RSS
 

Notki z tagiem ‘jesien’

Rowerowa wyprawa…

03 lis

Jesień.

Gniazda już tylko dla liści…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Daszeńka jedzie w świat

01 sie

Dziś smutny dzień, choć niektórzy mówią, że radosny. Moja mała labiczka Daszeńka jedzie do nowego domu. Jako pierwszy z naszych czarnych precelków. Przyjedzie po nią miły, sądząc po głosie, pan spod Warszawy. Podobno będzie miała dom, ogród, oczko wodne, w którym będzie mogła się kąpać nasza mała dziewczynka. Niby się cieszę, że nie do bloku, ale… smutno strasznie. Porobiłam trochę zdjęć mojej małej, jak się bawi z rodzeństwem na trawie, na łączce naszej i czekam teraz, aż przyjedzie nowy opiekun Daszeńki.
Ciężko, nie sądziłam, że aż tak będzie smutno się rozstać…
Rzekę Krutynię dziś odkryłam. Może to banalne, co piszę, bo wszak jestem stąd i nie powinnam mieć takich opóźnień w poznawaniu tego, co najbliższe, jednak tak jest w rzeczywistości i przyznaję się do tego, choć mogłabym udawać, jak to doskonale znam Krutynię itp. Wybrałam się z moją rodziną z Wyszkowa, która nareszcie mnie odwiedziła, na ten nurt starej mazurskiej rzeki, popychana łodzią spacerową, bo nie kajakiem, bo mało doświadczeni jesteśmy w kajakach i głupio by było polecać rodzinie ewentualne kąpiele w rzecznym nurcie. Łodzią było bezpieczniej, pan Heniek opowiedział nam całe swoje życie, popychając łódź wiosłem, jak to żyje się w małej wsi, tylko latem odwiedzanej przez stada turystów, zimą jakby zapomnianej przez światem. Czułam się trochę jak na tropach Smętka, i trochę jak w mojej ziemi rodzinnej, magicznej. Cisza wokół, szelest wody tak przytłumiony, że aż głuchy, w górze krzyk ptaków i my w słońcu, z twarzami ku niemu, żeby pieg przybywało sierpniowych.
Cudnie było i… chyba jeszcze raz wybiorę się w to miejsce. Nieco rozczarował mnie krutyński ryneczek, bo wszystko drogie i trochę pospolite, tylko pan jeden z bursztynami mnie zawołał do siebie na stoisko, bo zauważył, że w uszach mam bursztynowe kolczyki. Zapraszał do obejrzenia czegoś do kompletu, ale przykro mi było bardzo, bo do Krutyni przyjechałam podpatrywać świat i Mazuy, a nie na zakupy.
Wróciliśmy krętymi drogami, uspokojeni rzeką i zgrzani słońcem i spokój we mnie osiadł aż do tej pory. Na podwórku czekała na nas Małgosia z sąsiedztwa, z synkami swymi. Stali przy domu i oglądali pieski, jak radośnie w warczeniu niegroźnym bawiły się ze sobą. Małgosia, jak my, przyszła tu z bloku na Mazurskim i wprowadziła się ze swym mężem Jarkiem prawie w tym samym, co i my, czasie. I takie dwie mieszczuszki do niedawna, a teraz wieśniarki – noeofitki, szłyśmy sobie drogą wiejską, szarą od kurzu i gadałyśmy o tym, jak tu pięknie wokół i kolorowo i spokojnie.

A złote nawłocie (na zdjęciu) wygięte w łukach już zaczęły kwitnąć, wyjątkowo wcześnie! I astry już kwitną… Znaczy, lato się nam przelewa z dzbana ku jesieni… Leci czas, lecą dni, tygodnie… Sierpniowe noce będą pełne spadających gwiazd. I spełnionych marzeń.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii