RSS
 

Człowiek bogini Chloris

15 lis

Lubię wracać do Węgorzewa. Mam to szczęście, że co wtorki prowadzę tam zajęcia i mam okazję często podróżować na tę ziemię, ciężką od legend. Wczoraj podczas zajęć rozmawiałyśmy o o Węgorzewie, Pozezdrzu, Kutach…

A stamtąd już prosta droga do pewnego luterańskiego duchownego…

Tytoń, ogórek, miechunka, lawenda oraz upiorne duchy – to wszystko interesowało pruskiego botanika Jerzego Andrzej Helwinga, luterańskiego duchownego z Mazur. Mieszkał w Węgorzewie, znał i polski i niemiecki. Interesowała go nie tylko botanika, ale i zoologia, a jak uważa profesor Stanisław Czachorowski z UWM, naukowiec ten był na miarę Linneusza.

Był Helwing van Helsingiem swoich czasów. W epoce, gdy przyrodnicy i naukowe pisma tłumaczyli m.in. jakim cudem pewnej wieśniaczce mleko „cudownie” przeistoczyło się w wino (okazało się, że do gotującego się dzbana wpadła kora i zabarwiła mleko) albo czy w wilczych sercach żyją żmije (niektórzy świadkowie dawali sobie rękę uciąć, że tak). – pisze w swojej książce „Bardzo polska historia wszystkiego” Adam Węgłowski. Z dużą rezerwą podchodził do wiary w wilkołaki i siły nieczyste, próbując dziwne zjawiska wyjaśniać naukowo. Jednak mimo to napisał pewien artykuł z 1722 roku o znamiennym tytule „O polskim upiercu lub o samo zżerających się trupach i powstałej stąd obawie przed zarazą i pomorem bydła”. Napisał w nim o odmianie wampirów, inaczej zwanych upiercami, martwcami czy też wąpierzami. Wierzono bowiem wówczas, że w te nieczyste istoty przeistaczali się m.in. ci, którzy zmarli gwałtowną śmiercią, zatem na przykład samobójcy oraz za życia zostali przeklęci. Pisał o nich Helwing: Upierzem albo uspierzem nazywa się taki rodzaj martwych ludzkich ciał, które same się w grobie pożerają. Jak tylko jakieś zaczyna się pożerać, to powoduje to powstanie zarazy i ona nie kończy się, dopóki zwłokom nie odtrąci się głowy od tułowia. (….)Oczywiście w żadnym razie nie można zaprzeczyć, że czasami wykopywano zwłoki nadżarte, zakrwawione i trzymające w ustach całun, o których mogła rozejść się taka pogłoska, ale w żadnym wypadku nie wynikało to z ponadnaturalnych czy czarnoksięskich przyczyn, lecz dlatego, że te godne pożałowania osoby wskutek nieostrożnego lub zuchwałego pośpiechu zostawały pogrzebane żywcem…

Podobno w jego rodzinnych stronach, we wsi Harsz miało dojść ok. 1710 roku do dramatycznej sytuacji. Ludność tamtejsza rozkopywała groby, by przekonać się, że pożerające się zwłoki naprawdę istnieją, co byłoby dowodem na obecność wampirów. Trupy pozbawiano więc głów. A to z kolei miało zapobiec szalejącej wówczas na Mazurach i Warmii epidemii dżumy – z którą wlczył sam Helwing. Dowodów jednak na istnienie upierców nie znaleziono. A „morowe powietrze” dalej zbierało śmiertelne żniwa…

Jako naukowiec sporządzał do dezynfekcji specjalne mikstury. Robił ją z korzenia dzięgla leśnego (Angelica sylvestris) oraz piołunu (Artemisia absinthium). Sporządzał spirytusowe wyciągi, którymi smarował dłonie i ciało, a ubrania okadzał palonym jałowcem. Pracował społecznie na rzecz chorych, za co dostawał od mieszkańców okolicznych miejscowości, między innymi we wsi Ogonek i Stręgiel zboże.

Człowiek niezwykły i światły, z przyrodniczą intuicją. Napisany przez niego pierwszy tom zielnika „ Herbarium Vivum Plantarum sponte in Prussia nascentium, Herculeo labore comparatum M. Georgii Andreae Helwingii Pastoris Angerburgensium. et Reg. Societ. Scient. Brand. Membrii” nazywany jest hołdem wobec pruskiej przyrody, nad którą czuwała bogini Chloris. Według zasad tamtego myślenia, związanego zresztą ściśle z Biblią, rośliny i zwierzęta zostały stworzone dla człowieka. Ich badanie było naturalnym celem i powinnością. W drugim tomie „Florae Napaeisque Sacrum! Civis, amice, advena, qui herbarii amoenitate cupis oblectarier, modestiam et continentiam comites habeas florae custodes, quod rogat, monet, expetit M. Georgius Andreas Helwing, pastor Angeburgensis, operis huius faber” autor już wzbogaca pruską florę o nowe gatunki i widzi niebezpieczeństwo – wprowadzanie nowych gatunków zubaża to, co rosło na tej ziemi od setek lat.

Nie jest więc wykluczone, że nasz uczony stał się inspiracją dla irlandzkiego pisarza Brama Stokera, autora „Drakuli” dla jego bohatera Abrahama Van Helsinga, nieustraszonego pogromcy wampirów. Losy są przecież podobne.

– Lecz tyle ich łączy! Podobne nazwiska, podobne wykształcenie, podobnie niezłomne zasady. A także erudycja, głęboka wiara, pobyt w Holandii, znajomość niemieckiego… I oczywiście kilka upiornych epizodów w życiorysie – podsumowuje autor „Bardzo polskiej historii wszystkiego”. Interesującej, nie tylko z powodu mazurskiego Van Helsinga.

Jedno jest jednak pewne. Dzięki naszemu botanikowi wiemy dziś wiele o przyrodzie Prus, a poznawanie tej wiedzy jest doprawdy frapujące.

 

 

 

 

 

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~marenubium

    17 listopada 2017 o 19:02

    Czytałem, że van Helsing był po części alter ego Stokera, a po części inspirowany kilkoma osobami. Patrząc na Helwina faktycznie mogł być jedną z tych osób. I to nazwisko:)