RSS
 

Notki z tagiem ‘prowincja-pelna-slonca’

:) uśmiecham się

24 wrz

Uśmiecham się sama do siebie…

Czasem ktoś jest nam dany tylko na chwilę. Trzeba to rozumieć, gdy
nadchodzi czas pożegnania. Mądry człowiek już na początku liczy się z
końcem. Trudno jednak znaleźć w sobie dość pokory i wiary, by od razu
pogodzić się z czyimś przemijaniem.

I jeszcze o wiośnie na ten drugi dzień jesieni:

Była wczesna wiosna. Nic nie wskazywało na to, że tyle się w nas pozmienia. Wręcz przeciwnie – czekałam na tę wiosnę jak na rozkwit tego, co najpiękniejsze. Jakby nasza miłość miała być wieczną zielenią.
Staw przy domu powoli zmieniał się z szarej tafli w kobaltową breję. Wciąż było chłodno i nieprzyjemnie. Wyjazdy do miasta nie sprawiały żadnej przyjemności. W taką pogodę nie można przecież pobiec uliczkami strzeżonymi przez kamienice. W taką pogodę lepiej schronić się pod parasolem. Rzadko więc wyjeżdżałam; skupiona bardziej na pracy, prowadzeniu domu i obserwowaniu Zosinych poczynań, z nadzieją obserwowałam budzącą się do życia przyrodę. Ospała była jednak wyjątkowo, a ciszy nad Popowem nie przecinał znajomy klangor żurawi. Rok temu już były!
Żurawie wybrały sobie moją wieś na siedlisko. Ptaki te królują na naszym niebie, są towarzyszami dzielnych bocianów i wiecznie głodnych myszołowów. Czują się jednak gospodarzami. Gdy nadchodzi czas godów, anektują pole za moim domem. Obserwowanie ich zalotów ma w sobie coś magnetyzującego. Skrzydła łopoczą w żurawim majestacie, a krzyk przerywa jak nożem wiosenną ospałość świata.
Tegoroczne żurawie spóźniały się i już zaczęłam się niepokoić. Któregoś dnia, gdy malowałam rumianki na zielonej butelce po winie, znajomy podniebny odgłos oznajmił przybycie pierwszych zwiastunów wiosny.
– Kochanie, są już żurawie w naszej wsi! – Od razu podzieliłam się tą wiadomością z Martinem.
Wymienialiśmy się coraz częściej takimi drobiazgami codzienności. Przyjęłam jego miłość jak aksjomat i przeżywałam kolejne dni, godząc się z rosnącym z dnia na dzień przyzwyczajeniem, które sprawiało mi nawet przyjemność.
Słońce oblizało łąki i pola, śnieg stopniał, rolnicy wyjechali do prac polowych. Nastał czas na prace w ogrodzie.

To fragmenty mojej najnowszej powieści Prowincja pełna słońca. W poniedziałek idzie do druku. Trzymajcie kciuki! I jak tu się nie uśmiechać?

PS. Wieczór spędzam z Haliną Poświatowską i jej smutną miłością. Wdowią. Dostałam to od mojej Czytelniczki:

Jestem
taka strasznie sama z wiatrem i wiem, że na próżno mówię do ciebie, bo
przecież ciebie nie ma. Chciałabym być skrzypieniem tej tarmoszonej
furtki, jakimś umarłym drzewem, które sobie istnieje, gada, które jest
dotykane, które przechytrzyło śmierć, które nie musi zasypiać ani budzić
się, ani głupieć, ani mądrzeć. Chciałabym uciec od siebie w wiatr albo w
twoje ręce.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z miejsca na miejsce….

31 maj

Za „Prowincję pełną słońca” się zabieram! Skoro już muszę trwać nieruchomo (szybko się wyliżę, zobaczycie!) przez czas najbliższy, to niech będzie, że zaczynam na dobre z pisaniem. Dobrze, że zdążyłam zrobić dokumentację!


W tej leśniczówce będzie działa się akcja książki. Leśniczówka Śniardwy!
Piękne miejsce w środku lasu. Osada Śniardewno. Mieszka tu prawdziwy
leśniczy Lucjan Bałdyga. Obok jego domu jest osada Kulimowo. Tam mieszka
podleśniczy Leszek Romaniuk. Zaprowadził mnie na stary cmentarz w lesie
i pokazał piękne i ważne miejsca do mojej książki.


Parking przy leśniczówce

Podleśniczy Leszek Romaniuk. Jesteśmy na starym cmentarzu między
osadami… Tylko ten jeden krzyż ocalał…. Kto wie, co na nim na nim
napisane…. Czas zrobił swoje. Trzeba będzie wymyślić własną
historię…


Stara lipa przecięta bólem… Stoi nad Bełdanami. Piorun raził ją już po wojnie. Obok niej pan Leszek.


I znów pan Leszek z lipą. Lipa stoi niedaleko jego domu. Zaraz za nią
był przedwojenny kurort. Kurhaus Kulinowen. Teraz to tylko fundamenty.


Cegła ze starego kurhausu


Prawdziwy kominek – jedyne, co zostało po kurorcie! W książce będę miała przedwojenne
fotografie, jak kiedyś wyglądało to miejsce.


Przy Kurthausie w Kulinowie około lat 40.tych posadzone zostały dwie
tuje. Oto jedna z nich. Jeszcze nie widać ogromu na tym zdjęciu. Będzie
na następnym! To największe tuje, jakie w życiu widziałam!

Tu już widać tujowy majestat! Specjalnie stanęłam do zdjęcia, byście
zobaczyli proporcje. To cudo stoi nad Bełdanami. Obok domu
podleśniczego. Środek lasu!

W dali tak zwane rozlewisko. Tu łączą się trzy jeziora: Bełdany, Śniardwy i Mikołajskie. Żeglarze znają te miejsca.

Ławeczka nad Bełdanami. Stąd widać dobrze rozlewisko trzech jezior!


A teraz leśnym duktem do Iznoty. Wjazd do wsi. Za wsią jest kolejna wieś
- Kamień. W lesie obok wsi stoi kapliczka z filmy „Pan Tadeusz”
przekazana w darze. Do użytku! Bo kapliczka odwiedzana przez wiernych do
dziś


Na progu kapliczki z filmu Pan Tadeusz. Fot by Leszek Romaniuk


Dalej pojechałam drogą z Iznoty do Mikołajek. Po drodze Bobrówko. Ty kiedyś przyjeżdżałam na pierwsze dorosłe biwaki. Być może ocalę to miejsce w książce…


Prawdziwy skarb… Przedwojenne marki, wykopane podczas drobnych robót
remontowych. Były w blaszanej puszcze, wraz z książeczką oszczędnościową
na następnym zdjęciu! To nieco inna historia, nie leśniczówkowa. Ale któż mi zabroni połączyć dwie różne?


Książeczka oszczędnościowa. Prawdziwe imię i nazwisko. Będzie w książce….

Moja wyprawa niezwykle udana. Panu nadleśniczemu Lucjanowi Bałdydze i podleśniczemu Leszkowi Romaniukowi serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas. I pomyśleć, że pojechałam tam całkiem „w ciemno”. A tymczasem historia sama mnie znalazła. Dopadła w środku Puszczy Piskiej…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii