RSS
 

Samotne wyspy

30 sie

Schyłek. Lato pęka jak dojrzała śliwka. Zrudziała nawłoć zaplątała się w klamrę sandała. Wciąż jednak trudno uwierzyć w zimę.

Patrzę codziennie na szczególne o tej porze zachody słońca. Witraże grubych pajęczyn działają jak okienne szprosy. Na horyzoncie pracują maszyny rolnicze. Zostaną na polach aż do wieczora, błyskając jaskrawymi światłami. Dziś byłam na ogrodzie. Wrześniowo. Usychają pędy. Dziś zerwałam kosz marchwi. Wyrosła dorodna i smaczna. Upiekłam ją z cynamonem i solą, polałam gęstym sosem pesto z marchwiowej naci, oleju rzepakowego i mielonego słonecznika. Takich smaków mi trzeba jesienią. Bogatych i gęstych.

Nie jesteśmy w życiu samotnymi wyspami i każdy napotkany człowiek jest nam do czegoś potrzebny. Bo zawsze coś w naszym życiu od kogoś zależy. Ważne jest to, by spotykać na swojej drodze takich ludzi, którzy pomogą, zadziałają mobilizująco jak woda na młyńskie koło, a nie będą jak niechciana tama na wartkim nurcie. Mam szczęście. Spotkałam wielu takich ludzi. Dzięki nim jestem tu, gdzie jestem. Znajduję rytm w codziennej uważności.

Jutro spokojna wrócę do ogrodu. Zerwę bób i wyłuskam jego zielone serca.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przed Maratonem

23 sie

 

Od piątku Wierchomla. Widzimy się w tym pięknym miejscu na wspólnej praktyce jogi.
MARATON JOGI z Wiktor Morgulec i Radek Rychlik i z Wami, co się tam wybieracie… A Ci, co mają inne plany, niech spędzą swój czas pięknie.
Od kogo pozdrowić góry i niebo nad nimi?!

 

kiedy się widzimy podczas MARATONU:

PIĄTEK

17.30 – 19.00 JOGA DYNAMICZNA – zajęcia poprowadzi Gość specjalny Maratonu – Katarzyna Enerlich, Boisko wielofunkcyjne, przed ***Hotelem, Wierchomla SKI&SPA Resort

20.00 – 22.00 Spotkanie autorskie z Katarzyną Enerlich Sala A+B, I piętro

SOBOTA, NIEDZIELA

8.00 – 9.30 – JOGA FUNKCJONALNA – zajęcia poprowadzi Gość
specjalny Maratonu – Katarzyna Enerlich

Boisko wielofunkcyjne, przed ***Hotelem
Wierchomla SKI&SPA Resort

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Podróże….

23 sie

Podróż

 

Podróże stały się treścią mego życia i z każdej coś czerpię. Miejsca, w których jestem, głównie na spotkaniach z Czytelnikami, stają się potem tłem do moich powieści lub opowiadań, które publikowałam między innymi w nieistniejącym już „Bluszczu” i stale w piśmie „Natura i Ty”. Lubię być kobietą w podróży. Napisałam kiedyś w powieści „Kwiat Diabelskiej Góry” takie słowa: każdy musi kiedyś wyruszyć w podróż zmieniającą życie. Po to, by rozkopać jak ziemię w ogródku swoje przyzwyczajenia i nawyki, bo czasem na dnie życia tworzy się zamulony osad. Takie przemieszanie po prostu się przydaje, bo potem można usiąść w oknie i pomyśleć: życie niech biegnie, a ja dziś odpocznę, zatrzymam się. Złapię ciszę.

Myślę, że podróż to swego rodzaju stan ducha. Holly Golightly, bohaterka „Śniadania u Tiffany’ego” na wizytówce miała napisane „Holly Golightly – w podróży”, co świadczy o jej poczuciu tymczasowości w życiu. Czuję się do niej podobna. Lubię, gdy moje życie płynie wartko jak rzeka, choć niedawno osiadłam w domu na wsi, po trzynastu przeprowadzkach. Bywało, że podczas nich całkiem zmieniałam swoje życie. Zmiany mnie fascynują. Po prostu lubię, gdy moje życie jest rzeką, a nie martwym stawem.

Wyjazd i podróż…

Jest między nimi przepaść. Wyjazd to tylko chwilowe przeniesienie się z miejsca na miejsce, po to, by w blasku słońca i flesza aparatu fotograficznego upamiętnić chwile, którym dodaje się potem ważności opowiadanymi historiami, pokazywanymi zdjęciami. Cała ta otoczka zewnętrzności mimo wszystko spłyca, a nie ubogaca. Wyjazd pozostaje wyjazdem. To zwykłe dmuchnięcie w czasoprzestrzeni, przeniesienie poza orbitę codzienności z planem szybkiego powrotu. Towarzyszą mu nazbyt codzienne myśli i tęsknoty – za łóżkiem, pościelą, nocną lampką, wanną. Ach, żeby już być w domu – zamyśla się słodko uczestnik wyjazdu. Gdy wraca, zaprasza znajomych na kieliszek wina i zanudza pokazem zdjęć. Wszystko jest tak, jak było przedtem. Nie zmienił swojej duszy, nie dokonał pięknego odkrycia, nie wyprasował myśli i pragnień, nie przewietrzył świadomości. Natomiast kto wyjechał w podróż, liczy się z tym, że może z niej nie wrócić, gdy nowo poznany świat zwróci mu w głowie. Przeważnie jednak wraca – ale już nie taki sam. Jakby przeszedł pogański szlak Świętego Jakuba, w czasie którego przeżył wewnętrzne rekolekcje. Czasem gdzieś zostawia duszę – jak pieniążek w rzymskiej studni. Pokornieje wobec codzienności, nabierając dystansu do tego, co było nieznośne i męczyło jak zmora. Czasem po takiej podróży człowiek nagle zauważa, że nie ma już dawnych lęków i dawnego siebie. Z podroży zawsze wraca ktoś inny.

W swoim życiu odbyłam kiedyś piękną i ważną dla mnie podróż. Gdy wybierałam się w nią, w mim sercu drzemały zapytania o przyszłość, życie, pracę, emocje. Pojechałam, by zmienić optykę; spojrzeć na wszystko nieco z boku. Zupełnie świadomie opracowałam scenariusz tego wyjazdu: nie będzie spania w hotelach, pławienia się w wygodach i zwiedzania z turystycznymi przewodnikami. To będzie wyprawa inna niż wszystkie, mająca służyć jedynie temu, by wrócić kimś innym, nawet jeśli ta przemiana nie będzie wielce znacząca. Chciałam ta podróżą rozkopać zamulony osad, który niebezpiecznie odbierał lekkość moim myślom i snom.

Miałam wtedy auto duże, siedmioosobowe. Po wymontowaniu tylnych siedzeń i włożeniu materacy z powodzeniem nadawało się do zamieszkania. Teraz wystarczyło zapakować ubrania do walizki, nie za dużo i koniecznie przeciwdeszczowe, zabrać mapę, zatankować do pełna włączyć nawigację i pojechać w nieznane. Bez konkretnych planów, a raczej z planem tylko na następny dzień. Podróż nazwałam Obwarzankową. Marszałek Piłsudski mawiał kiedyś, że Polska jest jak obwarzanek, najlepsza po brzegach. Chciałam się o tym przekonać i to był drugi, po spojrzeniu na swoje życie z innej strony, cel mojej podróży.

Obrałam trasę w tak zwanej strefie nadgranicznej. Czasem zbaczałam z niej, gdy chciałam zobaczyć ciekawe miejsce, jak Kazimierz Dolny, by obudzić dawne wspomnienia pięknych chwil, lub Sandomierz, by sprawdzić czy rynek jest naprawdę tak skośny jak w filmie Ojciec Mateusz. Artur Żmijewski wciąż zjeżdża z niego jak z górki i frapowało mnie to bardzo. I rynek skośny był! Takie zwykłe, proste odkrycia sprawiały mi dużą frajdę. Nabierałam siły w białowieskim Miejscu Mocy, gdzie naprawdę czuję silną energię, ale nie tam, gdzie zlokalizowana jest cała infrastruktura, tylko trochę wcześniej, po prostu w lesiem na jednej ze ścieżek. Spacer w sandomierskim Wąwozie Królowej Jadwigi przyniósł chwilę wytchnienia i poczułam się w nim jak w środku wielkiego naczynia krwionośnego Matki Ziemi. Mając w pamięci piosenkę Starego Dobrego Małżeństwa o rynku w Tymbarku, który przykryć można palcem (autorstwa Adama Ziemianina, poety z Muszyny, którą też odwiedziłam), sprawdziłam, czy rynek naprawdę jest taki maleńki. Wszystko się zgadzało. Był maleńki i czysty, a ludzie tam mili i prości. Odwiedziłam przyczajone na rubieżach Bieszczady, odwiedziłam Beskid Żywiecki, zdobyłam po raz kolejny w życiu szczyty w Krynicy Górskiej. Na tę wyprawę poszłam nieprzygotowana. Nie miałam odpowiednich butów, o czym szybko się przekonałam, bo siąpił deszcz i zamieniał szlak w gliniastą breję. Natomiast miałam w sobie wciąż jeszcze podróżniczy entuzjazm; poznawanie świata w tak niecodziennych warunkach coraz bardziej mi odpowiadało.

Na szczycie krynickiej Jaworzyny poczułam prawdziwą euforię. Nie jestem przecież taternikiem ani alpinistą, a zdobytym przeze mnie rekordowym szczytem jest zaledwie Giewont, za to w chińskich tenisówkach i bez kropli wody do picia. Podczas mojej Obwarzankowej Podróży zdobywałam zaledwie niewielkie szczyty, czułam jednak szczęście, że podołałam i doszłam. Wchodząc, pozwalałam myślom uciec ode mnie jak płochliwym ptakom. Liczyło się jedynie tu i teraz. Nie czułam potu spływającego mi po plecach, namakającego deszczem ubrania ani kamyka w butach. Szłam. Świergot ptaków i szum drzew był taką samą częścią świata jak mój oddech. Medytacja gór. Wspaniały i mądry sposób na wyciszenie swoich myśli… Tam, w górze, świat jest inny. Nie dość, że cała ta podróż pozwoliła mi się zdystansować od moich zmartwień, to jeszcze im wyżej wchodziłam, tym lżejsza się czułam, jakby pozbawiona materii ciała. Czułam, że przekładam kamyki mego życia jak te, którymi odliczam codziennie powitania słońca.

Przez całe życie musimy wybierać pomiędzy różnymi sposobami tego, co nas doświadcza. Albo możemy mówić, że wszystko jest byle jakie i niepotrzebne, albo możemy dziękować wszechświatowi za to, że się zdarzyło, bo w końcowym efekcie i tak jest to dla naszego dobra. Możemy iść górskim szlakiem i denerwować się na glinę, deszcz i kamyk w bucie, a możemy skupić się na niepowtarzalności chwili i na bogactwie odgłosów, które możemy słyszeć i cieszyć się, że pada deszcz, bo jego monotonia sprzyja zamyśleniu. Od tego, jak do każdego doświadczenia podejdziemy, zależeć będzie to, czym to doświadczenie stanie się w przyszłości dla nas. Pięknie powiedział kiedyś Pablo Picasso, napełniając tym samym tysiące ludzi do wiary we własne szczęście i w to, ze wszystko, co dzieje się wokół nas i w nas jest potrzebne: Ten kto myśli, że może i potrafi – może i potrafi, a ten kto myśli, że nie może i nie potrafi, nie może i nie potrafi. To bezwzględne, bezdyskusyjne prawo. Jego słowa mam w pamięci i na kartce, przypiętej nad biurkiem. Spoczywam na niej wzrokiem, gdy czuję zachwianie życia lub duchowej równowagi.

Podczas mojej Podróży Obwarzankowej na noc zjeżdżałam na brzegi rzek, jezior i strumieni, co łatwo mogłam zlokalizować, gdyż miałam ze sobą mapę. Wystarczyło tylko znalezienie zaznaczonego na mapie na niebiesko ustronnego miejsca i w miarę prosty teren. Pamiętam, jakie wrażenia towarzyszyły mi podczas kąpieli w Sanie, gdy obozowałam na wilgotnej łące w Krasiczynie. Zanurzyłam się w chłodnej wodzie do kolan. Dalej bałam się wchodzić. Nie znałam tej rzeki, jej brzegu, który był kamienny, nieprzyjazny. Na stopach miałam więc klapki. Czułam, jak woda usuwa ze mnie zmęczenie. Miałam wrażenie, że wokół mnie ma płetwy i smaga mnie nimi delikatnie, jak mała rybka. To był jej cichy nurt, czyli puls rzeki. Myłam się wolno, rozkoszując chwilą. Poczułam wielką jedność ze światem – z nocą, rzeką, ogniem, pozostawionym na brzegu, i własnym oddechem. Było mi… po prostu magicznie.

W Bieszczadach nad Rosochatym kąpałam się w pośpiechu, chcąc zdążyć przed burzą. Rozłaziła się wolno po górach, niczym złowieszcza Buka z Doliny Muminków, a nade mną zapadał zmrok i musiałam wykąpać się jak najprędzej. Obozowałam wówczas w specjalnym miejscu dla turystów, wydzielonym przez administrację Bieszczadzkiego Parku Narodowego i miejsce to było jednym ze szlaków. Ludzie schodzili z gór, przestraszeni burzą, a ja wchodziłam do strumienia, ślizgając się po kamieniach…

Burza przeszła dwukrotnie, ale ja już byłam w ciepłym i bezpiecznym aucie, które na dodatek jest najbezpieczniejszym miejscem w czasie burzy. Gdy pioruny ustały, rozpaliłam ogień i wtedy przysiadł się do mnie chłopiec stamtąd. Właśnie schodził przemoczony z gór i siedzieliśmy razem przy ognisku, rozgrzebując patykami żar. Jedliśmy kiełbasę, piliśmy coca colę, a Zbyszek opowiadał o wizytach niedźwiedzi brunatnych i wilków w tych stronach. Okazało się, że tam, gdzie stało auto, zimą podpatrywał te dzikie czworonogi.

Wielką przyjemność sprawiały mi te trudne warunki, które sobie od początku założyłam, palone codziennie ognisko w celu przygotowania kolacji, poparzone o gorące ziemniaki palce. Dlaczego tak boimy się prostego życia, z którego wszak wszyscy wyszliśmy, i wybieramy to w klimatyzowanych pomieszczeniach, sztuczne i nowoczesne. Z drugiej jednak strony, jeśli nie robimy tego codziennie, to takie obcowanie z naturą, na jakie sobie pozwalamy, staje się wielkim świętem, rzadko powtarzanym rytuałem, który jednak ma wielką wartość. Doceniamy wygodny, które mamy w domach, a nad których istnieniu przechodzimy przecież do porządku dziennego. Dopiero w takiej sytuacji, jak na przykład podróż, dostrzegamy całą wartość tego, co zostawiliśmy. Pod wygodnym prysznicem albo w wyprofilowanej wannie nie doświadcza się takich chwil.

Gdy wróciłam z mojej podróży, doceniłam to, co mam na co dzień. Przekonałam się, że w podroży ważniejsza może być rzeka niż problem ze złamanym paznokciem lub brudnymi spodniami. Dotknęłam palcem różnych żywiołów. Smakowały. Chciałabym jeszcze kiedyś odbyć podobną podróż, tym razem po zachodnich rubieżach Polski. To rogatki, nisze – są akuszerkami Znaczenia. Jak pocałunek w kącik ust dociera głębiej niż taranowanie rynku percepcji – pisze do mnie pewnego dnia Czytelniczka Magdalena Glensk z Wrocławia, a ja chwytam jej słowa w pamięć, zamykam w tej książce i nie przestaję myśleć o rubieżach Polski i własnej duszy. A potem Magda zmarła nagle i zostały mi po Niej tylko te słowa.

Kiedyś chciałabym odwiedzić Syberię. Na razie czytam tylko o niej, a moim nauczycielem jest Romuald Koperski, człowiek renesansu, o wielu osiągnięciach i uzdolnieniach. Wierzę jednak, że kiedyś moje marzenie się spełni i wyruszę na wyprawę o niebo trudniejszą i ważniejszą, niż moja Podróż Obwarzankowa.

Inna Czytelniczka, Krystyna Myrcik z Niemiec napisała mi kiedyś w liście krótkie wspomnienie swojej Babci, a raczej słów, które zwykła wypowiadać przed podróżą, a które zostały w rodzinie jak ważny talizman: oj dziatki… trzeba trochę przed wojażami posiedzieć, niech anioł stróż też się przygotuje. Te słowa pięknie oddają prostą ludzką pokorę wobec świata, w który wejdziemy, zostawiając swój dom zamknięty na klucz.

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

JOGA NA TALERZU

02 sie

JOGA NIE KOŃCZY SIĘ NA MACIE

Ona się dopiero po zejściu z maty zaczyna.
Zapraszam Was 10 WRZEŚNIA na Warsztaty Zdrowego Jedzenia pod nazwą JOGA NA TALERZU.

JESTEŚ TYM CO JESZ. ZMIEŃ SWOJE ŻYCIE, ZMIENIAJĄC SPOSÓB ODŻYWIANIA. Efekty zobaczysz już po pierwszych dwóch tygodniach.

Dieta alkaliczna, wegańskie potrawy do złudzenia przypominające te, do których przywykliśmy od dzieciństwa i zdrowy świat roślinnego mleka. Wszystko połączone z praktyką skrętów ciała, poprawiającą metabolizm i trawienie.

PROGRAM:
10.00 – 11.30 – praktyka jogi, również dla początkujących
11.30 – 12.30 – wykład o tym, czym jest zdrowe, alkaliczne jedzenie i skąd weganie mają siłę, by praktykować jogę, biegać i podnosić ciężary?
12.30 – 13.30 – wspólne przyrządzenie dwóch prostych potraw, mających odpowiedniki w kuchni tradycyjnej. Nauczymy się również robić mleka roślinne.

To pierwsza część warsztatów z tego cyklu. W kolejnych jego odsłonach potrawy bardziej wyszukane i jeszcze więcej wiedzy. Zapraszam do BABY JOGI, 3 km od Mrągowa. Więcej MAILEM.

PS. Moja przygoda ze zdrowym jedzeniem zaczęła się w 2014 roku i trwa nadal.

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Joga z Andrzejem

27 lip

Warsztat jogi funkcjonalnej ‚ROZGOŚĆ SIĘ W SWOIM CIELE z Andrzej Frołow. Baba Joga 3 km od Mrągowa, na kolonii mazurskiej wsi.

Andrzej prowadzi w Łomży zajęcia z jogi na hamakach, na naszym warsztacie jednak poprowadzi zajęcia „naziemne”. Pokaże, jak rozciągać ciało w skłonach, jak powiększać zakresy, opowie o znaczeniu rozluźniania ciała. Na koniec poprowadzę zajęcia, nastawione na stabilizację miednicy i wzmocnienie gorsetu mięśniowego. Zajęcia kierowane zwłaszcza do tych, których bolą kręgosłupy i prowadzą mało aktywny tryb życia. Wspólnie z Andrzejem pokażemy, że można żyć bez bólu i zachęcimy do praktyki własnej. Warsztaty również dla osób początkujących.

PROGRAM
10.00 -11.30 – Warsztat prowadzi Andrzej Frołow

krótka przerwa

11.45 – 13.00 – Warsztat Katarzyna Enerlich

13.00 – 13.20 – RELAKSACJA

13.20 – … wegański poczęstunek i JOGICZNA KOSZYKÓWKA, czyli każdy może zabrać coś ze sobą i poczęstować innych.

Zapisujcie się póki czas. Mailem. Widoczny z prawej strony.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Joga na prowincji

27 lip

Opowiedziałam o swoje jodze na prowinicji i zapraszam w imieniu Organizatorów i własnym na Maraton Jogi w Wierchomli. Więcej w linkach w tekście i na www.morgulec.com

Już w sierpniu! WYWIAD NA PORTALU JOGA-JOGA.PL

 

Niedziela 3 września, Baba Joga 3 km od Mrągowa, na kolonii mazurskiej wsi.

Warsztat „jogi totalnej” pod hasłem:
JOGA NIE KOŃCZY SIĘ NA MACIE.

Praktyka, która ma na celu zachęcić do praktyki własnej oraz oczekiwany przez Was warsztat zielarsko – kosmetyczny. Joga to bowiem nie tylko praca z ciałem, ale również praca dla ciała. To współbrzmienie z Przyrodą, proste życie z ziemi i pór roku, to ogród, zioła, zdrowe jedzenie i naturalne kosmetyki. Joga jest niczym biały śpiew dla muzyka – pierwotna, naturalna i TOTALNA. Joga to Całość.

PROGRAM WARSZTATU

10.00 – 11.30 – wyprawa na pobliskie łąki i zbieranie ziół. Przygotowanie z nich tak zwanych przedmieszek czyli maceratów i hydrolatów
11.30 – 13.30 – praktyka jogi funkcjonalnej. Sesja przygotowana tak, by zachęcić do praktyki własnej, począwszy od przebudzenia.
13.35 – 14.35 – robienie kremów, peelingów i toników z gotowych przedmieszek.
Tym razem warsztat bez poczęstunku, ze względu na organizację i zajęcie kuchni do celów kosmetycznych, ale mile widziana tak zwana JOGICZNA KOSZYKÓWKA, czyli każdy, kto chce, może zabrać ze sobą jakieś przekąski, które zjemy wspólnie na podłodze w BABIE JODZE.
Każdy z uczestników zabiera ze sobą kosmetyki, które zrobimy na warsztacie. Zapraszam też początkujących.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Warsztat na sierpień

25 lip

Niedziela 13 sierpnia

Warsztat „jogi totalnej” pod hasłem:
JOGA NIE KOŃCZY SIĘ NA MACIE.

Praktyka, która ma na celu zachęcić do praktyki własnej oraz oczekiwany przez Was warsztat zielarsko – kosmetyczny. Joga to bowiem nie tylko praca z ciałem, ale również praca dla ciała. To współbrzmienie z Przyrodą, proste życie z ziemi i pór roku, to ogród, zioła, zdrowe jedzenie i naturalne kosmetyki. Joga jest niczym biały śpiew dla muzyka – pierwotna, naturalna i TOTALNA. Joga to Całość.

PROGRAM WARSZTATU

10.00 – 11.30 – wyprawa na pobliskie łąki i zbieranie ziół. Przygotowanie z nich tak zwanych przedmieszek czyli maceratów i hydrolatów
11.30 – 13.30 – praktyka jogi funkcjonalnej. Sesja przygotowana tak, by zachęcić do praktyki własnej, począwszy od przebudzenia.
13.35 – 14.35 – robienie kremów z gotowych przedmieszek.
Tym razem warsztat bez poczęstunku, ze względu na organizację i zajęcie kuchni do celów kosmetycznych, ale mile widziana tak zwana JOGICZNA KOSZYKÓWKA, czyli każdy, kto chce, może zabrać ze sobą jakieś przekąski, które zjemy wspólnie na podłodze w BABIE JODZE.
Każdy z uczestników zabiera ze sobą kosmetyki, które zrobimy na warsztacie. Zapraszam przede wszystkim początkujących.

Zapisy mailem lub w komentarzach

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

OTWARCIE BABY JOGI

20 lip

UROCZYSTE OTWARCIE BABY JOGI. Moja sala do jogi, 3 km od Mrągowa

29-30 lipca, sobota i niedziela. Warsztat jogi i wegański poczęstunek.

SOBOTA (program roboczy)
10.00. Warsztat jogi dynamicznej poprowadzi Robert Kaczkowski
(krótka przerwa)
12.00 Warsztat jogi funkcjonalnej poprowadzi Katarzyna Enerlich
ok. 13.00 relaks i medytacja
13.45- wegański poczęstunek

NIEDZIELA (program roboczy)
10.00 Warsztat jogi dynamicznej poprowadzi Robert Kaczkowski
11.00 Warsztat hatha jogi poprowadzi Ryszard Lewanowicz
12.00 Warsztat jogi funkcjonalnej poprowadzi Katarzyna Enerlich.
13.00 relaks i medytacja
13.45- wegański poczęstunek

Koszt warsztatu: jeden dzień 60 złotych, dwa dni 100 złotych.

Trwają zapisy na warsztat jogi funkcjonalnej z Andrzej Frołow. Praca z ciałem w skłonach, powiększanie zakresów.
Warsztat planowany jest na niedzielę, 20 sierpnia.

LICZBA MIEJSC OGRANICZONA. Więcej informacji na fb i mail: kasia-e@go2.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Maraton Jogi w Wierchomli. Zapisujcie się!

23 cze

Tego jeszcze nie było. Spotkanie z Czytelnikami na górskim szczycie, zajęcia z jogi i maraton 108 Powitań Słońca, a to wszystko podczas V Górskiego Maratonu Jogi w Wierchomli.

Spotkanie odbędzie się w piątek 25 sierpnia o godzinie 20.00, a wcześniej, o 17.30 poprowadzę sesję jogi dynamicznej dla tych, którzy już zdążą przyjechać na piąty maraton. Kolejne moje zajęcia, tym razem z jogi funkcjonalnej, w sobotę i niedzielę już o 8.00. Mają przygotować uczestników do Maratonu Jogi – wzmocnimy barki, ramiona i centrum ciała. Pozostałe zajęcia poprowadzą WIKTOR MORGULEC I RADEK RYCHLIK.

W niedzielę MARATON. Wykonamy 108 Powitań Słońca. UDZIAŁ W ZAJĘCIACH JEST BEZPŁATNY. Zajęcia są również dla osób początkujących.

Dokładny program i wszelkie informacje TU.

Mam nadzieję, że się zobaczymy w tym górskim, wyjątkowym krajobrazie i wspólnie Powitamy Słońce. Zapisujcie się, aby nie było za późno.

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas na jogę w czerwcu, nad Krutynią

19 cze

Czerwcowy długi weekend. Joga w Krutyni. Wspaniałe towarzystwo, praktyka w słońcu, zbieranie ziół na kosmetyki i nasze ziołowe kremy. Czyli zdrowie na warsztacie.
Był też czas na wycieczki po małej ojczyźnie. Byliśmy w staroobrzędowym klasztorze w Wojnowie. Na samej wieży!
Dziękuję wszystkim za ten czas.

Poprowadziłam warsztaty zielarsko – kosmetyczne. Najpierw zbieraliśmy zioła, a potem kręciliśmy z nich kosmetyki. Czas pełen niespodzianek, bo nigdy nie wiemy, jakie zioła napotkamy na spacerze.

I zajęcia na matach ciepło wspominam. I że Was wszystkich napotkałam.

ORGANIZATOROWI Wiktorowi Morgulcowi też. :) Za ten piękny, letni, wspólny czas. Więcej zdjęć i informacji o kolejnych turnusach oraz o praktyce jogi na STRONIE

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii