RSS
 

Notki z tagiem ‘powitanie-slonca’

Mazurskie podróże z cykorią…

04 cze

Oj długo mnie nie było. Takie życie…. a raczej duża w nim zajętość… Chwile absorbujące, nasiąkające dniami jak gąbka wodą. Nadrabiam dziś, ale nie wiem, czy będzie dość regularnie, bo i lato w progu, i ogród rośnie cichym szumem, i książki, i joga, i wyjazdy, i spotkania, i to wszystko, co codziennością jest i ważnością, i uważnością.

Pomyślałam sobie, że taki czerwcowy przeddzień lata to dobry czas na zmiany. W słońcu łatwiej o silną wolę. Od lat zauważam wyraźnie taką zależność. :) Wiele nowych i ważnych dla mnie rzeczy narodziło się właśnie latem lub pod koniec wiosny. Nawet poranna sesja jogi smakuje inaczej na oblanym słońcem tarasie niż w specjalnie urządzonym pokoju na pięterku.

Powitanie słońca, czyli połączone ze sobą asany jogi, to sposób na dobry dzień. Weszło mi w krew i codziennie, zaraz po przebudzeniu, wykonuję je na trawie lub w domu, w zależności od aury. Mam jedenaście kamyków, uzbieranych kiedyś na sopockiej plaży. Odliczam swoje asany słonymi od morza kamykami. Nie pozwalam jodze czekać zbyt długo na mnie. Ostatnio przyłączyła się do tych poranków Ania, a już Ola zapowiedziała swój udział. Początek dnia jest bardzo ważny. Nastraja nas na resztę godzin, dystansuje do spraw, którymi będziemy się zajmować w ciągu dnia.

No właśnie… a skoro to czas na zmiany, więc może i Ty?…

Spróbuj zmienić swoje poranne nawyki. Pójdź do pracy inną drogą, albo w ogóle pójdzie, skoro codziennie jeździsz. Nowe nawyki odświeżają sposób myślenia. Jeśli codziennie pijesz rano kawę, wypij herbatę albo zaparzone uzbierane przez ciebie zioła. Jeśli jesz kanapki, zjedz na śniadanie sałatę. Wszelkie zmiany działają inspirująco. Przekonaj się o tym!

Spróbuj codziennie spacerować, jak robi to moja koleżanka Agnieszka z Torunia. Kup sobie płaszcz przeciwdeszczowy i gumiaki. Przydadzą ci się na pewno.

Pamiętam, jak pewnego ciepłego dnia nad moją wsią szalały burze i wszelkie żywioły. Wiatr wiał tak, że ludziom porywało dachówki i zrywało gonty. Po chwili jednak wszystko ucichło i wyjrzało piękne słońce, ciepłe i jasne, jak na godzinę osiemnastą. W takim słońcu można jeszcze zrobić niejedno. Postanowiłam założyć płaszcz przeciwdeszczowy i gumiaki i wybrać się na spacer wiejskimi ścieżynami. Znam je wszystkie – za domem, przed domem, za wsią, przed wsią. Radość dużą jednak sprawia odkrywanie w nich czegoś, czego nie dostrzegłam do tej pory. Założyłam więc płaszcz, wsunęłam bose stopy w wyściełane miękko gumiaki do kostek i poszłam, wprost ku wsi, zmęczonej wichurami, wietrznościami i deszczami. Mimo wszystko czułam jednak w całej zieloności pokłon naturze do samej ziemi. Mniszki odbijały się od gruntu, głogi stroszyły na powrót swoje nadłamane kolce, a jeże i ślimaki pracowicie przechodziło przez drogę. Właśnie wtedy postanowiłam iść na spacer drogą, nazywaną przez ludzi z mojej wsi wąskotorówką. Poszłam drogą asfaltową, po czym skręciłam w prawo i już byłam na piaszczystym szutrze, prowadzącym do ukrytych w polach i drzewach mazurskich zabudowań. Szłam drogą, zanurzając nogi w każdej mijanej kałuży; odczuwałam dziecięcą radość z tego powodu, bo ostatni raz bezkarnie biegałam o kałużach właśnie w dzieciństwie. Uświadomiłam sobie, że w sumie nie ma to większego znaczenia, czy ze względu na zachwyt nad pięknym lipcowym zachodem słońca biegam po kałużach w wieku siedmiu lat czy czterdziestu i że radość jest pewnie taka, sama, pierwotna. Szorstkość piasku, klaskanie wody ocierającej się o buty, zmarszczki na wodzie z kałuży, jakby ktoś ją przecinał ostrym nożem… Uświadomiłam sobie, że można ćwiczyć uważność również brodząc w kałuży. Słyszałam tylko moje kroki, klangor żurawi gdzieś w polach i powolne wysychanie deszcze na trawach i łąkach, które brzmiało jak ciche klaskanie. Spojrzałam w górę – nade mną był błękit.

Spojrzałam w dół – piasek był mokry, wyrównany deszczem, jakby ktoś go przeczesał grzebieniem. Spojrzałam przed siebie – ociężałe od deszczu łodygi nawłoci chyliły się ku ziemi, jeszcze nierozkwitłe. Pomyślałam sobie, że jestem szczęśliwym człowiekiem, bo umiem nazwać po imieniu całą zielność… Wiem, że ten niebieski kwiat na skaju łąki to cykoria podróżnik, wiem, że nawłocie rozkwitną pod koniec lipca i będą nam towarzyszyć żółtymi kwiatostanami aż do samej jesieni. Wiem, że ta roślina o podłużnych liściach to babka lancetowata, a ten krzew – to głóg, doskonały na choroby serca. Uświadomiłam sobie, że moja ścieżka, którą teraz idę, może być symbolem ścieżki życiowej – wyrównanej po deszczu i burzy, wzmocnionej narzuconymi przez cieknąć strumyczki kamykami. Że tak samo jak ona – moja ścieżka życiowa znaczona jest kałużami i miejscami suchymi i to jest zupełnie naturalna prawidłowość, której nie jestem w stanie uniknąć, choćbym się starała. A skoro czegoś nie mogę zmienić, to zaakceptuję to po prostu, starając się, by moja droga była możliwie jak najlepsza, najprostsza i ubarwiona na niebiesko cykorią podróżnikiem.

Można być szczęśliwym tu i teraz, nie mając najnowszego auta i plazmy w łazience. Nie będąc bogatym i pięknym. Życie można wypełnić prostym szczęściem. Czasem odczuwamy je, czując smak i zapach wzmacniającego rosołu. Czasem wchodzi w nasze serca, gdy widzimy odbijające się słońce w powierzchni leśnego jeziorka.

PS. Za miłe słowa słowa dziękuję…

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jedenaście kamyków na Słońce

31 lip
Zachód słońca -
Szklane jabłko
Czerwienieje.

Jim Handlin


Słońce. Największa z możliwych energia Wszechświata. Podobno w ciągu jednej sekundy emituje ono więcej energii, niż ludzkość zużyła od zarania cywilizacji. Daj mi wspaniale ciche słońce i jego promienie oślepiające – pisał Walt Whitman, amerykański poeta przesiąknięty wiarą w harmonię panującą we wszechświecie, celebrujący naturę i płodność.
Był czas gdy czczono Słońce. Przez wiele stuleci budowano mu wieże, złociste ołtarze, składano hołd o świcie, aż w toku wydarzeń wygasł człowiek dla Słońca, które dalej świeci… – pisała Maria Pawlikowska – Jasnorzewska. Te słowa oddają moc Słońca, pod który przyszło nam żyć. Tak, jak człowiek czuje się szczęśliwszy, gdy promienie słoneczne ogrzewają jego twarz, tak i rośliny reagują wzmożonym smakiem i zapachem, gdy świeci na nie słońce. Pomidor nie dojrzeje w chłodnym powietrzu, truskawka nie będzie rumiana i aromatyczna. Dobrze będą czuły się w chłodniejsze dni rzepa, dynia, kalafior, brukselka, ziemniaki, pasternak i sałata. Jednak ich zawartość witaminy A nie dorównuje uprawianym w pełnym słońcu żółtym, pomarańczowym i czerwonym warzywom.
Są w moim ogrodzie rośliny, które w sposób oczywisty kojarzą mi się ze słońcem, i nie są to jedynie słoneczniki. Rośnie na przykład rudbekia, którą kilka lat temu wykopałam podczas jednej z rowerowych wypraw z moją sąsiadką Anią Małyszko i przesadziłam do siebie. Rudbekia odwdzięcza mi się żółcią kolorów u schyłku lata, kiedy zaczynam powoli wątpić w słońce. Każdy ma taki moment w przededniu jesieni. Wyprawę tę opisałam potem w Prowincji pełnej gwiazd: Na wsi chyba czas inaczej płynie. Ze mnie taka trochę miastowa jeszcze, jedną nogą w mojej kamienicy, ale… czuję, że pokocham tę wieś, jej prostotę, wspólne rozmowy z sąsiadkami i powietrze, którego tu więcej niż w mieście. Patrzę na Anię, na Halinkę – trudno mi powiedzieć, czy jest starsza, czy młodsza od Ani, bo twarz ma świeżą, rumianą, łapczywie chwyta nią słońce, które już lekko zachodzi, rzucając na nas złociste refleksy. Pięknie tu. Martin kopie te nasze rudbekie, przyda mu się wysiłek, niech kopie. A my, kobiety, nasłuchujemy odgłosów wsi. Jest cudnie. Kocham tę moją prowincję, choć i na niej nie brakuje zakrętów. Dosłownie i w przenośni. Popowo też jest rozłożone wzdłuż alei, w krętościach drogi. Mazury to Mazury. I zakręty w nich liczne, jak w życiu… Ja sama chyba już za jednym zakrętem, a ile ich jeszcze przede mną?… I pomyślałam o tych z wielkich miast. Co widzą, zamiast nieba, gdy spojrzą w górę? Może pozbawione duszy wieżowce ze szkłem i metalem? Beton zamiast wiejskich domów, otoczonych pelargoniami, rury wydechowe aut z naprzeciwka zamiast łapiących słońce twarzy sąsiadów, sygnalizatory świetlne zamiast kwiatów z przydomowego ogródka. Oj, dobrze, że jestem tutaj, na wsi. Jak chciałabym już tu żyć, tu mieszkać, przejmować się popowskimi sprawami! I wszystkimi życiowymi zakrętami i odcinkami całkiem prostymi, bo może w tym wiejskim spokoju inaczej będą mi smakować?


Słońce to jednak nie tylko dojrzewanie. To również medytacja.
Powitanie słońca, czyli połączone ze sobą asany jogi, to sposób na dobry dzień. Weszło mi w krew i codziennie, zaraz po przebudzeniu, wykonuję je na trawie lub w domu, w zależności od aury. Mam jedenaście kamyków, uzbieranych na sopockiej plaży. Odliczam swoje asany słonymi od morza kamykami. Nie pozwalam jodze czekać zbyt długo na mnie. Początek dnia jest bardzo ważny. Nastraja nas na resztę godzin, dystansuje do spraw, którymi będziemy się zajmować w ciągu dnia.
Filozofowie, jogini i przedstawiciele wielu tradycji zalecają szczególnie medytację o wschodzie słońca. Iwona, z którą chodzę na zajęcia jogi, wciąż powtarza, że o tej porze dnia jego energia jest szczególnie silna i pozytywna i dzięki temu napełnia energią na cały dzień. Ona tańczy o świcie. To piękna forma kontaktu z wszechświatem.
Każdy może podjąć się słonecznej medytacji, która daje ważny moment rozkoszy, podobny do tego, gdy posmakujemy czegoś naprawdę dobrego. Nawet najbardziej zajęty człowiek na pewno ze swego dnia wykreśli choć kwadrans na doładowanie akumulatorów. Medytację najlepiej przeprowadzić na łonie natury. Czasem, gdy zacina deszcz lub pada śnieg, wystarczy wyobrazić sobie wschód słońca.  Jesteś bowiem tym, czym są Twoje myśli; przekonywał o tym Budda.  Medytacja jest krótka, ale to wystarczy, by napełnić się dobrymi myślami.
1.    Usiądź wygodnie, wyprostuj plecy. Odetchnij głęboko parę razy i poczuj jak odprężasz się. Zwróć swoje myśli w kierunku wschodzącego słońca. Prawdziwego lub w Twojej wyobraźni.
2.    Obserwuj słońce, jak wschodzi. Poczuj, jak jego promienie ogrzewają całe ciało, jak nabiera ono dobrej słonecznej energii z każdym wdechem. Jak zła energia wychodzi z każdym wydechem, a każda część ciała uzdrawia się pod wpływem tej wymiany. Poczuj przypływ sił witalnych.
3.    Wyobraź sobie, że słońce swoją jasnością uzdrawia i oświeca twoje życie. Sprawia, że zaczyna panować w nim dostatek, zmieniają się twoje relacje z ludźmi. Ciało i dusza zdrowieją, myśli stają się jasne i czyste.
4.    Ujrzyj, jak promienie słońca naświetlają cię na cały dzień i prowadzą do spełnienia marzeń. Dają siłę, aby lepiej i pełniej żyć.
5.    Pomyśl o tym, co dobrego i ważnego możesz dziś dokonać i pozwól, aby twoja wewnętrzna mądrość kierowała twoimi krokami. Na pewno zaprowadzą cię do tego, co pozytywne i dobre.
6.    Kiedy będziesz już gotowa lub gotowy, po prostu otwórz oczy i podziękuj słońcu za to, że podzieliło się z tobą swoją energią.

Mam znajomą, która późno kładzie się spać i późno wstaje, więc przesypia łagodność wschodu słońca. Budzi się koło południa i gdy wstaje z łóżka, bywa rozdrażniona i nie może się dobudzić. Parzy więc kawę, wciąż  pogrążona w senności i, jak mówi, dopiero po niej staje na nogi. Generalnie jednak woli się budzić w szarej aurze, nie zaś w pełnym słońcu. Tak już jest ze słońcem. Przeważnie nas pobudza; ale są i tacy, których drażni. Każdy musi trafić na najlepszy czas spotkania ze słońcem. Nie można na nie patrzeć, gdy jest zbyt wysoko, bo to grozi uszkodzeniem oczu. Jednak gdy jest jeszcze wcześnie rano, możemy na nie patrzeć. To zjawisko nazywa się w małym słoneczkiem. Nazwa pochodzi z Indii, gdzie mówi się w ten sposób na poranne, miękkie i małe słońce. Można na nie popatrzeć przez kilka chwil i chłonąć tyle energii, ile tylko da się radę. Późne wstawanie nie sprzyja więc patrzeniu w słońce… Może pomyślmy o tym, że przez zbyt późne wstawanie sami sobie odbieramy energię na cały dzień?

Zachód słońca jest kolejnym dobrym momentem, by patrzeć na słońce. Nasiąkać nim na swój przedsen.
Powoli w medytacji słońca dochodzi się do tego, że można zamknąć oczy i w każdej chwili widzieć słońce w sobie. Wtedy można oddać się wewnętrznej medytacji słońca. Ale zaczynać ją trzeba zawsze od zewnątrz. Tak jakbyśmy w sposób naturalny przechodzili od tego, co obiektywne, do tego, co subiektywne.

Dbajmy zatem o nasze początki dnia, o nasze spotkania ze słońcem, nawet kosztem wcześniejszych przebudzeni – pięknie jest troskliwie ogarnąć te pierwsze chwile dnia.
Dbajmy też o to, co spożywamy. Jedzenie przetworzone, gotowe, odgrzewane w kuchenkach mikrofalowych są rozwiązaniem jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Nie nasycą cię ani nie nakarmią tak, jak tego lubisz. Dopiero jedzenie pokarmów przygotowanych samodzielnie, bez pośpiechu, podanych na talerzach, które robisz i w sposób, jaki lubisz; serweta na drewnianym stole, świeże kwiaty w szklanym dzbanie, zapalona świeca zapachowa sprawiają, że zaczynasz odczuwać radość życia.
Zanim coś ugotujesz, musisz pójść do sklepu lub na bazar. Możesz wybierać, dotykać, wąchać, oceniać, czego potrzebujesz. To ważne z punkty widzenia własnej samodzielności i kreatywności. Żyjesz chwilą, która trwa, chwytasz ten moment szczęścia i przekonujesz się o własnej niezależności. Te zakupy robisz ty, a nie taksówkarz, mąż, koleżanka, sprzedawca w sklepie internetowym. Od ciebie zależy, jaką fasolę lub jabłka wybierzesz. Takie chwile dają poczucie wolności i przekonania o wartości i umiejętnościach.

Lubię kupować na moim mrągowskim ryneczku, zawsze u kogo innego, bo to pozwala mi poznawać nie tylko smaki, ale i ludzi. Opisywany w Prowincjonalnym Tryptyku mrągowski ryneczek jest miejscem prawdziwym. Warzywa i owoce u pana Szybkiego, zioła, kapusta i włoszczyzna u pani z Bagienic, śmietana i biały ser od pani Eli – ten porządek rzeczy sprawia, że czuję się bezpiecznie podczas robienia żywnościowych zakupów.
Czasem wybieram market, mając mniej czasu na zakupy; wybieram więc miejsce, gdzie kupię wszystko razem. Nie sprawia mi to jednak takiej przyjemności, jak zakupy na ryneczku, gdzie mogę rozmawiać z ludzi, witać się z daleka i decydować samodzielnie, które owoce chcę wybrać, bo nie są popakowane w plastikowe pojemniki.
Aromat świeżych, omszałych moreli na ulubionym straganie lub sprężystość winogron od pana D., przyjeżdżającego prosto z ogrodu na rynek wysłużonym rowerem z przyczepą sprawiają, że mam wrażenie, jakbym jadła słońce, zamknięte pod skórką owoców.

Lato jest dobrym czasem… Możemy czerpać doskonałości spod słońca…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii