, Kasiu, cieplutko i …. czekam na kolejną czytelniczą perełkę.

     
  2. ~Ela

    26 lutego 2016 o 12:31

    Pani Kasiu, trafiłam na Pani blog szukając przepisu na ciasto marchewkowe… Tymczasem oprócz przepisu znalazłam całą masę dobrych emocji i kolejne miejsce, do którego będę chętnie wpadać ;)

     
    • autor

      2 marca 2016 o 11:45

      Cieszę sie niezmiernie

       
  3. ~Ania

    29 lutego 2016 o 15:32

    Pani Kasiu, od jakiegoś czasu wzbiera we mnie przemożna chęć, aby wypróbować któryś z Pani przepisów na słodkości bez mąki. Proszę o podpowiedź, w jaki sposób zmielić nasiona słonecznika, orzechy czy migdały, aby można je było wykorzystać do wypieków. Jakim urządzeniem do rozdrabniania się posłużyć?

     
    • autor

      2 marca 2016 o 11:45

      elektryczny młynek do kawy :)