RSS
 

Notki z tagiem ‘Miedzichowo’

Ferie zimowe. Tak!

28 lis

Doczekałam się. Mam ferie zimowe, pierwsze od dłuższego czasu. Przeznaczę je na przeczytanie najnowszej powieści Olgi Tokarczuk „Księgi Jakubowe” oraz na pisanie własnej. A przede wszystkim na spędzanie czasu z samą sobą, bo samotność jest doprawdy twórcza.

Podróże wyciszają.


Wpadła do mnie na spotkanie. Chłodna, śliska malutka traszka. Nieco zbłąkana i zaraz ją uwolniłam. Szukała bezpiecznego miejsca na zimę. Może to wróżba na szczęście?

Wróciłam z listopadowych podróży i dziękuję Wam, którzy byliście na spotkaniach w Waszych bibliotekach. Za wszystkie serdeczne słowa i uśmiechy oraz wysyłane do mnie maile, które lubię jednak nazywać LISTAMI. Jednej z nich ujął moje serce tak bardzo:

Szanowna Pani Katarzyno,

Proszę wybaczyć tę poufałość. Zrodziła się ona podczas spotkania z Panią w Miedzichowie 24 bm. Po prostu ujęła mnie Pani empatia i życzliwość dla osób starszych. 
Pragnę przede wszystkim jeszcze raz gorąco podziękować za to spotkanie. Poświęciła nam Pani tyle czasu! Dziękuję również za to, że Pani tak pięknie mówi i  pisze o prowincji. Pani książki sprawiają, że czujemy się dowartościowani:) Pomysł i idea „Prowincji” zasługuje na wielką NAGRODĘ. Leczy prowincjuszy z kompleksów. Każda miejscowość powinna mieć taką Katarzynę Enerlich u siebie:). Pozwoliłam sobie sporządzić notatkę z tego spotkania  do naszego Informatora Międzychodzkiego. Nie wiem, czy się ukaże (nie ja bowiem  decyduje o zawartości tego naszego miesięcznika), ale na pewno znajdzie się w kronice naszego DKK. 
Mam nadzieję, że po jej przeczytaniu, uśmiechnie się Pani i pomyśli: „Warto było poświęcić tych klika godzin staruszkom z Miedzichowa i Międzychodu:). Odrobina satysfakcji nikomu jeszcze nie zaszkodziła. 
Zauroczona Pani osobowością postanowiłam przeczytać wszystkie „Prowincje”.
Najserdeczniej pozdrawiam
 życzę weny i kolejnych tomów

Zofia

Dla mnie wszystkie te spotkania były jednako piękne i ważne, bo spotkałam na nich ludzi zakochanych w swoich prowincjach, bo tę ma się w sercu nawet, jeśli mieszka się na jedenastym piętrze w wieżowcu na Mokotowskiej.

Przysyłane zdjęcia są jak kwiaty. Kwitną w moich oczach. Pani Zosi Głuszak dziękuję. I za podarowany wiersz również. Nasze spotkanie w Miedzichowie koło Nowego Tomyśla było takie serdeczne… Fot. Zasław Kaczmarek.

Na dworcu w Nowym Tomyślu, na chwilę przed odjazdem pociągu myślałam o pustkach w życiu, które stały się początkiem. A poranek wokół mnie był o niebo cieplejszy niż ten mazurski, śnieżny dziś ponoć, ale jednako szary i pusty. Ludzie mimo wszystko gromadzą się na wszystkich dworcach świata. Jest na świecie owa dworcowa solidarność, dla której ani czas, ani pustka się liczą, a tę ostatnią trzeba zaraz wypełnić…

I wspomnienie ze spotkania wcześniej… Telewizja POLICE uwieczniła nasze spotkanie

A po powrocie z ostatniej podróży do Kępna mogłam zająć się domem i codziennością.

„Ja się czuję bardzo bezpiecznie, jak jestem sam. Najwięcej. Bardzo mi jest dobrze ze sobą samemu. Ja od razu powiem temu, który mnie odkryje, żeby się na mnie nie gniewał, jak sobie będę odchodził trochę co jakiś czas.”

Edward Stachura „Opowiadania”

I myślami mogłam się zająć, również o miłości. Bo to jest właśnie w miłości piękne – nieznane miejsca, zapachy i dotyki stają się nagle najbliższe na świecie, jakby nie przechodziły etapu oswajania, jakby od razu wiedziały, skąd i dokąd mają iść.

Zestaw na najbliższe bieganie. Nowa płyta z muzyką serca. Właśnie przyszła w kopercie z empiku…
Cudna!

A już w styczniu najnowsza powieść.

W mieście panował dziś codzienny rejwach, inny niż letni. Letni jest bowiem barwniejszy. Wakacyjne tłumy są niczym krew, wsączają się w każdy zakamarek i rozpływają się na boki. Latem ciekawscy turyści zaglądają dosłownie wszędzie – a to na tył kamienicy, a to w tamten zaułek, a to w ścieżkę żwirową, którą na co dzień nie chodzą przecież mieszkańcy, bo wiedzą, że prowadzi donikąd. Kąpią się w przypadkowych miejscach, nie tylko przy plaży, czasem mają ochotę schłodzić się tam, gdzie akurat są, może być to nawet fontanna. Tak zachować się mogą tylko ci, którzy tu na co dzień nie mieszkają, bo w nich tętni zapał neofitów: nie obrośli tym miejscem, nie przyzwyczaili się do jego wyglądu i za nic mają przyzwyczajenia mieszkańców. Ci zaś przemierzają znane sobie szlaki, doskonale wiedząc, co czyha za każdym zakrętem i ile minut zajmie im dojście od mola do ratusza, a od ratusza do targowiska.
Latem uliczna ciekawość sprawia, że nawet auta stają w przypadkowych miejscach, a nie w ustalonym wcześniej porządku regulowanym znakami drogowymi.
Gdy odchodzą ciepłe dni, wraz z nimi zanikają barwne plamy sukienek i rozwiane włosy kobiet, nie ma już krzywizn męskich łydek wystających spod krótkich spodenek i asymetryczności wielkich paluchów w lekkich sandałach. Zanika wartkość uliczek: nie są już ożywionymi arteriami. Gdy miasto z końcem lata pustoszeje, na ulicę wychodzimy jedynie my, mieszkający tu na stałe, wędrujący w ustalonych kierunkach, załatwiający codzienne sprawy, a nie spacerujący tylko dla przyjemności czy zabicia czasu. Żwirowe ścieżki, tyły kamienic oraz dziwne labirynty przejść i bram będą odkrywane przez kolejnych przybyszów dopiero za rok.

fragment najnowszej Prowincji pełnej snów. Do zobaczenia w styczniu!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jesien nasza łaskawa

21 lis

Oj, łaskawa nasza tegoroczna jesień. Myślę o tym teraz, gdy siedzę w ciepłym domu i odpoczywam pełna wspomnień ze spotkań w Sulejówku i Otwocku. Napotkałam podczas nich tylu życzliwych i dobrych ludzi, że czasem myślę, że tylko z takich składa się świat.

Przyjechał do mnie Marek, potem dojechała Marta, a z domu piechotą do otwockiej biblioteki dotarli Magda i Kuba. Magda to tak naprawdę Magdalena Kordel, moja koleżanka pisarka. Dobrze jest mieć przy sobie dobrych ludzi.

Wróciłam dziś i już myślę o wyjeździe w poniedziałek. Będę w Miedzichowie, .

We wtorek zaś w Kępnie, to już blisko Wrocławia. I na tym kończę swoje jesienne podróże. Były wspaniałe i pełne ciepła. Byłam podczas nich taka  z Wami szczęśliwa. Dziękuję!

Pani Agnieszka pyta mnie w liście, jaka będzie w tym roku zima. Patrząc na spokój drzew, chmurność nieba i zachowanie zwierząt myślę, że będzie dość łagodna. :) to moje zdanie. Ach! I pod moim dębem na wsi było w tym roku mało żołędzi.

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii