RSS
 

Notki z tagiem ‘Mińsk Mazowiecki’

Letnią porą

15 lip

Moim miejscem na świecie jest mój ogród. Do mojego miejsca nie mam wcale daleko, wystarczy tylko pójść za dom. Jak dobrze mieć swoje miejsce blisko siebie i czuć się w nim naprawdę dobrze.
Szczęście jest zawsze bliżej, niż myślimy, że jest…. Nie trzeba nawet wyruszać w wielki świat, by poznać świat…

Lawendowy scrub do ciała. Cukier, jakiś olej, naturalny olejek lawendowy i świeże płatki lawendy. Wystarczy, by poczuć się luksusowo we własnym świecie. Proste i tanie. O braku chemii nie wspomnę… Więcej przepisów na ogrodowe kosmetyki i potrawy w „Pod słońcem prowincji.”

Ach, byłabym zapomniała! U mnie pierwsze wykopki. Jak u Was? Tych od ogrodów?

 

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przed podróżą majową

04 maj

Słowa JESTEŚ TYM CO JESZ bardzo mnie przekonują. Zwłaszcza od pewnego czasu, gdy świadomie zaczęłam dbać o swoje zdrowie. Nie piję alkoholu pod żadną postacią, nie po drodze mi do kawy. Nie jem rzeczy – śmieci, dostępnych w każdym sklepie. Gdy udaję się w podróż, nie kupuję na drogę batoników, napojów w butelkach, nie jem na orlenach ani w makdonaldach. Po prostu zabieram ze sobą butelkę własnego napoju (jutro będzie to moja ulubiona czerwona herbata, wywar z kwiatów mniszka i miód) oraz… Pudełko Skarbów. Mieszam w nim to, co zdrowe, na przykład morele, pestki dyni i słonecznika (które wcześniej prażę), migdały, orzechy włoskie, żurawinę, czasem rodzynki (jeśli dobrej jakości). To, co sobie tylko wymyślę i na co mam ochotę, zestawiam to bardzo dowolnie. Zjadam te skarby potem w podróży albo zabieram do pokoju hotelowego i mam zawsze jako przekąskę. Na jutrzejszą podróż Pudełko Skarbów już mam gotowe!

Wyjeżdżam na tydzień i tyleż czasu nie będę gotować. A tak bardzo lubię to robić. Zaplanowałam dziś więc pożegnanie z moją kuchnią. Niedzielny obiad na wzmocnienie po wczorajszej „trzynastce”.

Zatem… Udusiłam na oliwie czosnek i cebulkę, którą najpierw posoliłam, żeby się nie przypaliła zbyt szybko. Dodałam liście szpinaku, rwąc tylko lekko na kawałki. Dodałam tuńczyka (lubię, podobnie jak łososia. Ryby z moich Mazur też. Najbardziej karpie :) ), mielone orzechy włoskie i mleko kokosowe. Z przypraw tylko sól i pieprz, a na koniec świeża bazylia. Wymieszałam z makaronem. Miał być razowy, ale zadziwiająco zniknął z kuchennej półki. Czasem tak znikają nam rzeczy, o których myślimy, że są? Prawda? Wszystko posypałam kiełkami lucerny i prażonym słonecznikiem. Było pyssszzznnne! A deser to nagroda za wczorajszy wysiłek. Ciasto kruche prawie razowe, tym razem z dodatkiem mielonych włoskich orzechów (około trzech łyżek do półtora szkolanki mąki razowej i pół pszennej białej, masło, 1/4 szklanki trzcinowego cukru, jajko i łyżka śmietany) z tartymi jabłkami i pokrojonym na plasty bananem, ze świeżo mielonym cynamonem (spróbujcie, ma inny smak niż ten z torebki!) i z 1/4 szklanką cukru trzcinowego i kroplami soku z cytryny. Po upieczeniu posypałam ciasto waniliowym cukrem pudrem własnej roboty: po prostu mielę w młynku cukier trzcinowy z laską wanilii. Zamykam do szczelnego pojemnika i mam. Bo domniemany cukier waniliowy ze sklepu wcale cukrem waniliowym nie jest, a WANILINOWYM. Różnica jednej literki, a bardzo znacząca. Oczywiście można kupić prawdziwy cukier waniliowy, ale jest droższy. Więc robię swój własny i sama dobieram ilość wanilii w nim.

Tak rozpieszczona jedzeniem sięgam po książkę „I jak tu nie biegać” Beaty Sadowskiej (czytałam dziś do trzeciej nad ranem) i doceniam mój wczorajszy wysiłek, pierwszą „trzynastkę” i dzisiejszą cichość majowej niedzieli. Odpoczywam. Jutro rano wyjeżdżam do Drawna w zachodnipomorskie.

W pierwszym tygodniu maja spotkam  się z moimi Czytelnikami tu: 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii